Biznes Ludzie Pieniądze

Walka rolników z marketami

Piotr Miączyński; Leszek Kostrzewski
06.08.2009 , aktualizacja: 07.08.2009 08:56
A A A Drukuj
Markety nie wierzą we wprowadzenie cen sugerowanych na maśle czy jogurtach. Chcą za to przekonywać Waldemara Pawlaka, że nie ukrywają swoich zysków i nie transferują ich za granicę
Rolnicy chcą, by na serach, maśle i innych produktach podawać koszt ich wyprodukowania. Chcą przez to pokazać, jak hipermarkety kantują klientów sztucznie windując ceny
Fot. AG
Rolnicy chcą, by na serach, maśle i innych produktach podawać koszt ich wyprodukowania. Chcą przez to pokazać, jak hipermarkety kantują klientów sztucznie windując ceny

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Izby Rolnicze proponują, aby na serach, jogurtach, sokach czy maśle znajdowała się cena sugerująca, za ile sklep powinien sprzedawać dany towar. Zawierałaby koszt jego produkcji oraz rozsądną marżę handlową.

Jak wczoraj napisaliśmy w "Gazecie", zdaniem Izb handel zarabia za dużo. Rozsądna marża to ich zdaniem 20-30 proc. - A dziś przekracza ona często 80 proc. - wyjaśnia Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.



Za kilo wiśni rolnik dostaje 50 groszy, w sklepie kosztują one już 3 zł.

Sklepy pomysłu rolników się nie boją. - Na obowiązkowe wprowadzenie cen sugerowanych nie zgodzi się Unia - tłumaczy nam przedstawiciel dużej sieci.

Powód? Byłoby to niezgodne z prawem unijnym. Zasada cen sugerowanych musiałaby dotyczyć również wyrobów importowanych do Polski z innych krajów UE.

Obowiązek stosowania takiego oznakowania przez zagraniczne firmy łamałby zasadę swobodnego przepływu towarów. Z kolei wprowadzenie takiego obowiązku tylko dla polskich przedsiębiorców dyskryminowałoby ich.

Cenom sugerowanym stanowczo sprzeciwia się Polska Federacja Producentów Żywności. - To ingerencja w mechanizmy wolnego rynku - twierdzi organizacja w swoim oświadczeniu.

Markety nie boją się cen sugerowanych. Ich obawy budzą za to ataki PSL, który od kilkunastu dni ostro atakuje duże sklepy.

- Proponujemy sprawdzenie, dlaczego wielkie sieci handlowe w Polsce wykazują rentowność na poziomie 1 proc. i od tej rentowności płacą podatki, a te same sieci we Francji, w Niemczech mają rentowność od 10 do 17 proc. To co, w Polsce pracują charytatywnie? Trzeba to sprawdzić - stwierdził w ubiegłym tygodniu szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. W środę w Programie III Polskiego Radia ten zarzut powtórzył Waldemar Pawlak.

A w "Gazecie" Wiesław Woda, poseł PSL, wiceprzewodniczący sejmowej komisji ds. odbiurokratyzowania gospodarki Przyjazne Państwo, stwierdził, że sieci powinny skontrolować urzędy skarbowe oraz UOKiK.

Zdaniem PSL ukrywane zyski hipermarketów powinny zasilić kasę państwa, która znajduje się obecnie w kryzysie.

- PSL atakując sklepy, usiłują odwrócić uwagę od problemów rolnictwa - twierdzi tymczasem Andrzej Maria Faliński z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która reprezentuje duże sklepy.

Faliński jest przekonany, że niskie zarobki rolników to efekt wielu pośredników, którzy obracają towarem, a PSL nic nie robi, aby to zmienić, nie pomaga w tworzeniu grup zakupowych i giełd towarowych.

Markety chcą też wyjaśnić Pawlakowi, że myli się w kwestii ich zarobków. Ich zdaniem rentowność dużych sklepów w kraju wynosi 3 proc., w Niemczech 1,3, a we Francji 3 proc. Sieci wysłały w tej sprawie list do Pawlaka.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów