Krzysztof ma 29 lat, pracuje w
Warszawie w firmie PR. Kiedy rok temu z żoną spodziewali się dziecka, postanowił kupić mieszkanie. - Wziąłem kredyt we frankach. Stać mnie było na spłatę - zarabiam 5 tys. zł, a na ratę wydawałem 1350 zł - mówi. Po odliczeniu kosztów utrzymania jego rodzinie zostawało niecałe 2 tys. zł. Ale sielanka nie trwała długo - jesienią frank zaczął drożeć jak szalony. W ciągu kilku miesięcy rata kredytu skoczyła o ponad 700 zł. - W domu nie rozmawialiśmy o niczym innym, tylko o tym, czy wystarczy nam na ratę i rachunki. O wyjściu do kina czy teatru nie było mowy - zresztą i tak nie mieliśmy pieniędzy na nianię. Przyrzekłem sobie wtedy, że jak tylko frank będzie tańszy, to zmienię kredyt na
złote - wspomina Krzysztof. Teraz zastanawia się, czy przyszedł już czas na przewalutowanie.
Frank wydaje się tani - w lutym kosztował 3,2 zł, w czerwcu - prawie 3 zł, teraz zaledwie 2,68 zł. Ale analitycy przestrzegają przed pochopnymi decyzjami, szczególnie tych, którzy - jak Krzysztof - brali kredyt przy kursie ok. 2 zł za franka. - Przewalutowanie to kiepski pomysł. Nie dość, że rata w złotych będzie prawie dwukrotnie wyższa, to na dodatek taki klient będzie musiał oddać bankowi więcej pieniędzy, niż od niego pożyczył - mówi Marcin Krasoń z
Open Finance.
Komu w takim razie przewalutowanie się opłaci? - Nad zamianą franków na złote może zastanawiać się kilkadziesiąt tysięcy osób, które wzięły kredyt od połowy 2002 do końca 2004 r., kiedy kurs franka wahał się od 2,8 do 3 zł. Po przewalutowaniu rata wzrośnie, bo
stopy procentowe w Polsce są znacznie wyższe od tych w Szwajcarii. Dodatkowym problemem jest prowizja za przewalutowanie. Większość banków nie pobierze ani grosza, ale niektóre życzą sobie za taką operację 0,5-1,5 proc., czyli przy kredycie na 300 tys. zł przewalutowanie może kosztować nawet 4,5 tys. - Plus jest taki, że - po przeliczeniu na złote - taki klient będzie bankowi winien znacznie mniej, niż od niego pożyczył - mówi Krasoń. - I będzie spał spokojnie, nie martwiąc się, że frank znowu zdrożeje - dodaje.
Najgorszy interes zrobili ci, którym nerwy puściły w zimie, gdy kurs franka przekraczał 3 zł. Wtedy wielu klientów było na skraju paniki: - Dzwonili do mnie z banku, chcą rozmawiać w sprawie kredytu! Co mam robić? Może powinnam przewalutować go na złote? - pytała w liście do "Gazety" przestraszona Aleksandra.
Namówić na przewalutowanie nie dali się nawet klienci Pekao (bank nigdy nie udzielał
kredytów walutowych, ale spłaca je część klientów, których Pekao przejęło wraz z niektórymi oddziałami BPH), chociaż zarząd banku przekonywał ich, że powinni się uwolnić od ryzyka kursowego. - Najwyższy czas powiedzieć sobie: koniec strat, i zamienić kredyt na złote - mówił w lutym Luigi Lovaglio, wiceprezes Pekao. Za jego radą poszli nieliczni.
Zdecydowana większość walutowych kredytobiorców zachowała stalowe nerwy. W PKO BP, który udzielił najwięcej kredytów walutowych, na przewalutowanie zdecydowało się dwóch klientów. Do GE Money Banku wpłynęło 14 takich wniosków, do Millennium - 35. Agnieszka Nachyła, dyrektor bankowości hipotecznej z Banku Millennium, przyznaje, że o taką możliwość pytało wiele osób, ale zdecydowali się nieliczni. Tłumaczy, że klient, który rok temu wziął kredyt na 300 tys. zł, pożyczył 150 tys. franków. Gdyby przewalutował je w zimie, gdy kurs wahał się w okolicach 3 zł, musiałby oddać 450 tys. zł.