Rząd chce, by za cztery lata 90 proc. stypendiów, rent, emerytur i innych świadczeń społecznych trafiało do odbiorców na bankowe konto lub w postaci specjalnej karty płatniczej, a nie w gotówce, jak to się dzieje dziś. Pomysł opisaliśmy wczoraj i natychmiast rozdzwoniły się telefony. Dla większości problemem nie są koszty prowadzenia konta, tylko odległość do najbliższego oddziału bankowego albo
bankomatu. - Nie mieszkam w mieście! Do najbliższego banku mam 12 kilometrów. Mam za każdym razem jeździć autobusem po pieniądze? - pyta zirytowana pani Maria.
Są też tacy, którzy chcieliby, by ich pieniądze trafiały na konto, ale ZUS robi problemy, jak chociażby w przypadku pana Mariana z Wrocławia. Jego żona przez kilka lat pracowała w Czechach i dostaje stamtąd emeryturę. Niewiele - 120 zł miesięcznie. Pieniądze trafiają do ZUS-u w
Bydgoszczy, który potem przesyła je do Wrocławia. Małżeństwo od dwóch lat prosi, by pieniądze wpłacano im na konto. Bezskutecznie. - ZUS wysyła żonie te 120 zł pocztą. Przez kilka dni jesteśmy ograniczeni czasowo, bo czekamy na listonosza. A jak nas nie ma i zostawi awizo, to któreś z nas musi iść na pocztę, stać w kolejce i marnować czas, żeby odebrać te pieniądze - skarży się.
Kolejny kłopot to infrastruktura. Pod względem liczby terminali, które pozwalają płacić kartą w sklepach,
Polska jest na szarym końcu Europy: pod koniec roku na tysiąc mieszkańców przypadało niespełna pięć takich punktów. Gorzej jest tylko w Rumunii. Zresztą w wielu regionach kraju średnia jest jeszcze niższa: w woj. świętokrzyskim na tysiąc mieszkańców przypada 1,79 terminalu, w podkarpackim - 2,18, a w podlaskim - 2,69. Europejska średnia to 15 punktów na tysiąc mieszkańców. Jeszcze słabiej wypadamy pod względem liczby
bankomatów - wyprzedzają nas wszystkie kraje UE. Na milion mieszkańców przypadają 303 bankomaty, europejska średnia jest ponad dwukrotnie wyższa. Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich zapewnia, że banki inwestują i zwiększają liczbę punktów, w których możemy płacić bez gotówki. - W ciągu dwóch lat liczba terminali wzrośnie ze 135 tys. do 300 tys. - zapowiada. Ale sami bankowcy wątpią w powodzenie tego planu. Brunon Bartkiewicz, prezes
ING Banku Śląskiego, wskazuje, że w mniejszych miejscowościach nie będzie placówek ani bankomatów, bo ich otwieranie się bankom nie opłaca. A właściciele małych sklepików nie chcą instalować terminali transakcyjnych. I w niczym nie pomogą zapowiedzi, że wyeliminowanie gotówki pozwoli budżetowi państwa oszczędzić nawet 10 mld zł rocznie. - Gotówka to najdroższa forma płatności, ale od niej nie uciekniemy. Więc nie traćmy czasu na tworzenie strategii palcem na wodzie pisanych - mówi Bartkiewicz.