"Politycy rozmawiali o strategicznej współpracy gospodarczej oraz możliwym zaangażowaniu katarskiego kapitału w Polsce, m.in. w inwestycje związane z zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego. Spotkanie odbyło się z inicjatywy premiera Kataru. W rozmowie wziął udział także minister skarbu Aleksander Grad" - czytamy w lakonicznym komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu.
Ale wiadomo, że szefowie obu rządów rozmawiali także o stoczniach w Gdyni i
Szczecinie. - W ich przypadku inwestorem nie jest rząd katarski, tylko inwestor prywatny. Premier Kataru obiecał pomoc na tyle, na ile może pomóc. Rząd nie wyłoży jednak pieniędzy za prywatnego inwestora - mówił w TVN24 Sławomir Nowak, szef kancelarii premiera.
Inny urzędnik z kancelarii premiera mówi nam nieoficjalnie: - Nie ma co podgrzewać atmosfery. Czynimy różne zabiegi, by skutecznie załatwić tę sprawę, ale za wcześnie, by o tym teraz mówić.
Przypomnijmy - w maju pośrednik, za którym stoi katarski
fundusz inwestycyjny, wylicytował na przetargach główne składniki majątku Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej Nowa. Taka forma sprzedaży zakładów - podzielonych na części, pozbawionych załóg - była wymuszona decyzją Komisji Europejskiej, która zażądała, by stocznie zwróciły nielegalnie udzieloną im pomoc publiczną.
Za obie stocznie katarski fundusz miał zapłacić ok. 380 mln zł. Ale choć termin upłynął 21 lipca, pieniądze wciąż nie wpłynęły. Nowy termin to 17 sierpnia.
Dzisiaj wiele osób z branży stoczniowej zastanawia się, czy Katarczycy zapłacą, czy nie zapłacą. Ci, którzy twierdzą, że katarska firma się wycofa, najczęściej wskazują na: • dekoniunkturę w światowych przewozach morskich i przemyśle stoczniowym, • brak kontraktów dla nowych stoczni, • mocną konkurencję ze strony stoczni chińskich i koreańskich.
Z kolei optymiści podkreślają, że katarska firma kupi stocznie, nawet gdyby nie był to dla niej najlepszy interes. - Katar liczy na długoterminową współpracę z Polską, choćby w dziedzinie dostaw gazu. Zdają sobie sprawę, że jeśli wycofają się ze stoczni, stracą opinię wiarygodnych partnerów - mówi nam jeden z urzędników Ministerstwa Skarbu.