Biznes Ludzie Pieniądze

Duży dług to długi kryzys

Rozmawiał Leszek Baj
16.08.2009 , aktualizacja: 16.08.2009 20:06
A A A Drukuj
W 2010 r. dług publiczny może przekroczyć 55 proc. PKB. Co to oznacza? Konieczność ostrych cięć wydatków lub istotnej podwyżki podatków - ostrzega Ludwik Kotecki, wiceminister finansów, pełnomocnik rządu ds. wprowadzenia euro w Polsce
Ludwik Kotecki, wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska
Bartosz Bobkowski
Ludwik Kotecki, wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska






Leszek Baj: W zeszłym tygodniu zaskoczyła nas informacja, jakoby Niemcy i Francja wychodziły z recesji. Czy najgorsze już za nami?



Ludwik Kotecki:* To tylko jaskółki. Za wcześnie, by mówić o odwróceniu trendu. Poczekajmy kilka miesięcy, zobaczmy, jak zachowa się produkcja, sprzedaż detaliczna czy handel zagraniczny. No i kwestia finansów publicznych. Kraje zachodnioeuropejskie wprowadziły pakiety antykryzysowe mające rozruszać tamtejsze gospodarki. Ale to właśnie finanse publiczne mogą stać się hamulcem odradzającego się wzrostu gospodarczego. Rozdęte wydatki państwowe w tym roku oznaczają konieczność ich ograniczenia w przyszłości. Może trzeba będzie nawet podnieść podatki, by zrównoważyć budżety. A to nie pozostanie bez wpływu na popyt krajowy i dynamikę wzrostu gospodarczego. Nie sądzę więc, by kryzys szybko przeszedł do historii.



Ale ożywienie u naszych partnerów handlowych to dobry znak dla Polski. Może chociaż nam uda się wyjść z kryzysu szybciej, niż zakładaliśmy?



- Polska eksportuje dużo żywności, a na nią zawsze są chętni. Ożywienie na Zachodzie może też zwiększyć popyt na półprodukty potrzebne do produkcji za granicą. Nie wykluczam, że udział Polski na rynkach zagranicznych będzie po kryzysie wyższy niż przed. Ale trzeba też mieć świadomość, że to, co nas po części uchroniło przed głębokim kryzysem, czyli niewielki udział eksportu w PKB i jego struktura, raczej nie pomoże nam szybko się z nim uporać. Poza tym mamy dość wysokie bezrobocie, a druga połowa roku raczej nie wróży poprawy w tym względzie.



Nie jest pan optymistą...



- Po prostu nie ulegam fali optymizmu. Podobnie jak kilka miesięcy temu nie dawałem posłuchu pesymistom wieszczącym nam ponadjednoprocentowy spadek PKB. Pragnę jednak zaznaczyć, że nie oczekuję jakichś bardzo niekorzystnych zmian w gospodarce, na miarę 20-proc. bezrobocia sprzed kilku lat. Jest po prostu za wcześnie, by odtrąbić rychły sukces.



Ale ekonomiści już podwyższają prognozy wzrostu PKB dla Polski.



- Właśnie o tym mówię. Powinniśmy być ostrożni i zmienić prognozy jako jedni z ostatnich. Z punktu widzenia budżetu lepiej być pozytywnie zaskoczonym. Na razie więc podtrzymuję 0,3-proc. tempo rozwoju naszej gospodarki w II kwartale. I sądzę, że taki wzrost utrzyma się do końca roku. A może być nawet nieco większy.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów