Wychodzą na jaw dodatkowe szczegóły dziesięcioletniego porozumienia, które w zeszłą środę ogłosiły oba koncerny.
Jak wynika ze sprawozdania, złożonego na giełdzie przez Yahoo!, współpraca oznacza przetasowania wśród pracowników - przynajmniej 400 osób przejdzie do Microsoftu, dodatkowo ze 150 pracowników Yahoo! zostanie utworzony osobny sztab, który ma pomóc w łączeniu technologii obu spółek.
Zmieni się też podział pieniędzy - zgodnie z umową, w portalu Yahoo! pojawi się wyszukiwarka Microsoftu. Yahoo! dostanie za to wyłączność na sprzedaż reklam przy wynikach wyszukiwania (na swoich stronach, jak i w serwisach Microsoftu). I przez pięć lat ma zgarniać 88 proc. wpływów z tych reklam. Jeśli po tym czasie Microsoft będzie chciał odzyskać kontrolę nad sprzedażą tzw. reklam premium (chodzi o kontrakty z dużymi reklamodawcami) na swoich stronach, będzie musiał oddawać Yahoo! więcej - bo aż 93 proc. przychodów z wyszukiwania. Jeśli mimo to Yahoo! będzie chciało zachować wyłączność na reklamy premium, może się nie zgodzić na zakusy Microsoftu - ale wówczas dostanie już tylko 83 proc. wpływów.
Jest jeszcze trzeci wariant - jeśli po pięciu latach żadna ze spółek nie będzie chciała nic zmieniać w umowie, Yahoo! do końca współpracy ma dostawać nie 88 proc., a 90 proc. przychodów.
Do podpisania umowy o reklamowej współpracy doszło 18 miesięcy po tym, jak Microsoft zaproponował 44,6 mld dol. za przejęcie całego Yahoo!
Przeczytaj: pasjonująca historia podchodów Microsoftu Od momentu ogłoszenia porozumienia z Microsoftem, notowania Yahoo spadły o 16 proc. do 14,51 dol. za akcję.
Yahoo! szacuje, że współpraca z Microsoftem zwiększy jej roczny zysk operacyjny o 500 mln dol. i jednocześnie obniży koszty o ok. 200 mln dol.
Zyska też Microsoft - zwiększy zasięg w sieci i będzie atrakcyjniejszy dla reklamodawców. Dzięki umowie będzie też miał dostęp do ogromnej bazy zapytań wpisywanych przez użytkowników Yahoo! co pozwoli mu doskonalić swoją wyszukiwarkę Bing i szykować ją na bezpośrednie starcie z
Google'em.