"UWAGA, NIE PRZEGAPCIE NAJWYŻSZYCH DOPŁAT UNIJNYCH DO UPRAW ROLNYCH!!! Łącznie przez 5 lat - 8400 zł/1 ha!!!".
Ostatnio takich ogłoszeń w internecie jest mnóstwo. Zdaniem Jana Wiącka ze Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi "Ekoland" skierowane są do szczególnego gatunku rolnika - "chłopa warszawskiego". Takiego, co to uprawiać w rzeczywistości nic nie chce, za to lubi pieniądze z unijnych dopłat.
Obecnie na ponad 1,7 mln gospodarstw o wielkości co najmniej 1 ha dopłaty dostaje ponad 1,4 mln. Rolnicy, którzy mają hektar czy dwa, dostają przeważnie kilkaset złotych, ale rekordziści - nawet kilka milionów.
Kariera "chłopów warszawskich" zaczęła się pięć lat temu, za rządów SLD, na uprawie orzecha włoskiego. Wystarczyło posadzić orzech i obiecać, że będzie się go uprawiało ekologicznie, czyli bez nawozów sztucznych. Wtedy przez trzy lata rolnik dostawał po 2,4 tys. zł za hektar, a przez kolejne dwa - ok. 2,1 tys. zł. Podobne dopłaty były za leszczynę.
"Chłopi warszawscy" kupowali więc i po 200 ha. Z dopłat za orzecha czy leszczynę przy takiej powierzchni było z pół miliona rocznie. Ziemię kupowali głównie w woj. zachodniopomorskim. Była tania - pięć lat temu hektar kosztował tam niewiele ponad 3 tys. zł. Inwestycja była prosta jak drut.
Tym, że w Zachodniopomorskiem jest za zimno i orzechy nie chcą tu rosnąć, mało kto się przejmował. Ani tym, że przy hodowlach ekologicznych nie wolno używać chemii. A jak ręcznie wyzbierać robaki z drzewek na 200 hektarach?
- Kto zbierze orzechy? - pytamy znanego posła PSL.
- Jak to kto? Wiewiórki.
Uprawa orzechów stała się niezwykle popularna. W 2005 r. wypłacono z tego tytułu 1,15 mln zł dotacji, w ubiegłym roku - już 64,2 mln zł. Dla porównania: w 2008 r. na wszystkie dopłaty ekologiczne - mające promować zielone rolnictwo - przeznaczono 225,1 mln zł.
- Kilka dni temu zadzwonił do mnie facet. Bierze na raty 300 ha z Agencji Nieruchomości Rolnych. Od razu chce orzeszki sadzić. I pyta mnie które. Tylko że się spóźnił - opowiada Wiącek.
Po raz ostatni na orzecha można było się załapać w ubiegłym roku - bo program unijny już tyle za orzecha nie dopłaca. Jeśli ktoś go zasadził wtedy, to inkasuje przez trzy lata 800 zł na hektar, a przez kolejne dwa - 650 zł.
- Takich rolników od siedmiu boleści, którzy zaczynają gospodarkę od sprawdzenia, gdzie są największe dopłaty, jest teraz mnóstwo - mówi Jan Wiącek
Dziś więc "chłopi warszawscy" szukają nowych sposobów. Producenci sadzonek reklamują im w internecie nowe rozwiązanie: "Rolnicy i posiadacze gruntów (zwłaszcza duże obszary) oraz właściciele upraw orzecha włoskiego, którzy kończą 5-letni program. Czekają BARDZO DUŻE DOTACJE. Wystarczy posadzić ekologiczny sad!". Jabłonie, grusze i czereśnie.
Dla części rolników, którą reprezentuje Ekoland, takie nieustanne polowanie na dopłaty to jawne krętactwo. Jan Wiącek ma 28-hektarowe gospodarstwo w Bagienicach Małych koło Mrągowa. Uprawia żyto, pszenicę, orkisz, łubin. Żadnych dziwactw. - Nie chcę być podejrzewany o to, że jestem jednym z cwaniaków - mówi.
Jego zdaniem rolnictwo jest powołaniem. Zarabia się pieniądze, owszem, ale przede wszystkim karmi ludzi.
Rozmawiamy z właścicielem kilkudziesięciohektarowego gospodarstwa w Zachodniopomorskiem. Uprawia orzechy: - Nie robię nic złego, wszystko jest zgodnie z prawem - broni się. - Przecież nie kradnę.
- To niech pan się przedstawi.
- Eeee, nie chcę. I napiszcie, że nie jestem z Warszawy, tylko z Wrocławia.
- Dylemat polskiego rolnictwa z grubsza polega na tym, że polska ziemia może wyżywić 80-milionowy naród, a nas jest niecałe 40 mln. Podobny problem mają inne kraje. Dlatego UE promuje taką produkcję, która nie musi być zbierana z pola i magazynowana, jak np. zboże - twierdzi Stanisław Żelichowski, szef Klubu Parlamentarnego PSL. - Unia np. mocno promuje kwiaty cięte. Rolnicy pytają: panie, kto te kwiaty będzie ciął? A ja im tłumaczę, że Unia każe te kwiaty wąchać, a nie ciąć. A im to nie odpowiada, bo oni chcą, żeby to, co robią, miało jakiś sens. A przy tej polityce ten sens jest ciężko dostrzegalny.
- Polski rolnik może wszystko hodować: żyrafy albo słonie, dżdżownice kalifornijskie - byle by tylko były z tego pieniądze - powiada Henryk Ostrowski, były poseł Samoobrony.
Ma 70-hektarowe gospodarstwo w Szprotawie. Hodował świnie, ale zastanawia się nad zmianą produkcji. Co będzie robił? Ostrowski jeszcze nie wie. Wie za to, że na zmianach produkcji można sporo zarobić.
***
PS Rolników pobierających dopłaty unijne sprawdza Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W 2008 r. było około 107 tys. kontroli. Inspektorzy wykryli np., że pewien rolnik zadeklarował jako działkę rolną kawałek trawnika pośród dziesięciopiętrowych budynków mieszkalnych w warszawskiej dzielnicy Bródno