Biznes Ludzie Pieniądze

Polacy z frankiem na dobre i na złe

Nina Hałabuz
10.08.2009 , aktualizacja: 10.08.2009 23:20
A A A Drukuj
Ponad milion kredytobiorców, którzy spłacają kredyty hipoteczne we frankach, na własnej skórze poznało smak ryzyka walutowego. Większość zachowała stalowe nerwy.
Franki szwajcarskie
fot. AG
Franki szwajcarskie
Krzysztof ma 29 lat, pracuje w Warszawie w firmie PR. Kiedy rok temu z żoną spodziewali się dziecka, postanowił kupić mieszkanie. - Wziąłem kredyt we frankach. Stać mnie było na spłatę - zarabiam 5 tys. zł, a na ratę wydawałem 1350 zł - mówi. Po odliczeniu kosztów utrzymania jego rodzinie zostawało niecałe 2 tys. zł. Ale sielanka nie trwała długo - jesienią frank zaczął drożeć jak szalony. W ciągu kilku miesięcy rata kredytu skoczyła o ponad 700 zł. - W domu nie rozmawialiśmy o niczym innym, tylko o tym, czy wystarczy nam na ratę i rachunki. O wyjściu do kina czy teatru nie było mowy - zresztą i tak nie mieliśmy pieniędzy na nianię. Przyrzekłem sobie wtedy, że jak tylko frank będzie tańszy, to zmienię kredyt na złote - wspomina Krzysztof. Teraz zastanawia się, czy przyszedł już czas na przewalutowanie.

Frank wydaje się tani - w lutym kosztował 3,2 zł, w czerwcu - prawie 3 zł, teraz zaledwie 2,68 zł. Ale analitycy przestrzegają przed pochopnymi decyzjami, szczególnie tych, którzy - jak Krzysztof - brali kredyt przy kursie ok. 2 zł za franka. - Przewalutowanie to kiepski pomysł. Nie dość, że rata w złotych będzie prawie dwukrotnie wyższa, to na dodatek taki klient będzie musiał oddać bankowi więcej pieniędzy, niż od niego pożyczył - mówi Marcin Krasoń z Open Finance.







Komu w takim razie przewalutowanie się opłaci? - Nad zamianą franków na złote może zastanawiać się kilkadziesiąt tysięcy osób, które wzięły kredyt od połowy 2002 do końca 2004 r., kiedy kurs franka wahał się od 2,8 do 3 zł. Po przewalutowaniu rata wzrośnie, bo stopy procentowe w Polsce są znacznie wyższe od tych w Szwajcarii. Dodatkowym problemem jest prowizja za przewalutowanie. Większość banków nie pobierze ani grosza, ale niektóre życzą sobie za taką operację 0,5-1,5 proc., czyli przy kredycie na 300 tys. zł przewalutowanie może kosztować nawet 4,5 tys. - Plus jest taki, że - po przeliczeniu na złote - taki klient będzie bankowi winien znacznie mniej, niż od niego pożyczył - mówi Krasoń. - I będzie spał spokojnie, nie martwiąc się, że frank znowu zdrożeje - dodaje.

Najgorszy interes zrobili ci, którym nerwy puściły w zimie, gdy kurs franka przekraczał 3 zł. Wtedy wielu klientów było na skraju paniki: - Dzwonili do mnie z banku, chcą rozmawiać w sprawie kredytu! Co mam robić? Może powinnam przewalutować go na złote? - pytała w liście do "Gazety" przestraszona Aleksandra.

Namówić na przewalutowanie nie dali się nawet klienci Pekao (bank nigdy nie udzielał kredytów walutowych, ale spłaca je część klientów, których Pekao przejęło wraz z niektórymi oddziałami BPH), chociaż zarząd banku przekonywał ich, że powinni się uwolnić od ryzyka kursowego. - Najwyższy czas powiedzieć sobie: koniec strat, i zamienić kredyt na złote - mówił w lutym Luigi Lovaglio, wiceprezes Pekao. Za jego radą poszli nieliczni.

Zdecydowana większość walutowych kredytobiorców zachowała stalowe nerwy. W PKO BP, który udzielił najwięcej kredytów walutowych, na przewalutowanie zdecydowało się dwóch klientów. Do GE Money Banku wpłynęło 14 takich wniosków, do Millennium - 35. Agnieszka Nachyła, dyrektor bankowości hipotecznej z Banku Millennium, przyznaje, że o taką możliwość pytało wiele osób, ale zdecydowali się nieliczni. Tłumaczy, że klient, który rok temu wziął kredyt na 300 tys. zł, pożyczył 150 tys. franków. Gdyby przewalutował je w zimie, gdy kurs wahał się w okolicach 3 zł, musiałby oddać 450 tys. zł.





Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów