Biznes Ludzie Pieniądze

Ogórki fiskalne, czyli wakacyjna giełda pomysłów na podatki

Piotr Skwirowski
07.08.2009 , aktualizacja: 07.08.2009 20:12
A A A Drukuj
Pomysły na podatki sypią się z prawa i z lewa. Odkąd zrobiło się cieplej i zaczął się sezon ogórkowy, są jednak jakby nieco mniej poważne.
Fot. Adam Kozak / AG
Pomysły na podatki sypią się z prawa i z lewa. Odkąd zrobiło się cieplej i zaczął się sezon ogórkowy, są jednak jakby nieco mniej poważne.
Zapowiedź premiera, że w przyszłym roku podwyżek podatków na 100 proc. nie będzie (coś tam chyba jednak wzrośnie, choćby akcyza), nie zamyka dyskusji o zmianach w podatkach - i składkach, bo to przecież też podatki. Ba, ta dyskusja cały czas trwa. Pomysły na podatki sypią się z prawa i z lewa. Odkąd zrobiło się cieplej, są jednak jakby nieco mniej poważne.

Coca-cola na lato

W zeszłym tygodniu senator Jan Rulewski (PO) oświadczył, że chciałby objąć akcyzą napoje smakowe i sztucznie aromatyzowane w plastikowych butelkach. - Jest problem z recyklingiem tych opakowań. Jeśli będą droższe, niektórzy się zastanowią, czy warto je kupować - mówił "Gazecie".

A w TVN 24 doprecyzował, że podatek miałby wynieść 30 groszy od litrowej butelki. - Chcę opodatkować colę i wszystkie napoje, które wywołują próchnicę u dzieci. Oczywiście chcę wyłączyć soki i napoje mineralne, bo one i tak nie wytrzymują konkurencji - dodał.

Bij (po kieszeni) bogatego...

Na to akurat zawsze jest moda, zawsze jest dobry czas. Hasło "niech bogaty płaci więcej" zawsze znajduje poklask sporej części wyborców. Dlatego w Polsce pomysły, jak dopiec przebrzydłym bogaczom, mnożą się bez końca. Teraz najgłośniej forsuje je Ryszard Bugaj, doradca prezydenta. - Rząd powinien (...) wyciągnąć trochę pieniędzy z kieszeni podatników, czym te kieszenie głębsze - tym więcej. Nie wykluczałbym 50-proc. stawki PIT dla najbogatszych i likwidacji 19-proc. podatku PIT dla przedsiębiorców. Ci faceci, którzy mnie rozjeżdżają jeepami na ulicach, powinni płacić więcej - wypalił niedawno Bugaj. Jak na ironię prezydent, któremu doradza Bugaj, ponoć jest przeciwnikiem podnoszenia podatków.

Problem z drogimi pojazdami ma też senator Rulewski. Ogłosił właśnie, że będzie forsował podniesienie akcyzy na szybkie samochody z dużymi silnikami, a także nałożenie akcyzy na nieopodatkowane dotąd motocykle z silnikami powyżej 250 cm sześc. oraz quady. - To są rzeczy ekskluzywne. Ich zamożnych nabywców będzie stać na wyższe opłaty - mówi Rulewski.

Kilka pomysłów z tej kategorii pojawiło się też ostatnio w kręgach poselskich Platformy Obywatelskiej. Jest więc pomysł by becikowe, czyli jednorazową nagrodę od państwa za urodzenie dziecka, zabrać lepiej zarabiającym. Argument za? 1000 zł to dla nich żadne pieniądze, bardziej zamożni rodzice poradzą sobie bez tej sumy. Na razie niezbyt wysoko ustawiono tylko próg zamożności - mówi się o 1000 zł na głowę w rodzinie.

O żadnym progu na razie nie mówi się za to przy okazji pomysłu odebrania ulg na przejazd pociągami i autobusami bogatym studentom. - To niesprawiedliwe, że na ich przejazdy nad morze czy na Mazury składają się wszyscy podatnicy. Jeśli student ma bogatych rodziców, to stać ich na to, żeby zapłacili za pełny bilet za jego podróże - tłumaczył niedawno "Gazecie" poseł PO Sławomir Piechota. Wywołał burzę. Od pomysłu szybko odcięły się władze Platformy. Na razie pomysł posła jest więc jego samodzielną inicjatywą.

...i grubego też

Inną receptę na dodatkowe pieniądze - tym razem dla NFZ - ma poseł PO Janusz Palikot. "Czy osoby otyłe (...) nie powinny być obciążone dodatkowymi składkami ubezpieczeniowymi?" - pytał w swoim blogu. Tłumaczył, że "ktoś, kto choruje ze starości, kto uległ niespodziewanemu wypadkowi, kto zachorował zarażony przez innych, kto wreszcie choruje z powodu jakiejś nagłej epidemii, ma prawo do naszych wspólnych pieniędzy - to oczywiste. Dlaczego jednak ma z nich korzystać ktoś, kto o siebie nie dba?". Na to zgody Palikota nie ma. Poseł, który sam ostatnio zrzucił podobno kilka zbędnych kilogramów, przejął się najwyraźniej znanym hasłem: "Otyli żyją krócej". I chorują więcej. Ich leczenie kosztuje więcej, niech więc płacą więcej.

Ale pomysł Palikota nie jest nowy. Jakiś czas temu irlandzkie linie lotnicze Ryanair zapowiedziały wprowadzenie dodatkowych opłat dla otyłych pasażerów. Więcej mieli płacić mężczyźni ważący przeszło 130 kg i kobiety, których waga przekracza 100 kg. Na razie w Ryanair dodatkowych opłat jeszcze nie ma, ale w USA niektóre linie lotnicze żądają od bardzo otyłych pasażerów wykupienia biletów na dodatkowe miejsce.

Supermarkety ciągle kłują w oczy

Tym razem szefa klubu parlamentarnego PSL Stanisława Żelichowskiego. - Proponujemy sprawdzenie, dlaczego wielkie sieci handlowe w Polsce wykazują rentowność na poziomie 1 proc. i od tej rentowności płacą podatki, a te same sieci we Francji, w Niemczech mają rentowność od 10 do 17 proc. - powiedział w zeszłym tygodniu.

I tu łatwo się doszukać inspiracji. Przez lata to właśnie walka z supermarketami, które "zabierają klientów małym polskim sklepikarzom i nie płacą podatków", była żelaznym punktem większości wystąpień szefa Samoobrony Andrzeja Leppera. Pytany w 2003 r. o to, co zrobi Samoobrona, gdy dojdzie do władzy, Lepper wyliczał: - Trzeba będzie rozruszać gospodarkę. Zrobić reformę finansów publicznych. Są rezerwy dewizowe, trzeba sięgnąć do tych pieniędzy. Trzeba też opodatkować supermarkety. No i zrobić coś z tym Balcerowiczem. Przynajmniej wysłać go na emeryturę.

Żelichowski o Balcerowiczu nie wspomina.

Rolnik też człowiek

Za to samopoczucie szefowi klubu PSL chce chyba popsuć wspomniany już senator Rulewski (przypomnijmy: z koalicyjnej PO). Rulewski zaproponował, by opodatkować rolników składką zdrowotną. - Teraz rolnicy nie płacą na NFZ. Uważam, że składki powinni płacić wszyscy, którzy mają powyżej 1 ha ziemi - ogłosił Rulewski. Płaciliby mniej niż nierolnicy - tylko 10, góra 25 proc. normalnej składki. - Czas skończyć z przywilejami dla rolników. To są normalni obywatele, którzy w dodatku dostają ogromne dopłaty m.in. z UE - mówił.

Podatnika trzymać krótko

Parafrazując mistrza Bareję: Podatnik pod sankcją jest mniej uchylający się (od płacenia fiskusowi). Z takiego założenia wyszedł najwyraźniej były wiceminister finansów prof. Witold Modzelewski, który wszem i wobec głosi potrzebę przywrócenia tzw. sankcji w VAT. Dopóki istniała, do każdego wykrytego zaniżenia podatku trzeba było dołożyć fiskusowi jeszcze 30 proc. Do tego odsetki, a czasami także grzywnę. Sankcję zniesiono (po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że nie można karać za to samo dwa razy - grzywną i sankcją). - Podatnicy przestali się bać VAT, przestali go więc sumiennie płacić - tłumaczy prof. Modzelewski. Będzie sankcja, będą większe pieniądze z VAT. Oby skończyło się na 30 proc., bo kiedyś sankcja wynosiła aż 300 proc. zaniżenia podatku.

Co łączy te wszystkie pomysły? Żaden z nich nie jest fragmentem jakiejś idei kompleksowych zmian w podatkach. Ot, to zbiór hasełek rzuconych pod wpływem chwili, nośnych medialnie, zwłaszcza w sezonie ogórkowym. Zapewne też wspólnie trafią po wakacjach do kosza. Ale powrócą za rok, i za dwa, i za trzy. Latem.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów