Większe wydatki spowodował m.in. wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Dzięki wyrokowi prawo do wcześniejszej emerytury zyskali mężczyźni, którzy: urodzili się przed 1949 r.; mają co najmniej 35-letni staż
pracy (tzw. okresy składkowe i nieskładkowe) i udowodnią 35-letni staż wypracowany na etacie.
Na uszczupleniu kasy ZUS zaważyła też większa waloryzacja rent i emerytur. Waloryzacja to coroczna marcowa podwyżka świadczeń. Wprowadzono ją, by emeryci i renciści nie tracili na wzroście cen (np. energii czy gazu).
Na wysokość wskaźnika waloryzacji wpływ ma
inflacja i wzrost płac w gospodarce. Obie te wartości były w ub.r. większe niż planował rząd. Efekt? ZUS każdemu renciście i emerytowi wypłacił 6,5 proc. podwyżki. zamiast - jak planował o 5,6 proc.
W ub.r. ZUS wypłacał emerytury i renty 7,4 milionom Polaków. Średnie świadczenie wynosiło 1 362 zł.
W tym roku nie ma co liczyć na poprawę sytuacji ZUS.
Według eksperta BCC prof. Stanisława Gomułki wpływy Zakładu mogą być mniejsze od planowanych nawet o 10 mld. Wszystko dlatego ze w kryzysie coraz więcej osób będzie tracić
pracę, a w związku z tym nie będzie odprowadzać składek ubezpieczeniowych.
Więcej Polaków odchodzi też na finansowane przez ZUS zwolnienia chorobowe. W pierwsze półroczu br. ZUS wydał na zasiłki ponad 3,2 mld zł. To o 1 mld zł tj. 43,7 proc. więcej niż rok wcześniej.