- Ta ustawa nie realizuje do końca porozumienia między pracodawcami ani wcześniejszych deklaracji premiera - powiedział na konferencji prasowej prezydent. Przyznał, że zdecydował się ją podpisać dlatego, że najważniejsza jest teraz ochrona miejsc pracy. - Tym co nam grozi najbardziej, to powrót wysokiego bezrobocia - dodał prezydent.
Ustawa ma pomóc firmom, które popadły w kłopoty finansowe. Będą mogły z niej skorzystać przedsiębiorstwa, których przychody po 1 lipca ub. r. spadły przynajmniej o jedną czwartą w ciągu trzech miesięcy.
Ustawa uelastycznia czas pracy. Przez pewien czas, gdy firma będzie miała mniej zamówień, pracownik będzie pracował np. tylko 6 godzin dziennie. Potem, gdy sytuacja się poprawi, będzie musiał to odrobić, pracując np. po 10 godzin dziennie.
Innym rozwiązaniem jest wysłanie pracowników na szkolenia. Pracodawcy, gdy spadną zamówienia, będzie mógł przenieść pracowników na pół etatu, a pozostały czas wypełnić szkoleniami. Pracownicy dostaną za nie stypendium w wysokości zasiłku dla bezrobotnych. Obecnie jest to niewiele ponad 500 zł.
Ustawa idzie też na rękę pracownikom. Pracodawcy nie będą już mogli zatrudniać ich na czas określony dłużej niż przez 2 lata.
Pakiet ma obowiązywać przez dwa lata. Według szacunków resortu pracy, może z niego skorzystać 250 tys. pracowników.
Euro dopiero w 2015 Wczoraj pełnomocnik rządu do spraw wprowadzenia euro, wiceminister finansów Ludwik Kotecki przyznał, że wbrew pierwotnym planom, Polsce nie uda się wejść do strefy euro w 2012 r. Zapowiedział, że nowy plan przyjęcia wspólnej waluty rząd przedstawi w sierpniu.
- Obecna zmiana jest krokiem o tyle we właściwym kierunku, że zrezygnowano z czegoś, co jest kompletnie niewykonalne - powiedział prezydent Kaczyński. Według niego rok 2012 od początku był nierealny. - Stąd też ta zmiana - dodał. Jako "w miarę realny" uznał rok 2015. Jednak jego zdaniem i ta data jest "optymistyczna".
Dodał, że tego rodzaju propozycji, które albo z góry były niewykonalne, albo po kilku dniach okazywały się niewykonalne, w ostatnich miesiącach było dużo. - I one oczywiście wpływają na moją ocenę sprawności rządzenia - powiedział prezydent.
Według niego, w Polsce są silne grupy, które chciałyby jak najszybciej wprowadzić euro. - Uważają, że kryzys jest dobrą przesłanką, że będzie można przekonać społeczeństwo, iż euro to remedium. Otóż euro nie jest żadnym remedium w tej chwili - zaznaczył Lech Kaczyński.