Auta sprzedawane będą w centrum miasta, przy ulicy Nowy Świat 6/12, na 500 metrach kwadratowych niegdysiejszej siedziby PZPR (obecnie Centrum Bankowo-Finansowe), która tego rodzaju produkty określała jako burżuazyjny zbytek. Serwisowane zaś na Pradze przy ul. Omulewskiej. Otwarcie salonu ma nastąpić w listopadzie. Planowana jest też budowa jeszcze większego punktu dilerskiego pod Warszawą, skupiającego salon, serwis i komis w jednym miejscu.
Jednym z inicjatorów przedsięwzięcia jest Dante Cinque, Włoch od 17 lat mieszkający w Polsce i wydający tu magazyn motoryzacyjny "V12". - W Maranello podczas rozmów z dyrektorem Amedeo Felica usłyszeliśmy, że nie jesteśmy pierwsi i że podobnych propozycji Ferrari miało więcej. Między innymi z Niemiec. Firma jednak odmawiała, bo nie chciała, by było to przedsięwzięcie czysto biznesowe. Uznała, że powinien za nim stać człowiek z pasją oraz polski kapitał. Człowiek z pasją to ja, a kapitał zapewnia Sobiesław Zasada, biznesmen świetnie znany ze swoich motoryzacyjnych konotacji - wyjaśnia Cinque, pełniący funkcję dyr. zarządzającego firmy, która jeszcze nie ma nazwy (poza
USA, żadne ze 178 prywatnych przedstawicielstw tej marki nie może mieć słowa Ferrari w nazwie). Prezesem zarządu jest Daniel Chwist, prywatnie wnuczek Zasady.
Na potrzeby polskiego rynku zarezerwowano 25 aut. W ofercie Ferrari Warsaw znajdzie się sześć modeli - nowa 458 Italia, California, 430 Scuderia, 430 Spider, 599 GTB Fiorano i 612 Scaglietti, z czego największym powodzeniem - zdaniem Cinque - cieszyć się będą dwa pierwsze. Auta można zamawiać nawet już, ale odebrać w październiku (wtedy też ma ruszyć serwis - jego pracownicy kończą szkolenia w Maranello). Standardem jest kilkumiesięczny okres oczekiwania - Ferrari to jedna z nielicznych firm, które nie mają stocku, wszystkie egzemplarze powstają pod konkretnych klientów).
Ceny netto mają być takie, jak i w innych europejskich krajach. We Włoszech California - najtańszy z modeli - kosztuje 180 tys. euro. W Polsce, z powodu 18,6 proc. akcyzy i o 2 proc. wyższego VAT-u trzeba będzie za nią dać około 210 tys. euro.
- W słowniku Ferrarii nie ma słowa "tanio" - przyznaje Cinque. - Ale kluczyki do tego auta otwierają też drzwi do świata pełnego atrakcji - począwszy od szkoleń na torze z instruktorem, a skończywszy na miejscu w VIP-owskim sektorze podczas Grand Prix Formuły 1.
Było już kilka zapowiedzi otwarcia salonu Ferrari w Polsce (ostatnia jesienią 2007 r), ale wszystkie okazywały się fałszywe. Dotąd, by kupić Ferrari trzeba było jechać do Berlina, Drezna, Pragi lub Wiednia. Czy teraz będzie inaczej?
- Tym co budzi mój niepokój jest termin. Jak zamierzacie skończyć remont do listopada, skoro jeszcze go nie zaczęliście? - pytam.
Zacznie się za dwa tygodnie - uspokaja Cinque. - Poza tym szybkość jest przecież domeną Ferrari