Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
"Gazeta" jako pierwsza opisała, że w tym roku Polacy rekordowo chodzą na zwolnienia lekarskie. Przez pierwsze sześć miesięcy tego roku ZUS musiał wydać ponad 3,2 mld zł na zasiłki chorobowe, aż o 1 mld zł więcej niż rok wcześniej. Tylko do wrocławskiego ZUS-u w pierwszym półroczu tego roku wpłynęło już 395 tys. zwolnień lekarskich. Dla porównania w całym zeszłym roku było ich 640 tys. W innych miastach jest podobnie. A w drugiej połowie roku będziemy chorować jeszcze częściej.
Po tekście "Gazety" premier Donald Tusk zlecił nadzwyczajną kontrolę Polaków przebywających na zwolnieniach lekarskich. - Patrzymy na wszystkie wydatki. Te na zasiłki chorobowe znacznie odbiegały od planu. W takich przypadkach premier wymaga natychmiastowego działania - mówi minister Michał Boni.
Maciej Nowaczyk: Naród nam się rozchorował w tym roku. Co się dzieje? Marek Romanowski, szef orzeczników lekarskich wrocławskiego oddziału ZUS-u: Mamy kryzys. Pracownikom bardziej opłaca się iść na zwolnienie niż
bezrobocie. Na chorobowym dostaną 80 proc. pensji, a zasiłek dla bezrobotnych to zaledwie 575 zł. Na zwolnienia chodzą wszyscy, poszedł na nie np. urzędnik jednej z dolnośląskich gmin, gdy tylko dowiedział się, że następnego dnia straci stanowisko. Ostatnio pewna pani w czasie kontroli sama się przyznała, że poszła na chorobowe, bo szef jej kazał. Nie chciał stracić wykwalifikowanego pracownika, więc zamiast ją zwolnić, wysłał na chorobowe. We
Wrocławiu w zeszłym roku w 10 proc. skontrolowanych zwolnień lekarze orzecznicy ustalili wcześniejszą datę ustania niezdolności do pracy, niż była określona w zwolnieniu. Ubezpieczeni następnego dnia musieli wracać do pracy. W II kwartale tego roku takich zwolnień było 13,8 proc., a w samym lipcu już 18 proc. Wśród nich byli i tacy, co kombinują, pobierają zasiłek i pracują na czarno w innych firmach. Niestety, ludzie nadal w naszym kraju nie zdają sobie sprawy, że zasiłek chorobowy płaci ZUS, ale ze składek opłacanych przez wszystkie osoby pracujące, pracowników jego firmy, pana, panią doktor.
Na forach internetowych można znaleźć mnóstwo rad, jak bronić się przed kontrolą u lekarza orzecznika. Jak symulować choroby, co mówić, na co się skarżyć. Szczególnie popularny jest ból nerek czy chroniczny ból głowy, bo lekarzom trudno jest ustalić, czy pacjent mówi prawdę. Internauci piszą, że zawsze można udać migrenę. Przed kontrolą nie można się malować czy myć włosów. Marek Romanowski: Ale my mamy doświadczenie i swoje sposoby. Czasem wystarczy tylko spojrzeć przez okno - ostatnio jeden pan w okresie rehabilitacji po urazie kręgosłupa i nogi przyjechał do nas na kontrolę rowerem z kulami pod pachą, mówiąc, że przywiozła go rodzina samochodem, bo z trudem się porusza. Innym razem wystarczyło odwrócenie uwagi pacjenta, zaangażowanie w wykonanie kserokopii dokumentacji medycznej kilka pokoi obok, a poruszający się z trudem chory wstał, zapominając o kuli, i dziarskim krokiem opuścił gabinet lekarski. O innych sposobach mówić nie mogę, nie chcemy się odkryć.
Jak wygląda dzień szefów orzeczników lekarskich wrocławskiego ZUS-u? Dr Wanda Krowińska, zastępca głównego lekarza wrocławskiego oddziału ZUS-u: Pracę rozpoczynam od przeglądania i analizy zwolnień, które wpłynęły do ZUS-u ostatniego dnia. Sprawdzam wnioski pracodawców oraz wydziału zasiłków o kontrolę. Po analizie typuję zwolnienia do kontroli, biorę pod uwagę długość trwania zwolnienia, rozpoznanie postawione przez lekarza, sprawdzam, czy pacjent w ostatnim czasie dużo chorował, i z usług ilu lekarzy korzystał. Zwolnienia budzące wątpliwości typuję do kontroli. Oczywiście wyrywkowo zapraszamy na kontrole również osoby, których zwolnienia nie wzbudzają wątpliwości.
Dziennie przeglądam około 200-300 zwolnień. Każdemu lekarzowi orzecznikowi przydzielam około 15 spraw.
Ma pani swoją czarną listę osób, które zawsze są kontrolowane, jak tylko idą na chorobowe? Wanda Krowińska: Nie. Ale proszę mi wierzyć, że osoby, które często korzystają ze zwolnień, są natychmiast przez nas kontrolowane.
Jak wygląda kontrola ZUS-u? Marek Romanowski: Prowadzimy ją dwutorowo. Z jednej strony kontrolujemy, czy ubezpieczony jest na pewno chory i czy ze względu na stan zdrowia powinien zostać w domu i nie iść do pracy. Z drugiej strony sprawdzamy, co na zwolnieniu robi ubezpieczony. Jeśli ma zalecenie leczenia i leżenia w domu, sprawdzamy, czy to robi. Niektórzy w tym czasie zajmują się grządkami w przydomowym ogródku lub pracują w konkurencyjnej firmie. Ostatnio o kontrolę zwrócił się do nas szef firmy budowlanej, gdy swojego pracownika zobaczył na innej budowie.
Wanda Krowińska: W ramach kontroli analizujemy dokumentację medyczną chorych w gabinetach lekarzy leczących. Jeśli się okaże, że takowej nie ma lub zwolnienie zostało wystawione bez badania ubezpieczonego, lekarz może stracić na rok uprawnienia do wystawiania zwolnień. Lekarze, którzy nie przesyłają do nas zwolnień w ustawowym terminie siedmiu dni, mogą stracić uprawnienia do trzech miesięcy. W samym Wrocławiu w tym roku uprawnienia cofnęliśmy pięciu lekarzom.
Marek Romanowski: To duży problem dla lekarza i jego pracodawcy. Wystawianie orzeczeń lekarskich o niezdolności do pracy to jeden z ważnych elementów pracy lekarza, a chory od lekarza pozbawionego uprawnień zwolnienia nie dostanie.
Co grozi ubezpieczonemu, który ma "lewe" zwolnienie? Wanda Krowińska: Zwolnienia sfałszowane przekazywane są organom ścigania. Jeśli po przeprowadzonym badaniu lekarz orzecznik stwierdzi, że ubezpieczony jest zdolny do pracy, wydaje zaświadczenie dopuszczające do pracy od następnego dnia. Bywa tak, że skontrolowana przez nas osoba, zamiast iść do pracy, kieruje się do kolejnego lekarza po zwolnienie. Mieliśmy ubezpieczoną, która przez dwa lata z przerwami była na zwolnieniach. Lekarz, który je wystawiał, stracił uprawnienia do wystawiania zwolnień lekarskich.
Głównie kontrole odbywają się w gabinetach u lekarzy orzeczników, ale ZUS chodzi także po domach.
Marek Romanowski: Rzeczywiście większość kontroli przeprowadzana jest w siedzibie ZUS-u. Jeżeli chorzy nie chcą albo - mimo wezwań - nie stawiają się na kontrolę, przeprowadzamy badanie w miejscu ich pobytu. W domach kontrolujemy także osoby, które często chodzą na kilkudniowe zwolnienia. Gdybyśmy wysłali im zawiadomienie pocztą, pewnie dotarłoby dopiero wtedy, gdy taka osoba wróciłaby już do pracy.
Jak ludzie reagują na kontrole? Marek Romanowski: Ci, co nie mają nic do ukrycia, normalnie, część jest pozytywnie zaskoczona, ponieważ ze względu na stan zdrowia otrzymuje od orzecznika skierowanie do sanatorium, które ZUS realizuje w terminie około miesiąca. Pozostali próbują unikać kontroli albo symulują chorobę. Czasami nie ma nikogo w domu, choć osoba na zwolnieniu powinna leżeć w łóżku. Ostatnio jeden pan nie przyszedł na umówioną kontrolę do ZUS-u i nie było go w domu. Okazało się, że był z rodziną na wakacjach w Turcji. Naprawdę można to było sprawdzić.
Wanda Krowińska: Inny, zamiast leżeć w łóżku, pracował jako operator koparki.
Na co chorujemy? Marek Romanowski: Poza schorzeniami sezonowymi, takim jak choroby przeziębieniowe,
grypa, głównie na schorzenia narządów ruchu, choroby kręgosłupa, „korzonki”, wszelkiego rodzaju stany pourazowe, złamania, zwichnięcia czy skręcenia stawów. Ale także na
nowotwory, schorzenia układu krążenia, układu oddechowego, zaburzenia nerwicowe i depresyjne.
Czy po ostatnich zapowiedziach premiera Tuska, że ZUS będzie kontrolował jeszcze więcej zwolnień, dostaliście państwo nowe wytyczne? Marek Romanowski: Tak. W miarę naszych możliwości kadrowych przeprowadzamy ich jak najwięcej.