Włączam komputer, wchodzę na stronę. Podaję swoje dane - imię, nazwisko, wiek i wielkość miasta, w którym mieszkam. Potem oglądam reklamę, kierowaną do grupy docelowej, w której jestem, wypełniam krótką ankietę ("zamierza pan coś kupić w naszym markecie, odwiedzić nas, wejść na naszą stronę?") i bęc! Mam cztery punkty. Co mi to daje? Jeszcze nic. Ale gdy obejrzę 50 reklam, uzbieram dość punktów, by np. pobrać kod i już za darmo - po wbiciu kodu w komórkę - wydzwonić z niej równowartość 5 zł. Tak, w skrócie, działa serwis Otineo.pl, na którym zarejestrowało się już 200 tys. osób.
To pomysł brytyjskiej firmy Otineo Ltd i polskiego operatora telekomunikacyjnego Galena.
Polska to poligon doświadczalny tej nowinki - choć mniejsza niż
Wielka Brytania,
Niemcy czy
Francja, nie mniej dynamicznie się rozwija. A to ułatwia wdrożenie nowych usług.
- Reklama sama w sobie nie jest złem. Złem jest taka, która nie pasuje do profilu naszych zainteresowań. Takie reklamy nas irytują - uważa Łukasz Adamczyk z Otineo.pl. Kluczem do sukcesu jest utrafienie w gusta odbiorców. Ustalenie, czym się interesują. Stąd szczegółowe pytania na początku i ankiety - tak przed jak i po reklamie oraz - na zachętę - dodatkowe punkty za poddanie się badaniu.
Doładowanie komórki to początek
- System nie zna ograniczeń. Można np. wygenerować kod, który po obejrzeniu reklamy szamponu da zniżkę w drogerii, można dostać kupon do danej sieci marketów czy kod pokrywający część ceny biletu na koncert - wylicza Adamczyk z Otineo. Firma rozmawia też z jednym z dostawców prądu. - Szacujemy, że "prąd za reklamę" dostępny będzie już jesienią - przekonuje.
Jak ma to działać? Potrzebny jest specjalny licznik przedpłatowy - wpisujemy w nim 20-cyfrowy kod, który jest wydrukowany na fakturze za energię elektryczną. Usługa jest dość popularna - tylko Vatenfall Poland zainstalował 16,7 tys. takich liczników.
O faktycznym powodzeniu projektu zdecydują jednak reklamodawcy. Czy się znajdą?
- Przeprowadziliśmy dotąd kilkadziesiąt kampanii dla firm z branży spożywczej (np. napoje, słodycze), rozrywkowej, ubezpieczeniowej i elektroniki użytkowej - chwali się Adam Suchenek, rzecznik Polkomtela, operatora sieci 36,6. Przez Otineo.pl w ciągu pierwszych trzech miesięcy funkcjonowania przewinęło się ponad 150 kampanii. Na taką drogę dotarcia do odbiorców zdecydowały się m.in. PZU, Carlsberg, Whirlpool, Telepizza,
Cropp/LPP czy Praktiker.
- Emisji reklamy z jednoczesną możliwością wypytania potencjalnym klientom to coś całkiem nowego. I jednocześnie źródło cennych informacji - tłumaczy decyzję Joanna Kubiak z firmy Whirlpool.
Jakub Bielerzewski, dyrektor ds. mediów cyfrowych w Grupie Starcom MediaVest, jest jednak sceptyczny. Przekonuje, że ofertą może zainteresować tych reklamodawców, którzy celują w internautów. - Ale specyficznych, bo chcących uzyskiwać korzyści w zamian za oglądanie reklam. Dominować będą pewnie ludzie młodzi i szukający okazji. A taki profil zawęzi grono potencjalnych reklamodawców - mówi Bielerzewski. Jego zdaniem firmy będą oceniać wielkość serwisu. - Zbyt niska liczba użytkowników może być poważną barierą. System pozwalający doładować konto telefonu w zamian za obejrzenie czy wysłuchanie reklamy nie jest niczym nowym. Na zasadzie "coś za reklamę" najczęściej próbuje się sprzedawać na świecie muzykę. Łatwo nie jest. Kilka serwisów serwujących utwory w zamian za oglądanie reklam po roku czy dwóch latach upadło - jak choćby SpiralFrog czy Ruckus (żaden nie był dostępny w Polsce). To jednak nie odstrasza innych. Pod koniec ub.r. wystartował szwedzki Spotify. Spółka oferuje program, który umożliwia słuchanie wybranych utworów na komputerze. Ale tylko słuchanie, nie da się ich nagrać na dysk. Użytkownik może wybrać: albo płaci co miesiąc 10 euro, albo - słucha reklam. Te ostatnie są puszczane co pół godziny, a trwają średnio pół minuty. Poza Skandynawią Spotify działa jeszcze w Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii. Już zebrał ponad milion użytkowników.
W Polsce pierwszy był Polkomtel, który w czerwcu zeszłego roku ruszył z siecią 36,6. Jedną z kluczowych usług było właśnie tzw. Chill Bill - posiadacz karty 36,6 otrzymuje złotówkę na konto telefonu za odsłuchanie bloku trzech reklam i udzielenie poprawnych odpowiedzi na ich temat. Ale system jest restrykcyjny: w przypadku błędnych odpowiedzi choćby do jednej reklamy doładowania się nie otrzymuje, trzeba łączyć się ponownie i znowu odsłuchać blok trzech reklam. Mimo to usługa cieszy się sporym zainteresowaniem: regularnie korzysta z niej prawie połowa użytkowników sieci, czyli ok. 600 tys. osób.
W kwietniu wystartował Reklamofon.pl - serwis, który umożliwia rozmowy między numerami stacjonarnymi za darmo. Miesięcznie ma 260 tys. użytkowników. - W czerwcu wygadali jakieś 900 tys. minut - mówi nam Piotr Surmacki, doradca ds. strategii w spółce. Działa tak - w serwisie wpisujesz numer stacjonarny, z którego będziesz rozmawiał, i numer stacjonarny, na który chcesz zadzwonić. Wpisujesz płeć oraz wiek. Serwis sam zestawia połączenie, telefony nie muszą być podłączone do internetu. Haczyk jest taki, że trzeba siedzieć przed komputerem. I klikać - co jakiś czas obok reklamy pojawi się zegar odmierzający 10 s (to po to, by zagwarantować reklamodawcy, że rozmawiający będzie śledził to, co dzieje się na ekranie). Nie zdążysz kliknąć w zegar, system przerwie połączenie. - Serwis rentowności jeszcze nie osiągnął, ale jesteśmy na dobrej drodze - mówi Surmacki. W serwisie reklamowały się już np. PZU czy PKO BP.