Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd się nie ugiął. Będzie prywatyzacja, ale na pół gwizdka

Michał Kokot, Wrocław, Renata Grochal
11.08.2009 , aktualizacja: 12.08.2009 08:15
A A A Drukuj
KGHM, Lotos i spółki energetyczne będą prywatyzowane. Rząd nie ugiął się pod presją strajkujących związkowców z miedziowego koncernu
Premier Donald Tusk, wicepremier Waldemar Pawlak i minister skarbu Aleksander Grad.
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Premier Donald Tusk, wicepremier Waldemar Pawlak i minister skarbu Aleksander Grad.
Premier ogłosił we wtorek plany prywatyzacyjne rządu na najbliższe półtora roku. Wielki plan prywatyzacji kilkuset spółek ma dać do końca 2010 r. 36,7 mld zł. W ten sposób rząd chce ratować budżet w kryzysie.

- W latach 2009-10 budżet państwa będzie potrzebował środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb obywateli, choćby na wypłatę rent i emerytur, a to wymaga zastrzyku finansowego - mówił na konferencji prasowej Donald Tusk. Dodał, że w porównaniu do sytuacji sprzed pół roku notowania giełdowe i wyceny spółek są teraz znacznie lepsze.



Skarb państwa chce sprzedać część udziałów w spółkach energetycznych Tauron, PGE, w koncernie paliwowym Lotos i 10 proc. akcji KGHM (dziś skarb państwa ma w nim prawie 42 proc. akcji). Akcje mają być sprzedane na giełdzie. - Korzyściami i dobrobytem spółki nie mogą cieszyć się tylko jej pracownicy. Chcemy, by te środki trafiły również do tych obywateli, którzy nie są mieszkańcami Polkowic czy Lubina - mówił Tusk, nawiązując do strajkujących przeciw dalszej prywatyzacji miedziowego koncernu pracowników.

Premier zapowiedział, że do 2011 r. skarb państwa zachowa kontrolę nad KGHM, PGE, Tauronem i Lotosem.

- Mamy sukces. Przyjęliśmy realny program przyspieszenia prywatyzacji - triumfował w rozmowie z "Gazetą" minister skarbu Aleksander Grad, który przed wyborami obiecywał, że PO dokończy w Polsce prywatyzacji.

Jednak według naszych rozmówców z rządu wykuwanie wielkiej prywatyzacji wcale łatwe nie było.

Przepychanki z Pawlakiem

W poniedziałek po południu na 2,5-godzinnej naradzie u premiera Tuska spotkali się najważniejsi rządowi politycy. Oprócz Tuska był wicepremier Grzegorz Schetyna i szef koalicyjnego PSL wicepremier Waldemar Pawlak, minister Grad i szef Komitetu Stałego Michał Boni. To oni dogrywali ostateczny kształt listy spółek do prywatyzacji.

- Trochę się poprzepychaliśmy z Pawlakiem o energetykę - mówi nam jeden z uczestników spotkania. Szef ludowców od początku był niechętny przyspieszeniu prywatyzacji i sprzedaży spółek "pod budżet".

Najbardziej zależało mu na tym, by skarb państwa utrzymał kontrolę nad Tauronem. I postawił na swoim. - Mniejszościowy pakiet akcji Tauronu zostanie sprzedany na giełdzie - mówi nasz rozmówca z rządu. W zamian za zgodę na przyspieszenie prywatyzacji Pawlak dostał też zgodę na lansowany przez siebie model prywatyzacji menedżersko-pracowniczej. Będzie ona jedną z metod prywatyzacji.

Pawlak bez problemu zgodził się na sprzedaż 10 proc. akcji KGHM. Podobnie jak Tusk i Schetyna (poseł z okręgu jeleniogórsko-legnickiego), choć jeszcze kilka tygodni temu mówili, że prywatyzacji KGHM w tej kadencji nie będzie, bo Tusk przed wyborami obiecał to związkom. - Nawet Schetyna, który jako poseł z tego okręgu może stracić na prywatyzacji KGHM kilkanaście tys. głosów, słysząc groźby związkowców o strajku generalnym, był zdania, że nie możemy im ustąpić - mówi nam jeden z ministrów Tuska.

- Udało się załatwić sprawę tak, by wilk był syty i owca cała. Dotrzymaliśmy przedwyborczych zapowiedzi, bo KGHM nie zostanie całkowicie sprywatyzowany, a pieniądze ze sprzedaży 10 proc. akcji KGHM zasilą budżet - mówi "Gazecie" wicepremier Schetyna.

Opozycja i prezydent krytykują

Za plan dalszej prywatyzacji KGHM premiera zaatakowała wczoraj opozycja. Poseł PiS Adam Hofman mówił, że to pochopna decyzja, bo w ciągu dwóch lat można wypłacić tyle dywidendy z zysku, ile da pozbycie się 10 proc. akcji KGHM. I całą sprawę sprowadził do walki wewnętrznej pomiędzy dwoma liderami Platformy Obywatelskiej. - Tutaj toczy się walka dwóch buldogów. Z jednej strony jest Grzegorz Schetyna, który kandydował z tamtego okręgu i jest przeciwny prywatyzacji, a z drugiej strony Donald Tusk, który chce ratować dziurawy budżet - mówił "Gazecie" Hofman.

Przegrały związki zawodowe z Lubina, które do ostatniej chwili liczyły na mediację prezydenta. Lech Kaczyński zgodził się prowadzić rozmowy między załogą spółki a rządem. Jednak prezydencki minister Paweł Wypych mówił nam wczoraj, że trudno będzie o mediowanie prezydenta, bo decyzja w sprawie KGHM już zapadła.

Wypych skrytykował rząd za brak dialogu ze związkami. - Premier ucieka od tego, żeby przedstawić społeczeństwu cały bilans zysków i strat pochodzących z prywatyzacji spółki. Ładnie mówi o tym, że środki z prywatyzacji mają zasilić renty i emerytury Polaków. Ale taka prywatyzacja to zwykłe przejadanie pieniędzy. Zawsze łatwo jest coś sprzedać, tyle że w tym przypadku nie wiemy, czy to się opłaca - mówi "Gazecie" Wypych.

Jednak według innego z naszych rozmówców z kręgów prezydenta Lech Kaczyński nie wziął w obronę związkowców z KGHM, bo nie chce angażować się w ostre starcia z rządem. To element nowej strategii wizerunkowej prezydenta, który chce pokazać, że nie przeszkadza ekipie Tuska w rządzeniu.

Strajk w Miedzi nie powstrzymał prywatyzacji

Ostatnią nadzieją związków na zmianę decyzji rządu miał być zorganizowany wczoraj dwugodzinny strajk ostrzegawczy w KGHM. Od godz. szóstej do ósmej rano stanęły wszystkie trzy kopalnie - do pracy nie poszło 44 proc. załogi liczącej na tej zmianie prawie 6,5 tys. osób. Normalnie pracowały huty oraz Zakład Wzbogacania Rudy.

Nadawane od rana przez radiowęzeł zakładowe komunikaty o tym, że strajk organizowany przez związki jest nielegalny, nie zrobiły na pracownikach wrażenia. Prezes KGHM Herbert Wirth tuż po nim zapowiedział, że zarząd wyciągnie konsekwencje wobec tych, którzy nie pracowali. - Na pewno nie otrzymają za ten czas wynagrodzenia. Być może poniosą również inne konsekwencje - mówił Wirth, zaznaczając, że decyzję podejmie po rozmowie z prawnikami.

Związkowcy organizowali rano zebrania z pracownikami, na których przekonywali, że pozbycie się części udziałów doprowadzi do utraty kontroli nad spółką. Wielu pracowników, zanim jeszcze przekroczyło zakładowe bramy, podzielało te obawy w rozmowach z dziennikarzami.

Tusk: - Te obawy są bezpodstawne, i po prostu nie rozumiem związkowców. Przecież nie sprywatyzujemy spółki w całości. Tu chodzi raczej o nie do końca poważną próbę, kto jest silniejszy i ma większe znaczenie.

Związkowcy w KGHM byli wyraźnie rozczarowani decyzją rządu. - Z przykrością stwierdzam, że nikt nie chciał z nami rozmawiać na temat prywatyzacji spółki. Teraz musimy zrobić wszystko, by doprowadzić do jej ocalenia. A skoro rząd nie chce rozmawiać, to najwidoczniej prze do konfrontacji - mówił Józef Czyczerski, przewodniczący "Solidarności" w KGHM. Według niego w najbliższym czasie ma dojść do kolejnego spotkania z innymi organizacjami związkowymi, na którym zostanie podjęta decyzja o dalszych krokach związkowców, ze strajkiem generalnym włącznie.

Wczoraj konferencję prasową premiera pilnie śledzili związkowcy z Taurona, którzy spotkali się w Katowicach, by rozmawiać o wprowadzeniu strajku generalnego w spółce. Decyzja zapadła późnym wieczorem, już po zamknięciu tego wydania "Gazety".



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy