Bułgaria miała być dla Moskwy głównym korytarzem dostaw energii do południowej Europy. W poniedziałek parlament Bułgarii zatwierdził jednak nowy rząd. W miejsce gabinetu socjalistów powołano centroprawicowy rząd Bojko Borysowa, którego partia GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) wygrała wybory na początku lipca. Już nazajutrz po objęciu stanowisk ministrowie rządu Borysowa postawili pod znakiem zapytania kluczowe umowy energetyczne, jakie ich poprzednicy zawarli z Rosją.
Sofia może zamrozić budowę przez rosyjski koncern Atomstrojeksport nowej elektrowni atomowej Bielene, a także zrezygnować z udziału w budowie transbałkańskiego ropociągu z Burgas do Aleksandrupolis w Grecji - zapowiedział w dzienniku "The Financial Times" Symenon Diankow, nowy wicepremier i minister finansów Bułgarii. Diankow, ekonomista z dyplomami amerykańskich uniwersytetów, prawie 15 lat pracował w Banku Światowym.
Natomiast nowy minister gospodarki Trajczo Trajkow - dotąd menedżer filii austriackiego koncernu energetycznego EVN - zapowiedział, że nowe władze mogą zrewidować plany udziału Bułgarii w budowie gazociągu South Stream z Rosji. Jeszcze przed tą deklaracją Trajkowa premier Borysow wprowadził moratorium na negocjacje o budowie South Stream. Tą rurą przez Morze Czarne Gazprom chce transportować 47 mld m sześc. gazu rocznie do Warny w Bułgarii. Stąd rosyjski surowiec byłby transportowany lądem. Południową odnogą przez Grecję do Włoch, a północną - przez Serbię i
Węgry do Słowenii i Austrii.
Moskwę najbardziej może niepokoić ryzyko zamrożenia przez Bułgarię dopiero projektowanych ropociągów.
Ropociąg Burgas - Aleksandrupolis ma przesyłać 30-50 mln ton ropy naftowej z Rosji i Kazachstanu rocznie i zmniejszyć zależność Rosji od transportu ropy na eksport przez cieśniny w Turcji. Bez udziału Bułgarii nierealne są też dotychczasowe plany budowy gazociągu South Stream, który miał zagwarantować monopol Gazpromu w Europie Południowej i Środkowej.
Moskwa postanowiła wybudować tę rurę, by utrudnić europejskim koncernom budowę konkurencyjnego gazociągu Nabucco, który przez Turcję i Bułgarię ma dostarczać do Europy gaz spoza Rosji. Tymczasem budowę Nabucco popiera UE, do której należy także Bułgaria. A nowy premier Bułgarii deklaruje, że jego rząd chce przywrócić zaufanie UE do swojego kraju, wspierając rozwój gospodarczy i walcząc z korupcją. To program zbieżny z postulatami ekspertów UE. W raporcie ujawnionym w poniedziałek przez agencję Reuters eksperci UE ostrzegali, że bez walki z korupcją Bułgaria może rozluźnić więzi ze Wspólnotą Europejską i wpaść w rosyjską strefę wpływów.
Moskwa ma nadzieję, że nowy rząd Bułgarii nie zerwie umów energetycznych - napisał dziennik "Wiedomosti", cytując anonimowego przedstawiciela ministerstwa energetyki. Jego zdaniem wstrzymanie przez Sofię negocjacji to normalne w każdym kraju działanie po wyborach.