Biznes Ludzie Pieniądze

Atomowa oferta Rosji

Rafał Zasuń
07.08.2009 , aktualizacja: 07.08.2009 21:28
A A A Drukuj
Weźcie udział w budowie elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim - proponują Rosjanie Polsce, Litwie i Niemcom. Możemy na tym zarobić, ale i bardziej się od Rosji uzależnić
Elektrownia atomowa w Niemczech
Fot. Maciej Swierczynski / AG
Elektrownia atomowa w Niemczech
Planowane elektrownie atomowe na Litwie i w obwodzie kaliningradzkim
Planowane elektrownie atomowe na Litwie i w obwodzie kaliningradzkim
Plany Moskwy ujawnił w wileńskiej gazecie "Litovskij Kurier" Siergiej Bojarkin, wiceprezes rosyjskiej państwowej firmy Energoatom, odpowiedzialny za budowę elektrowni. - Chcemy, żeby w projekcie uczestniczyły firmy z krajów, do których prąd z elektrowni ma być eksportowany, czyli Polski, Litwy i Niemiec - stwierdził Bojarkin. - Bardzo nam na tym zależy - podkreślił.

Rosjanie ogłosili plany budowy elektrowni atomowej w obwodzie w zeszłym roku. Ma powstać w Niemanie, 15 kilometrów od granicy litewskiej. Będzie miała moc 2300 MW i ma kosztować 5 mld euro. Pierwszy blok ma powstać już w 2015 r., czyli przynajmniej pięć lat wcześniej niż pierwsza polska elektrownia atomowa, nad której planami pracuje rząd.

Polska mogłaby dostać kilkaset megawatów z elektrowni w Rosji. Pomogłoby to zmniejszyć deficyt energii w trzech województwach: pomorskim, warmińsko-mazurskim i podlaskim, w których brakuje co najmniej 1000 MW. Kilka dużych firm już zrezygnowało z inwestycji na Podlasiu, bo miały problemy z przyłączeniem do prądu.

Dlatego oferta Rosji jest interesująca. Ale i Polska, i kraje bałtyckie boją się zwiększania energetycznej zależności od Rosji, tego, że Kreml może wyłączyć dopływ prądu z przyczyn politycznych. - Osławiony "wyłącznik" może być wspólną własnością, jeśli będziemy razem zarządzać elektrownią i sieciami - przekonuje Bojarkin. Rosjanie chcą, by zagraniczni partnerzy objęli maksymalnie 49 proc. udziałów w spółce, która będzie eksploatować

atomówkę. Jedna trzecia prądu z elektrowni ma zostać w Kaliningradzie, reszta - na eksport.

A jeśli Polska i Litwa nie będą zainteresowane inwestycją?

-Wtedy cała eksportowana energia trafi do Niemiec - mówi "Gazecie" Siergiej Nowikow, rzecznik Rosatomu (państwowego koncernu, do którego należy Energoatom). Jak? Albo przez Polskę, albo - jeśli nasz kraj i w tym wypadku odmówi - podmorskim kablem łączącym Kaliningrad z Niemcami. -Można go położyć razem z planowanym na dnie Bałtyku gazociągiem Nord Stream. To obniży koszty - mówią Rosjanie.

- Kabel wzdłuż Nord Streamu? Pierwsze słyszę, ale moim zdaniem to blef - mówi nam wysoki rangą polski urzędnik zajmujący się energetyką. - Przecież jego budowa opóźniłaby oddanie gazociągu do użytku, bo trzeba by od nowa prowadzić wszystkie procedury związane z ochroną środowiska. Na to Rosjanie nie pójdą.

A czy Polska w ogóle jest zainteresowana udziałem w budowie elektrowni w Kaliningradzie? - Priorytetem jest dla nas wspólna z krajami bałtyckimi budowa nowej elektrowni atomowej na Litwie w Visaginas - tłumaczy urzędnik. Ma ona zastąpić poradziecką elektrownię w Ignalinie, która zostanie zamknięta w 2010 r. Ale budowa siłowni na Litwie jest w powijakach, a kilka dni temu nowa prezydent Litwy Dalia Grybauskaite stwierdziła, że trzeba jeszcze raz zbadać sens jej budowy. Pogrążona w kryzysie Litwa może mieć bowiem problemy z udźwignięciem gigantycznej inwestycji.

- Nie mówimy Rosjanom nie. Ale sprawę elektrowni w Kaliningradzie trzeba będzie połączyć z innymi kwestiami energetycznymi, np. z negocjacjami na temat dostaw gazu, które utknęły -twierdzi nasze źródło w polskim rządzie. -Musimy grać na wielu szachownicach, bo Rosjanie też tak robią. Za dziesięć dni rosyjscy, polscy, litewscy i niemieccy eksperci spotkają się, by porozmawiać o projekcie.

- Dostaliśmy zaproszenie - mówi Jerzy Andruszkiewicz, wiceprezes państwowej spółki PSE Operator, która zawiaduje sieciami energetycznymi w naszym kraju. - Rozmawiać zawsze można - dodaje.

Rosjanie chcą przedstawić plany budowy elektrowni atomowej w obwodzie. Spotkanie może nieco rozjaśnić sytuację z elektrowniami w regionie, która jest niezmiernie skomplikowana. Plany budowy elektrowni atomowej mają bowiem oprócz Rosjan także kraje bałtyckie (razem z Polską) oraz Białoruś. Żeby prąd z nich popłynął, trzeba jednak wybudować łączniki. Dziś istnieją one między obwodem kaliningradzkim i Litwą oraz Białorusią. Połączenie między Litwą a Polską ma dopiero powstać. - Ale widzimy jego sens wyłącznie wtedy, gdy powstanie wspólna w elektrownia atomowa w Visaginas na Litwie i dostaniemy z niej przynajmniej 1000 MW mocy - zastrzega wysoki polski urzędnik. Tymczasem plan budowy elektrowni się ślimaczą. Wprawdzie we wrześniu Litwini obiecali przedstawić biznesplan, ale takich obietnic było już wiele.

Połączenie między Polską a Litwą jest wpisane na listę priorytetowych projektów UE. Wilno chce, aby powstało niezależnie od elektrowni. Wówczas do Polski mógłby popłynąć rosyjski prąd z elektrowni w Kaliningradzie. - Nie bardzo nam się to podoba - mówi nasze źródło w rządzie. - Zresztą prawdopodobnie elektrownia w Kaliningradzie powstaje po to, by zablokować elektrownię na Litwie.

Rosjanie odrzucają takie oskarżenia. - Niech powstaną obie siłownie i konkurują ze sobą. Nie wyobrażam sobie, że ktoś odmówi kupna prądu z przyczyn politycznych - mówi "Gazecie" Siergiej Nowikow, rzecznik Rosatomu, państwowej korporacji kontrolującej sektor atomowy w Rosji.

Rosjanie, którzy przeznaczyli 49 proc. udziałów w elektrowni dla inwestorów zagranicznych, twierdzą, że zainteresowanie jest duże. Na razie o rozmowach poinformowały czeski CEZ i - dwa dni temu - hiszpańska Iberdrola.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów