Rząd zajmie się dziś projektem uchwały w sprawie aktualizacji "Planu
prywatyzacji na lata 2008-2011". Trzy tygodnie temu minister skarbu Aleksander Grad przedstawił listę spółek przeznaczonych do prywatyzacji. Pozbycie się w nich udziałów ma
budżetowi państwa zagwarantować ponad 36 mld zł. Na liście znalazły się m.in. Lotos, KGHM i spółki energetyczne - Enea, Tauron i Energa. W piątek Michał Boni, minister w rządzie Donalda Tuska, zapowiedział, że skarb państwa pozbędzie się do 10 proc. akcji KGHM [teraz ma prawie 42 proc.]. Taką właśnie rekomendację na dzisiejsze posiedzenie rządu wydał Komitet Stały Rady Ministrów, któremu szefuje Boni. To rozsierdziło związkowców mimo zapewnienia Boniego, że państwo chce utrzymać pakiet kontrolny w spółce.
Wczoraj w KGHM ogłoszono dwudniowy strajk ostrzegawczy. Trwał dzisiaj od godz. 6 do 8 rano. Przed wejściami do kopalń i hut związkowcy mieli przekonywać pracowników, że
prywatyzacja oznacza dla nich zwolnienia. - Nawet 10 proc. sprzedaży akcji spółki może doprowadzić do utraty kontroli nad nią. Kto wie, co zrobi nowy inwestor? Może będzie chciał pozbyć się spółki? Nie pozwolimy na to, by tracić miejsca
pracy - mówi Józef Czyczerski, przewodniczący "S". - Panu Boniemu nie wierzymy, bo na początku lat 90. zapewniał, że po zamknięciu kopalń w Wałbrzychu ludzie znajdą pracę. Niech teraz tam jedzie i powie jeszcze raz to tym wszystkim bezrobotnym byłym górnikom - mówi.
Związki w KGHM zapowiadają rozpoczęcie strajku generalnego, jeśli rząd podejmie dzisiaj decyzję o sprzedaży udziałów w spółce. Każdy jego dzień będzie kosztował kombinat 20 mln zł strat.
Tymczasem zarząd grozi, że jeśli związkowcy odejdą od pracy, uzna ich strajk za nielegalny. - Jest on niezgodny z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. To nie KGHM jest tutaj stroną, ale skarb państwa - mówi Monika Kowalska, rzeczniczka spółki. Zarząd grozi, że pracownicy, którzy będą strajkować, muszą liczyć się z konsekwencjami - z upomnieniem, naganą, a nawet zwolnieniem dyscyplinarnym.
Ale to nie robi na związkowcach żadnego wrażenia. - Nie raz nas w ten sposób straszono. Wszystko odbywa się legalnie - mówi Czyczerski.
Związkowcy poza prywatyzacją sprzeciwiają się też wypłatom dywidend ze spółek państwowych. - Jak jakikolwiek zarząd ma zaplanować wydatki inwestycyjne, skoro 80 proc. z zysku jest nagle zabierane? Państwo ma do tego prawo, ale powinno informować o tym wcześniej. Ale ten rząd z nikim się nie liczy i nie chce rozmawiać. Ta arogancja musi się skończyć. Długo i cierpliwie czekaliśmy, ale w końcu wybuchniemy - mówi Kazimierz Grajcarek, przewodniczący sekcji krajowej górnictwa i energetyki w "Solidarności".
O strajku generalnym mają też dzisiaj w
Katowicach rozmawiać związkowcy ze wszystkich organizacji w grupie energetycznej Tauron. W przyszłym tygodniu podobne decyzje mają podjąć związkowcy z pozostałych grup - państwowych spółek PGE, Enea i Energa. - Według mnie strajk jest przesądzony. W pełni solidaryzujemy się z kolegami z KGHM. Skoro rząd postanowił o ich prywatyzacji bez rozmów, to nas czeka to samo - mówi Kazimierz Janowicz, szef "S" w spółce Energia Pro należącej do Taurona.
OPZZ już zapowiedział, że poprze decyzję "S" o strajku generalnym. - Nie ma żadnego dialogu z rządem. Buntujemy się przeciwko temu i zapewniam, że zamanifestujemy ten gniew razem z kolegami z "S" - mówi Janusz Śniadecki, przewodniczący Zrzeszenia Związków Zawodowych Energetyki, które należy do OPZZ i ma 20 tys. członków w całym kraju.
Strajkiem generalnym grozi też Kazimierz Grajcarek, przewodniczący sekcji górnictwa i energetyki "S". - Decyzję o strajku podjęli już związkowcy z górnictwa węgla brunatnego i kamiennego. Pod koniec sierpnia krajowa sekcja górnictwa i energetyki "S" ma ostatecznie zatwierdzić strajk generalny w całym kraju - mówi Grajcarek.