Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Nie chcę mieć konta, bo będą mnie namawiać, żebym wziął jakiś kredyt, albo kartę przyślą. A ja się nie chcę zadłużyć. Mało mam, to mnie nie stać, że by pożyczać - mówi oburzony pan Bogdan, 58-letni rencista z Lublina. Dostaje 900zł miesięcznie. Konta nie otworzy i już.
Ministerstwo Finansów opublikowało właśnie "Strategię rozwoju obrotu bezgotówkowego w latach 2009-2013". Chce, że by za cztery lata 90 proc. stypendiów, rent, emerytur i innych świadczeń socjalnych przesyłać do adresatów w formie bezgotówkowej. Banki zdobyłyby nawet 5 mln nowych klientów. Ci, którzy nie będą chcieli otworzyć kont, mają dostać od ZUS specjalne tzw. karty przedpłacone, którymi będą mogli płacić w sklepie albo wy brać pieniądze z
bankomatu.
Po co te zmiany? Dla oszczędności. Resort finansów szacuje, że płatności gotówkowe kosztują co roku
budżet państwa 10 mld zł - tyle trzeba wydać nawyprodukowanie, przeliczanie, przechowywanie, transportowanie i ochranianie pieniędzy.
Teraz jesteśmy jednym z najsłabiej "ubankowionych" krajów UE. TNS OBOP zbadał, że tylko 57 proc. Polaków powyżej 15. roku życia deklaruje, że ma konto. Na każdego z nas przypada 0,7 konta bankowego. Średnia unijna to 1,2.
Rachunków nie ma 62 proc. osób starszych i większość ludzi z niskimi dochodami. Z usług bankowych niechętnie korzystają też studenci - rachunek ma tylko co piąty.
Pomysł obowiązkowych kont nie podoba się seniorom. Związek Banków Polskich, który popiera to rozwiązanie, został przez nich zasypany tysiącami kartek protestacyjnych.
- To próba uszczuplenia i tak już głodowych świadczeń - mówi Leszek Wołoszyński z rzeszowskie go od działu Krajowej Partii Emerytów i Rencistów. - Prowadzenie konta kosztuje, a i bez tego wielu z nas oszczędza na jedzeniu i nie wykupuje zapisanych lekarstw. Poza tym wiele osób nie jest w stanie chodzić po bankach, bo są schorowane albo ma ją za daleko. Pomysł jest nietrafiony, ma utrudnić nam życie.
Pani Anna z Kolbuszowej woli, żeby emeryturę przyniósł jej listonosz, bo boi się, że ją okradną, gdy pójdzie do banku po pieniądze: - Sąsiadka poszła, a potem pod klatką jakiś zbir wyrwał jej torebkę. Chyba ją śledził.
- Czy to znaczy, że bezpieczniej trzymać emeryturę w domu? Przecież tam też można zostać okradzionym - ripostuje Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich. Podkreśla, że emerytów w prowadzono w błąd: - Nikogo nie będziemy zmuszać do założenia konta. Jeśli ktoś chce do stawać gotówkę, będzie musiał tylko napisać oświadczenie. Wtedy pieniądze - tak jak do tej pory - przyniesie mu listonosz.
Kaszubski podkreśla, że obsługa obrotu gotówkowego kosztuje sam ZUS rocznie 300 mln zł. Tyle, ile przeznacza się na emerytury czy renty dla 18 tys. ludzi! -Gdyby świadczenia płynęły na konta, te pieniądze można by wydać na podwyżki - przekonuje Kaszubski.
Lecz Wołoszyński jest przekonany, że ludzie i tak nie zobaczą tych pieniędzy: -ZUS wybuduje za nie pałace albo wyda na wakacje dla pracowników.
Do września Ministerstwo Finansów czeka na opinie w sprawie strategii. Na ich podstawie przygotuje raport, który trafi do Rady Ministrów.