Bez wyników zakończyły się dwudniowe negocjacje rządu Rosji i Polski o nowej umowie gazowej kierowane przez wiceminister gospodarki Joannę Strzelec-Łobodzińską i wiceministra energetyki Rosji Anatolija Janowskiego. Umowa ma rozwiązać spory w sprawie zasad działania EuRoPol Gazu, spółki Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz Gazpromu, do której należy tranzytowy gazociąg jamalski do Niemiec. Rosjanie chcą mieć większy wpływ na zarządzanie spółką oraz płacić jak najmniej za tranzyt gazu przez Polskę.
Negocjacje trwają od kwietnia. Dwa tygodnie temu po rozmowach w Moskwie przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki zapowiadali, że porozumienie wymaga ostatnich szlifów i może zostać parafowane na spotkaniu w
Warszawie.
Rozmowy w czwartek trwały 10 godzin i ciągnęły się jeszcze w piątek przed południem. "W trakcie spotkania zarysowały się różnice stanowisk w istotnych kwestiach dotyczących funkcjonowania spółki EuRoPol Gaz" - stwierdziło enigmatycznie w oficjalnym komunikacie Ministerstwo Gospodarki.
- Strona rosyjska usztywniła się - powiedziało "Gazecie" źródło związane z branżą gazową. - My się usztywniliśmy, to i strona rosyjska się usztywniła - tłumaczy zaś Maciej Kaliski, dyrektor departamentu ropy i gazu w Ministerstwie Gospodarki. Dodał, że kolejna runda negocjacji odbędzie się w Moskwie, ale nie wiadomo kiedy. - Termin uzależniliśmy od gotowości strony rosyjskiej do rozmów - powiedział nam dyr. Kaliski.
O co konkretnie poszło - Kaliski nie wyjaśnił, tłumacząc to poufnością rozmów. Nieoficjalnie "Gazeta" dowiedziała się, że polska strona nie zgadza się na takie zwiększenie wpływów Gazpromu na zarządzanie EuRoPol Gazem, jakiego chcą Rosjanie.
Porozumienie międzyrządowe ma też określić zasady zwiększonych dostaw Gazpromu dla PGNiG. W środę rząd Rosji postanowił zrezygnować z podniesienia od przyszłego roku podatków od Gazpromu, bo odbiłoby się to na kursie akcji koncernu. W zamian Gazprom zobowiązał się zwiększyć o 2 mld dol. rocznie dochody dla państwa, które wpisano już do
budżetu Rosji na lata 2010-12.
Te pieniądze mają pochodzić w sporej części z Polski. Dotąd gaz kupowaliśmy mi.n. od szwajcarskiej spółki RosUkrEnergo (RUE), która w połowie należy do Gazpromu. Ale w tym roku RUE przestało się wywiązywać z kontraktu i
Polska ma niedobory gazu. Przejęcie przez Gazprom tego kontraktu (oraz kontraktu, jaki RUE ma z Węgrami) może zwiększyć dochody budżetu Rosji o ok. 400-700 mln dol. z tytułu podatków od
eksportu gazu - napisał wczoraj
dziennik "Wiedomosti", powołując się na źródła w rosyjskim koncernie.
A dodatkowo Gazprom chce podnieść ceny eksportowe gazu dla niektórych klientów - poinformowała agencja Interfax. Nasi rozmówcy z branży gazowej nie wykluczają, że dotyczyć to może także umów Gazpromu z PGNiG.