- Zasłużył sobie na drugą kadencję - powiedział w Kuala Lumpur Krugman cytowany przez Bloomberg.com.
Bernanke krótko po rozpoczęciu czteroletniej kadencji musiał zmierzyć się z największym
kryzysem gospodarczym w Ameryce od czasów Wielkiego Kryzysu w latach 30. poprzedniego wieku. Objął szefostwo Fed po słynnym Alanie Greenspanie, który odchodził z urzędu w glorii chwały, ponieważ swoimi decyzjami monetarnymi wyprowadził gospodarkę amerykańską z silnego spowolnienia po ataku z 11 września 2001 r. Jednak Greenspan tak długo utrzymywał
stopy procentowe na najniższym od 40 lat poziomie 1 proc., że ostatecznie doprowadził do powstania bańki spekulacyjnej na rynku
nieruchomości, która wywołała kryzys finansowy. Gdy w obawie przed inflacją zaczął podnosić stopy, doszło do zapaści na rynku hipotecznym.
Bernanke zabrał się do radykalnego cięcia stóp, nawet w trybie obiegowym, poza kalendarzem posiedzeń Fed. Nie uratowało to gospodarki przed recesją, w której Ameryka pogrążyła się od grudnia 2007 r. Udało się tylko zapobiec załamaniu systemu finansowego, ratując za pieniądze podatników takie potęgi jak AIG i Citigroup.
Obecnie główna stopa procentowa jest w
USA na poziomie bliskim zera, a Fed od kilku miesięcy pompuje na rynek 300 mld dol., skupując od banków aktywa, np. obligacje rządowe. W ten sposób dostarcza im gotówki na akcję kredytową. Krytycy Bernanke'ego ostrzegają, że taka polityka sprowadzająca się faktycznie do dodrukowywania pieniędzy może wywołać w USA wysoką
inflację i załamać kurs dolara. Ale gospodarka wychodzi powoli z recesji - w II kw. skurczyła się tylko o 1 proc., a kwartał wcześniej było to aż 6,4 proc.