TP od dłuższego czasu dyskryminuje innych operatorów, utrudnia lub nawet uniemożliwia im stworzenie konkurencyjnych ofert - przekonuje UKE w komunikacie. Regulator przypomina, że nakładał na byłego monopolistę wiele obowiązków, które nie przyniosły jednak spodziewanych efektów. Efekt? Cierpi konkurencyjność rynku, a tym samym klienci telekomów. Stąd pytanie, czy dzielić TP na części hurtową i detaliczną. Taki podział miałby bowiem sprawić, że zjawisko dyskryminacji zniknie - samodzielna część hurtowa, odpowiedzialna za współpracę z innymi operatorami, będzie zainteresowana prawidłową obsługą innych graczy, bo będzie na tym zarabiać.
Pytanie pada jednak w chwili, gdy TP zaczyna się wreszcie dogadywać z operatorami alternatywnymi.
- Nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami i czekać na wynik rozmów. Zbliża się zapowiedziany przez nas termin wydania ostatecznej decyzji w sprawie podziału TP i musimy być przygotowani. Konsultacje to nasz "wentyl bezpieczeństwa", gdyby jednak do porozumienia nie doszło - zastrzega prezes UKE.
Jednocześnie podkreśla, że ma nadzieję na porozumienie. Najbliższe spotkanie przedstawicieli Telekomunikacji z konkurencją odbędzie się 11 sierpnia. Jeśli strony się dogadają, szanse na podział TP spadną niemal do zera. W zamian zostanie wdrożona tzw. Karta Równoważności - zaproponowane przez TP alternatywne rozwiązanie, które - w założeniu - ma dać podobne efekty. Z wyników poprzedniego spotkania prezes UKE Anna Streżyńska wydawała się zadowolona. Jej zdaniem znacząco wzrosły szanse na osiągnięcie porozumienia między UKE, TP oraz innymi operatorami.
- Dogadanych jest 90 proc. spraw, ale zostało jeszcze wiele bardzo istotnych kwestii - ocenia. Dodaje, że jej zdaniem najbliższe spotkanie powinno zakończyć negocjacje.