22 maja wniosek o upadłość spółki trafił do Sądu Rejonowego dla
Łodzi-Śródmieścia. Zarząd uzasadniał swą decyzję pogarszającą się sytuacją firmy w okresie kryzysu i zakończeniem pierwszego kwartału stratą netto 13,9 mln zł. - Dziś nie mamy zwykłego kryzysu. Mamy tsunami - mówił "Gazecie" Marek Banasiak, prezes
Monnari. Jedynym ratunkiem jest znalezienie inwestora. - Prowadzimy rozmowy z kilkoma - twierdził Banasiak.
Niestety, do tej pory nie znalazł się chętny na przejęcie spółki. W efekcie łódzki sąd ogłosił wczoraj upadłość obejmującą likwidację majątku. Spółka ma teraz siedem dni na odwołanie się od decyzji. Jednak żeby jej sytuacja uległa zmianie potrzebowałaby znaleźć inwestora, a na to się nie zanosi. W połowie czerwca Monnari podało, że amerykańska firma restrukturyzacyjna CRG Capital chce zainwestować w spółkę. Rada Nadzorcza powołała nawet Rafała Rachalewskiego z CRG na stanowisko wiceprezesa ds. restrukturyzacji. Jednak CRG twierdzi decyzja o inwestycji w spółkę zapadnie dopiero po zakończeniu audytu Monnari Trade.
W ubiegłym miesiącu Monnari zdecydował o zamknięciu sieci 50 salonów działających pod marką "Pabia" i czasowym zaprzestaniu tworzenia kolekcji pod tą marką. Zamykane są też nierentowne salony Monnari. Co mają zrobić klienci, którzy chcą zareklamować towar? - W sprawie ewentualnych reklamacji zapraszamy do innych otwartych salonów. W razie pytań proszę dzwonić do działu reklamacji pod numer telefonu podany na stronie www.monnaritrade.com - tłumaczyła" Gazecie" Agnieszka Forasińska z łódzkiej centrali Monnari.
Monnari Trade w I kw. 2009 roku miało 16,46 mln zł straty netto wobec 1,5 mln zł zysku rok wcześniej. Kurs akcji Monnari o godz. 11 spadał o 27 proc. do 1,89 zł.