Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- To uciążliwe, szczególnie w wakacje - opowiada pracownik BSH. - Upał doskwiera, mam małe
dzieci, a nie mogę wyjechać na działkę za miasto.
BSH ma w
Łodzi trzy zakłady, w których produkuje pralki, zmywarki i suszarki do odzieży. - Na zebraniu dowiedzieliśmy się, że światowy kryzys dotknął także nasze fabryki - mówi czytelnik "Gazety" z BSH. - Zrozumiałe było dla nas odwołanie corocznego pikniku integracyjnego. Szemrania na sali pojawiły się, gdy usłyszeliśmy, że nie będzie także podwyżek. To znaczy będą, ale - jak to ujęła sama pani dyrektor - "symboliczne": ok. 70 złotych brutto.
Szefowie zakładu widzą to inaczej. - Jesteśmy szczęśliwi, że wbrew trudnej sytuacji gospodarczej możemy dać podwyżki i w dalszym ciągu oferować stabilne miejsca pracy - mówi w ich imieniu Andrzej Maślak, rzecznik BSH.
Dodaje, że kryzys zmusił wiele firm nie tylko do zamrożenia wynagrodzeń, ale także do zredukowania zatrudnienia. BSH zwolnień chce uniknąć. Rzecznik przyznaje, że moce produkcyjne fabryk w Łodzi nie będą w pełni wykorzystane. Z roku na rok zakłady zwiększały produkcję, teraz będzie inaczej. - Plan na ten rok jest niższy niż w ubiegłym - nie ukrywa.
Pracownik: - To dlaczego musimy pracować w soboty? - pyta i opowiada: - Wcześniej przychodziliśmy w weekendy, bo wiedzieliśmy, że dostaniemy premię za nadgodziny. Tym większe było zdziwienie przy ostatniej wypłacie wynagrodzeń. Okazało się, że przepracowane sobotnie godziny możemy sobie odebrać w postaci wolnego dnia, bez zapłaty - denerwuje się.
Zdaniem BSH takie rozwiązania nakazuje
kodeks pracy. Pracownicy przychodzą w soboty, w zamian za to mają inny wolny dzień w tygodniu, np. wtorek czy środę.
Rzecznik wyjaśnia, że mimo kryzysu na światowym rynku AGD spółka liczy na wzrost zamówień na urządzenia produkowane w Łodzi. Chodzi o nowe suszarki do ubrań (częściowo zresztą opracowane w łódzkim centrum badań i rozwoju). - Widzimy wzrost popytu na nie - mówi Maślak. - To dlatego przejściowo pracujemy w rytmie sześciodniowym.
Jak długo to potrwa, zależeć będzie od liczby zamówień.
BSH to nie pierwsze zakłady, które nakazały pracę w soboty. W weekendy
komputery montuje też Dell. - Wykonujemy konkretne zlecenia, których aż 95 proc. realizujemy w ciągu jednego dnia. Zamówienia z piątku muszą być składane w soboty, a w poniedziałek rano jadą do klienta - tłumaczy Radosław Banach, dyrektor ds. operacyjnych w Dellu.
Tu też załoga chciała pracować w soboty, ale mając płacone jak za nadgodziny. - Na pewno byłoby to dla nas droższe rozwiązanie - przyznaje dyrektor Banach, dodając, że jak wszystkie firmy także i Dell skupia się teraz na cięciu kosztów.
Nieopłacanej dodatkowo pracy w soboty może być zatem więcej. Inspektorzy okręgowego inspektoratu pracy skontrolowali w pierwszej połowie tego roku 62 zakłady. Znaleźli w nich 176 pracowników, który pracowali przez sześć dni w tygodniu, ale bez udzielenia im dnia wolnego w zamian. Najwięcej skarg dotyczyło handlu, a dokładnie sprzedawców i
przedstawicieli handlowych. - Wprowadzając system sześciodniowy, duże zakłady prawa nie łamią - słyszymy w Państwowej Inspekcji Pracy.
- Owszem, ale pogarszają nam warunki pracy - oceniają niechętni pracującym sobotom.
W BSH coraz głośniej mówi się o potrzebie powstania związku zawodowego. W Dellu zawiązała się niedawno "Solidarność".