Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd sięga po rezerwę

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
11.08.2009 , aktualizacja: 10.08.2009 20:50
A A A Drukuj
Zamiast 40 proc. wpływów z prywatyzowanych spółek Fundusz Rezerwy Demograficznej miałby dostawać tylko 10 proc., planuje rząd. - To groźny skok na kasę robiony przez polityków - twierdzą eksperci. Bo Fundusz zbiera pieniądze na wypłatę w przyszłości naszych emerytur.
FRD, z którego pieniędzy w przyszłości mają być finansowane niedobory w kasie ZUS, dziś dostaje 40 proc. wpływów z prywatyzacji spółek skarbu państwa. Na czas kryzysu, czyli na dwa lata, rząd chce zmniejszyć ten udział do 10 proc.
fot. AG
FRD, z którego pieniędzy w przyszłości mają być finansowane niedobory w kasie ZUS, dziś dostaje 40 proc. wpływów z prywatyzacji spółek skarbu państwa. Na czas kryzysu, czyli na dwa lata, rząd chce zmniejszyć ten udział do 10 proc.
Ile pieniędzy jest w funduszach rezerwy demograficznej
Ile pieniędzy jest w funduszach rezerwy demograficznej
Projektem ustawy w tej sprawie już dziś może się zająć rząd. Kilka dni temu z inicjatywy Ministerstwa Skarbu omawiano ten projekt na Komitecie Stałym Rady Ministrów.

FRD, z którego pieniędzy w przyszłości mają być finansowane niedobory w kasie ZUS, dziś dostaje 40 proc. wpływów z prywatyzacji spółek skarbu państwa. Na czas kryzysu, czyli na dwa lata, rząd chce zmniejszyć ten udział do 10 proc.

- Nasz system emerytalny będzie potrzebował w przyszłości olbrzymich dotacji na wypłatę świadczeń - denerwuje się Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS.

Jego zdaniem politycy robią skok na kasę przyszłych emerytów. Już dziś ZUS brakuje na emerytury 30 mld zł. Aby ludzie dostawali co miesiąc świadczenia, deficyt musi pokrywać budżet państwa - z naszych podatków. Z czasem będzie coraz gorzej. Bo dziś na jednego emeryta przypada czterech pracujących, ale za 15-20 lat będzie już tylko dwóch pracujących.

Po roku 2020 na wypłatę emerytur może brakować ponad 46 mld zł rocznie, a w okolicach 2025 - nawet ok. 63 mld zł rocznie.

Jak zasypać tę dziurę? Niedobory mamy finansować właśnie z FRD. Pieniądze na ten cel zbierać trzeba przez długie lata, bo budżet żadnego państwa nie jest w stanie na bieżąco udźwignąć takich obciążeń. Zdaniem dr Wojciecha Nagela, eksperta Buisness Center Club ds. emerytur i wiceszefa rady nadzorczej ZUS, do 2020 r. musimy w Funduszu zgromadzić minimum 100 mld zł. Tymczasem przez siedem lat uzbieraliśmy tylko 6,082 mld zł. I to głównie ze składek, jakie płacimy na ubezpieczenia społeczne (do FRD trafia 0,35 proc. podstawy wymiaru składki emerytalnej).

Pieniędzy zebranych do tej pory w FRD nie wystarczy nawet na wypłatę emerytur w jednym miesiącu. Rocznie na wypłatę świadczeń dla 7,4 mln emerytów i rencistów ZUS wydaje ponad 122 mld zł!

Rząd PO przed wyborami obiecywał, że mocno zwiększy dochody FRD - zasilając Fundusz również wpływami z prywatyzacji.

Jeszcze w ubiegłym roku minister skarbu Aleksander Grad mówił "Gazecie", że chciałby, aby do Funduszu trafiała połowa pieniędzy ze sprzedanych państwowych spółek.

I faktycznie, gabinet Donalda Tuska w styczniu tego roku (czyli już w kryzysie) przepchnął przez parlament ustawę, która na łatanie braków w emerytalnej kasie (czyli właśnie FRD) przeznaczała co czwartą złotówkę z prywatyzowanych spółek.

Do końca lipca Fundusz dostał z prywatyzacji 609 mln zł. - Teraz, jak widać, rząd zmienił zdanie - twierdzi gorzko Nagel.

Naszych rozmówców jeszcze bardziej szokuje to, że rząd chce przykręcić Funduszowi kurek tuż przed początkiem zapowiadanej gigantycznej wyprzedaży spółek skarbu państwa. Pod koniec lipca minister skarbu ogłosił, że chce w półtora roku uzyskać ze sprzedaży państwowych firm (m.in. spółek energetycznych, Giełdy Papierów Wartościowych, udziałów w koncernie paliwowym Lotos oraz KGHM) ponad 36,7 mld zł. 40 proc. z tej kwoty wyniosłoby 14,6 mld zł. Według naszych informacji minister Grad nie zgadza się na przekazanie takich kwot przyszłym emerytom.

Kłóci się przez to z minister pracy Jolantą Fedak, która jest przeciwna oszczędzaniu na emerytach. - Co do zasady jestem przeciwna zmniejszaniu finansowania FRD, ale muszę brać pod uwagę możliwości budżetu. O sprawie będziemy jeszcze dyskutować - twierdzi Fedak.

Minister Michał Boni, prawa ręka premiera w sprawach społecznych, nie chciał z nami rozmawiać. Napisał tylko, że to nie jest jego pomysł.

- Ten projekt zabije Fundusz. Przecież za kilka lat nie będzie już co prywatyzować! Wszystko co cenne będzie sprzedane - ostrzega dr Nagel.

- Państwo, aby mieć za co ludziom wypłacać emerytury, będzie musiało za kilkanaście lat podwyższać podatki - twierdzi Mordasewicz. - Młodzi pracownicy będą musieli na ten cel odkładać ponad połowę swoich dochodów.

- Ale to już nie będzie problem Platformy - kończy Nagel.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów