Na wzrost cen liczony w tym okresie największy wpływ miały podwyżki opłat związanych z mieszkaniem (o 7 proc.) oraz wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych (o 4 proc.).
Z informacji GUS wynika, że w okresie od stycznia do lipca tego roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 3,5 proc., najbardziej podrożały opłaty związane z transportem - o 9,3 proc., ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych (o 7,2 proc.), opłaty związane z mieszkaniami (o 4,2 proc.). Niższe były natomiast ceny odzieży i obuwia, które w tym czasie spadły o 7,2 proc.
Analitycy spodziewali się raczej spadku inflacji i tego, że osiągnie ona ok. 3,4 proc.
- Zgodnie z prognozą Ministerstwa Finansów dał o sobie znać 7-procentowy wzrost cen papierosów, który odpowiedzialny jest za cały wzrost inflacji netto w lipcu - komentuje Mateusz Szczurek, główny ekonomista
ING Banku Śląskiego. Jak dodaje, obecny wynik praktycznie uniemożliwia obniżkę
stóp procentowych w najbliższym czasie przez Radę Polityki Pieniężnej.
- Z jednej strony nastąpił mniejszy spadek cen żywności, a z drugiej nieco większy wpływ niż sądzono miała podwyżka akcyzy na ceny wyrobów tytoniowych. W rezultacie
inflacja przyspieszyła - tłumaczy Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millenium.
- W kolejnych miesiącach oczekujemy spadku inflacji, a wynika to z efektu bazy. Wskaźniki powinny się obniżać, aczkolwiek listopad i grudzień powinny być miesiącami wzrostu inflacji, ale będzie ona na niższym poziomie niż ta notowana obecnie - wyjaśnia.
-
Polska przebiła regionalny trend po raz kolejny pokazując, że jako bardziej zamknięta gospodarka ma swoją własną dynamikę. Inflacja nie powinna mieć wpływu na złotego, jako że nie zmienia ona specjalnie perspektyw tej waluty - uważa Peter Attard Montalto, ekonomista rynków wschodzących Banku Nomura.