1. Nie będziemy zdobywać informacji o ofiarach wypadków i ich bliskich od lekarzy, zakładów pogrzebowych, laweciarzy czy policji Jak jest teraz: Agenci kancelarii, żeby zdobyć klienta gotowi są na wszystko. Kalkulują tak: kto jest pierwszy na miejscu wypadku?
Policja, pogotowie, straż pożarna, pomoc drogowa. Do listy można jeszcze dodać pielęgniarki, rehabilitantów, lekarzy w szpitalach czy laweciarzy. To ich źródła. Za informacje mogą dostać od 50 do nawet 100 zł. Kancelarie kontaktów szukają też wśród szefów oddziałów szpitalnych (neurologii, chirurgii, OIOM-u) czy prywatnych praktykach lekarskich. Wszędzie tam, gdzie w pierwszej kolejności trafiają ofiary wypadków. Bardziej doświadczeni agenci mają nawet po kilkadziesiąt takich "punktów informacyjnych". Zdarzały się przypadki, że kancelarie próbowały zakładać stowarzyszenia pomocy ofiarom wypadków, żeby mieć dostęp do bazy danych potencjalnych klientów.
2. Nie będziemy nagabywać ofiar po wypadku, w szpitalach czy na pogrzebach ani podkradać ich konkurencji Jak jest teraz: Jak widzisz na ulicy człowieka z kulą, w gorsecie, to widzisz wypadek. Trzeba podejść, zapytać o zdrowie. Zostawić wizytówkę, wziąć telefon - tak do szukania klientów zachęcała swoich agentów Edyta Kowalczyk, dyrektorka Europejskiego Centrum Odszkodowań. ECO nie jest wyjątkiem. Podobnych chwytów używają też pracownicy innych kancelarii odszkodowawczych.
Panią Jadwigę z Warszawy na spotkanie z agentem umówiła szpitalna pielęgniarka. Pani Jadwiga właśnie trafiła na oddział po groźnym wypadku drogowym. Kiedy pojawił się agent, leżała jeszcze na sali pooperacyjnej. Godzinę wcześniej lekarze podali jej silne leki przeciwbólowe. Agent był miły, współczujący. Obiecywał, że wszystko załatwi za nią. Umowę podpisała bez czytania, za bardzo bolała ją głowa.
Potem panią Jadwigę nachodzili jeszcze agenci innych kancelarii odszkodowawczych. Nie ma pojęcia skąd wiedzieli o wypadku. Przekonywali, że kancelaria A nie ma pojęcia o prowadzeniu takich spraw, a poza tym pobiera horrendalnie wysokie prowizje od odszkodowań. Oni zrobią to szybciej i taniej. Wystarczy tutaj podpisać, a do kancelarii z którą wcześniej podpisała umowę odesłać taki druczek. - Może i bym się nad tym zastanowiła, ale już na nic nie miałam siły - tłumaczy pani Jadwiga. Agenta poprosiła, żeby wyszedł.
3. Honorarium weźmiemy tylko po wygranej sprawie. Nie będzie ono wyższe niż 20 proc. sumy odszkodowania. Nie pobierzemy dodatkowego honorarium od przyznanej renty. Jak jest teraz: Ofiary wypadków poza odszkodowaniem mogą liczyć też na renty rodzinne, rekompensaty za utracone zarobki czy pokrycie kosztów pochówku. Każde z tych świadczeń to potencjalne źródło zarobku dla kancelarii. Agenci są szkoleni, kiedy i jak rozmawiać z klientem, by nie trzeba było negocjować wysokości prowizji.
W umowach zostawia się wolne miejsce na wpisanie prowizji. Pierwsza propozycja jest horrendalnie wysoka, np. 35-40 proc. odszkodowania plus VAT. Niezależnie od tego, ile kancelarii uda się zrobić. Jeśli ofiara wypadku będzie się opierać lub rozważać ofertę konkurencji, agent może zejść z ceną i obniżyć prowizję np. do 15-20 proc.
Do tego kancelarie liczą sobie dodatkowo za wywalczenie dla poszkodowanego renty. Według umowy ECU przysługuje sześciokrotna wysokość miesięcznego świadczenia, nawet jeśli renta zostanie przyznana tylko na kilka miesięcy. Teoretycznie więc, gdyby rentę przyznano na pół roku, ofiara mogłaby nie dostać ani grosza. Z kolei umowa Grupa Finansowo-Inwestycyjna (GFI) bierze tyle samo, gdy renta zostanie przyznana na 12 miesięcy lub dłużej. W przypadku rent przyznanych na krótszy okres prowizja wynosi trzykrotność świadczenia.
4. Nasze umowy będą jasne i przejrzyste, dostępne na stronach internetowych i w oddziałach. Nie mogą być niekorzystne dla klientów. Jak jest teraz: Nikt nie kontroluje umów, jakie agenci kancelarii podsuwają klientom. Ich zapisy są bardzo niekorzystne dla poszkodowanych, ale urzędom trudno je kontrolować, bo firmy zasłaniają się ich poufnością. Nie mogą ich udostępnić też sami klienci. "Wszelkie pisma, druki i formularze (...) mogą być udostępnione wyłącznie takim osobom, na które Zleceniobiorca wyrazi pisemną zgodę" - zastrzega GFI. "Gazeta" dotarła do umów GFI i ECO. Zawierały klauzule uznane przez Urząd Ochrony Konkurenci i Konsumentów za niedozwolone.
Kancelarie utrudniają swoim klientom m.in. dostęp do dokumentów sprawy. Nawet badań lekarskich. Według umowy GFI dokumentacja "może być wyłącznie okazana, i to tylko w siedzibie przedsiębiorstwa po wcześniejszym uzgodnieniu terminu". Siedziba GFI mieści się w Legnicy.
Zdarzają się też zapisy o zakazie wypowiedzenia umowy z kancelarią. Jeśli ktoś się na to zdecyduje, musi zapłacić wysoką karę umowną.
5. Pozwolimy klientowi w każdej chwili wycofać pełnomocnictwo. Ugody z ubezpieczycielem będziemy podpisywać tylko po konsultacji z klientem. Jak jest teraz: Poszkodowany nie może z nikim skonsultować efektów
pracy kancelarii. Nie wolno mu ani udzielić informacji osobie trzeciej, ani pokazać dokumentów. „Wszelkie pisma, druki i formularze (...) mogą być udostępnione wyłącznie takim osobom, na które Zleceniobiorca wyrazi pisemną zgodę” - zastrzega GFI.
GFI wymaga też zobowiązania klienta, że "bez uzgodnienia i zgody" kancelarii "nie zawrze lub podpisze ugody, porozumienia lub dokona innej czynności prawnej" z ubezpieczycielem oraz że "nie podejmie negocjacji, rozmów i innych czynności zmierzających do zakończenia sprawy". Podobne zapisy ma też umowa ECO. W praktyce takie postanowienia ubezwłasnowolniają klienta.
Jednocześnie kancelarie mogą zrobić wszystko w imieniu klienta bez jego wiedzy i dodatkowej zgody. Mogą np. podpisać ugodę z ubezpieczycielem, zamykając tym samym poszkodowanemu drogę do dalszych roszczeń. Bo nawet jeśli klient oceni ją potem jako niekorzystną, nic nie może zrobić.
Tak było w przypadku Agnieszki Kraszewskiej z Warszawy, która cudem przeżyła wypadek w 2006 r. Ma niesprawną rękę, nie może pracować, liczyła, że ECO wywalczy dla niej rentę. Kancelaria zawarła jednak z ubezpieczycielem ugodę i zadowoliła się jednorazowym odszkodowaniem - 70 tys. zł, z czego wzięła sobie 30 tys. prowizji. Kraszewska walczy w sądzie o unieważnienie ugody.
6. Będziemy ponosić odpowiedzialność prawną i finansową za popełnione błędy i nieprofesjonalne prowadzenie spraw. Jak jest teraz: W umowach nie ma żadnego zapisu dotyczącego odpowiedzialności firmy odszkodowawczej za nieudolne prowadzenie sprawy. Często zdarza się, że choć kancelaria zapewnia klienta, że wszystkie formalności bierze na siebie, to potem poszkodowany sam musi zbierać dokumentację medyczną. Np. pani Anna z Warszawy na pierwszą komisję lekarską PZU poszła tylko z kilkoma papierami, bo sądziła, że kancelaria zajmie się resztą. Okazało się, że nie. Komisja odwołała badanie, a orzeczenie się odwlekło.
Problemy są też z wysokością odszkodowania. U pani Marii z Gdańska po wypadku lekarze orzekli 22-proc. uszczerbek na zdrowiu. Kancelaria, która prowadziła jej sprawę, przedstawiła ofertę ubezpieczyciela: 22 tys. zł i ani grosza więcej. Kancelaria radziła, żeby brać, bo jeszcze towarzystwo się rozmyśli i wtedy dostanie jeszcze mniej. Uznała, że to za mało i poszła na ugodę. Po miesiącu dowiedziała się z listu od ubezpieczyciela, że kancelaria zgodziła się na... 22 tys. zł. W sądzie walczy teraz o jej unieważnienie.