Od rana górników, wchodzących na teren kopalni "Rudna", witał komunikat nadawany przez zakładowy radiowęzeł: "Informujemy, że strajk organizowany przez związki zawodowe jest nielegalny. Spółka nie jest stroną w sporze właścicielskim. Zarząd wyciągnie konsekwencje wobec tych, którzy będą strajkować. Apelujemy o spokój i podjęcie
pracy."
W "Rudnej" - największej kopalni, należącej do KGHM (ok. 5,4 tys. zatrudnionych) według związkowców przez dwie godziny nie pracował nikt z górników. W dwóch innych kopalniach - "Polkowice-Sieroszowice" i "Lubin" górnicy zaczęli zjeżdżać na dół ok. godz. siódmej. Bez przerwy pracowały za to obydwie huty - "Legnica" i "Głogów" oraz Zakład Wzbogacania Rudy.
Zarząd ocenia, że strajkowało 2850 osób, na 3000 pracujących wówczas w kopalniach. Herbert Wirth, prezes KGHM, zapowiedział, że zarząd wyciągnie konsekwencje wobec nich. - Trzeba będzie je ponieść, bo strajk był nielegalny i przyniósł spółce szkody. Nasza spółka jest bardzo wrażliwa na koszty i związkowcy chcąc ratować miejsca pracy, powinni zaprzestać tych protestów. Strajk generalny oznaczałby upadek KGHM - powiedział Wirth.
Związkowcy nie wykluczają, że do takiego dojdzie, jeśli rząd będzie chciał pozbyć się części udziałów spółki. Decyzja w tej sprawie będzie znana po południu. Wczoraj Komitet Stały Rady Ministrów zarekomendował sprzedaż do 10 proc. udziałów KGHM [skarb państwa ma prawie 42 proc. akcji spółki].