Biznes Ludzie Pieniądze

Porażka związkowców KGHM

Michał Kokot, Wrocław
12.08.2009 , aktualizacja: 12.08.2009 20:35
A A A Drukuj
Związkowcy w KGHM pokornieją dzień po ogłoszeniu przez rząd, że sprzeda część udziałów w kombinacie. A władze firmy donoszą do prokuratury na organizatorów wtorkowego strajku ostrzegawczego. Kosztował KGHM 30 mln zł - twierdzą.
KGHM
fot. KGHM
KGHM


Jeszcze we wtorek rano związkowcy w KGHM nie wykluczali strajku generalnego, jeśli rząd zgodzi się na sprzedaż części udziałów w spółce. Liczyli na to, że premier ugnie się pod presją dwugodzinnego strajku ostrzegawczego, jaki przeprowadzili w kombinacie. Ale się przeliczyli. Po południu premier Donald Tusk ogłosił, że rząd sprzeda w 2010 roku 10 proc. akcji KGHM (dziś ma prawie 42 proc. udziałów).

Tusk powiedział też, że rząd nie zamierza uginać się pod presją związków, które twierdzą, że prywatyzacja KGHM doprowadzi do likwidacji spółki i masowych zwolnień. - Zupełnie tego nie rozumiem. Tu chodzi raczej o nie do końca poważną próbę sił; kto jest silniejszy i ma większe znaczenie - mówił premier.

- Zobaczymy za kilka lat, kto będzie miał rację. Rząd tą decyzją doprowadzi do upadku przemysłu miedziowego w Polsce. Nawet jeśli zostanie sprzedanych tylko 10 proc. akcji, to może wystarczyć, by różne fundusze inwestycyjne skonsolidowały swoje udziały i przejęły kontrolę nad firmą - mówi Józef Czyczerski, przewodniczący "Solidarności" w KGHM.

Innego zdania jest prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. - To nierealne. Akcjonariat jest zbyt rozproszony. Podobnie w przypadku PKN Orlen skarb państwa ma znacznie mniej udziałów niż w KGHM, a mimo to kontroluje spółkę - mówi prof. Gomułka.

Nie widzi też niebezpieczeństwa w całkowitej prywatyzacji spółki. - Rząd, prywatyzując różne spółki, zastrzegł w umowie, że inwestor nie będzie mógł przez określony czas zwolnić pracowników lub ograniczyć produkcji. Tak samo można zrobić w tym przypadku. Problem polega na tym, że związkowcy, wygłaszając takie teorie, uważają, że wiedzą lepiej, co jest dobre nie tylko dla pracowników, ale też dla całego kraju. To pomieszanie ról - uważa prof. Gomułka.

Wczoraj zarząd KGHM złożył doniesienie do prokuratury w sprawie wtorkowego strajku ostrzegawczego. Według zarządu dwugodzinny przestój w pracy kosztował KGHM ok. 30 milionów złotych. - Złożyliśmy doniesienie w związku z narażeniem spółki na straty. Strajk był nielegalny, bo zarząd nie był stroną w sporze ze związkowcami, ale właściciel, który zamierza pozbyć się udziałów - mówi Monika Kowalska, rzeczniczka KGHM. Dodaje, że w sprawie doniesienia do prokuratury koncern konsultował się z czterema niezależnymi kancelariami prawnymi.

Związkowcy nie boją się doniesienia. - Strajk był legalny, nie damy się zastraszyć - mówi Czyczerski.

Jego zdanie podziela Przemysław Pogłódek, ekspert prawa pracy. - Związkowcy mają prawo protestować w przypadku, gdy ważą się losy pracowników co do warunków pracy i płacy. Można założyć, że w przypadku prywatyzacji te warunki mogą się zasadniczo zmienić - mówi Pogłódek. Według niego procedury zostały przez związkowców dochowane. - Wysyłając pismo z prośbą o rozmowy do premiera i ministra skarbu, zrobili krok do rokowań. Gdy nie dostali odpowiedzi, mogli wprowadzić strajk ostrzegawczy - mówi Pogłódek. Zastrzega jednak, że problem by się pojawił, gdyby związkowcy zamierzali wprowadzić od razu strajk generalny. Bo najpierw musieliby przeprowadzić referendum wśród załogi.

Ale związkowcy nie zamierzają strajkować. Wczoraj wydali oświadczenie, że najpierw będą konsultować się z pracownikami KGHM. A ci poparli wtorkowy strajk tylko częściowo. Do pracy nie poszło 44 proc. z 6,5 tys. pracowników pierwszej zmiany. Strajkowali tylko górnicy w trzech kopalniach. Normalnie pracowały załogi wszystkich hut i Zakładu Wzbogacania Rudy. - Strajk generalny nie jest konieczny w spółce za wszelką cenę. Zapewniam jednak, że zapamiętamy sobie decyzję rządu - mówi Czyczerski.

Z groźby strajku wycofali się też związkowcy z państwowego Taurona, którego część rząd również chce sprzedać. - Satysfakcjonuje nas, że spółka nie będzie w całości sprzedana inwestorowi strategicznemu. Pozbycie się części akcji gwarantuje, że kontrolę nad Tauronem będzie miał skarb państwa. Zareagujemy dopiero, gdy to się zmieni - mówi Kazimierz Janowicz, przewodniczący "Solidarności" w spółce Energia Pro należącej do Taurona.



Prywatyzacja nie jest groźna

Michał Kokot: Związki zawodowe zwołały strajk ostrzegawczy, bo uważają, że skarb państwa może stracić kontrolę nad spółką, pozbywając się 10 proc. akcji. A wtedy KGHM grozić będzie katastrofa i masowe zwolnienia. Podziela pan te obawy?

Herbert Wirth, prezes KGHM: Absolutnie nie. Gdyby spółce groził taki scenariusz, doszłoby do tego dawno. Skarb państwa ma niecałe 42 proc. i już dawno mógłby utracić kontrolę nad KGHM, ale tak się nie stało i nie stanie, bo akcjonariat spółki jest zbyt rozproszony.

A całkowita prywatyzacja? Związkowcy twierdzą, że strategiczny inwestor, który przyjdzie do spółki, będzie chciał jej zamknięcia. Dzięki temu zmniejszy podaż miedzi, wywinduje ceny surowca w górę i będzie mógł drożej sprzedawać miedź z kopalń, gdzie jest o wiele tańsza eksploatacja.

- To nierealne. Który inwestor byłby gotów wydawać wiele miliardów dolarów, by zamknąć spółkę, która co roku przynosi olbrzymie zyski? Zawsze można zapisać w umowie sprzedaży klauzulę niepozwalającą na pozbycie się spółki lub ograniczenie zatrudnienia.

Dlaczego w takim razie związkowcom tak zależy na tym, by spółka pozostała w rękach państwa?

- Bo związkowcom łatwiej jest poskarżyć się państwu niż prywatnemu inwestorowi, że nie wypłaca dodatkowych pieniędzy, gdy widzą zysk, jaki odnotowała firma. I każdy zarząd KGHM jest w tak samo trudnej sytuacji - jak zwiększać zysk spółki i nie doprowadzać do niepokojów społecznych.

Czy w KGHM da się zmniejszyć koszty?

- Wprowadziliśmy kilka planów racjonalizacji zakupów. Np. we wszystkich 11 oddziałach do tej pory robiliśmy zakupy osobno, i to często u tych samych dostawców. Teraz jest inaczej. Druga sprawa to koszty pracy. Związki muszą być świadome tego, że nie możemy w nieskończoność podwyższać płac, bo to oznacza, że będziemy coraz mniej konkurencyjni. W tym roku nie będzie podwyżek. A ci, którzy strajkowali, muszą liczyć się z tym, że zostaną im odebrane czternaste pensje, co poważnie rozważam.



Prywatyzacja zniszczy KGHM

Michał Kokot: Dlaczego twierdzicie, że skarb państwa, sprzedając 10 proc. akcji może doprowadzić do przejęcia KGHM przez prywatnego inwestora? I rząd, i ekonomiści zgodnie twierdzą, że to niemożliwe.

Józef Czyczerski, przewodniczący "Solidarności" w KGHM: Uważamy, że możliwa jest taka konsolidacja akcjonariuszy, np. funduszów inwestycyjnych, które będą skupować akcje, by przejąć kontrolę nad spółką. Nie rozumiemy zamieszania wokół KGHM, który najpierw został zdjęty z listy spółek strategicznych, a później różni członkowie rządu lawirowali wokół odpowiedzi na pytanie, ile udziałów rząd zamierza zbyć. Czy to przypadek? To oznacza, że rząd chce całkowitej prywatyzacji spółki, która doprowadzi do upadku KGHM i utraty wielu miejsc pracy.

Dlaczego straszycie prywatyzacją? Przecież nie musi ona być tak katastrofalna, jak zapowiadacie. Państwo może nakazać inwestorowi w umowie, by nie ograniczał produkcji przez wiele lat.

- KGHM jest szóstym koncernem na świecie, który co roku wytwarza 550 tys. ton miedzi. Nie wystarczy tylko kupić udziały w spółce, trzeba też liczyć się z nakładami inwestycyjnymi. KGHM co roku wydaje 1,5 mld zł na tzw. nakłady odtworzeniowe. Jeśli się je ograniczy, w następnym roku trzeba wydać więcej. Złóż starczy jeszcze na 50-60 lat, ale do tego trzeba stale inwestować i patrzyć na rozwój spółki w dłuższej perspektywie. Nie ma gwarancji, że inwestor, który przyjdzie, będzie chciał spółkę rozwijać. Może myśleć krótkoterminowo i zależeć mu będzie jedynie na wyciągnięciu jak największych zysków.

Koszty wydobycia miedzi są u nas wyższe, niż gdziekolwiek na świecie. To dlatego, że u nas wydobywa się ją głęboko spod ziemi, a nie metodą odkrywkową. Jeśli KGHM będzie chciał przejąć inwestor branżowy mający kopalnie gdzie indziej, może chcieć zlikwidować produkcję. Dzięki temu wywinduje ceny w górę i będzie miał zbyt ze swoich kopalń. I nie wierzę w to, że jakakolwiek umowa rządowa zagwarantuje nam, że nasze miejsca pracy zostaną.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów