Biznes Ludzie Pieniądze

Jak Polacy postraszyli Włochów Czechami i podbili cenę za Świdnik

Konrad Niklewicz
18.08.2009 , aktualizacja: 17.08.2009 21:39
A A A Drukuj
339 mln zł, czyli aż dwa razy więcej, niż proponował na początku, zapłaci włoski koncern AgustaWestland za akcje PZL Świdnik - dowiedziała się "Gazeta".
Hala montażowa w PZL Świdnik
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZ
Hala montażowa w PZL Świdnik
Ponad rok negocjacji w sprawie PZL Świdnik kończy się całkiem dobrym wynikiem. AgustaWestland, drugi największy producent śmigłowców na świecie, podwoił oferowaną za PZL kwotę, poprawił pakiet inwestycyjny (teraz oceniany na 2,5 mld zł) i dorzucił hojny pakiet socjalny dla załogi, w tym dziewięcioletnie gwarancje zatrudnienia. Jeszcze w 2008 r. Włosi proponowali ledwie 22 zł za każdą akcję Świdnika - czyli 165,7 mln zł za całość. We wtorek mają podpisać umowę przedwstępną, w której będzie już widnieć cena 45 zł za akcję - czyli 339 mln zł.

Ale wcale nie było przesądzone, że uda się od Włochów wycisnąć takie pieniądze. AgustaWestland od początku była uważana za murowanego faworyta. Koncern od 13 lat współpracuje z PZL. Dziś ok. 30 proc. produkcji Świdnika to kontrakty od Agusty. Co więcej, Włosi od dawna skupowali akcje PZL, np. kupili pakiet sprzedawany przez gminę Świdnik (po 37 zł). AgustaWestland to inwestor niemal idealny dla Świdnika: światowy lider technologiczny mający sieć sprzedaży na każdym kontynencie, znający polską fabrykę na wylot.

Tym bardziej więc Agencja Rozwoju Przemysłu (to ona formalnie prowadziła proces prywatyzacji) była zaskoczona, gdy w połowie 2008 r. Włosi zaproponowali śmieszną - w ocenie Agencji - kwotę za pakiet kontrolny udziałów. Co więcej, zaczęli dość agresywną kampanię PR-owską, by przekonać rząd że to właściwa cena. Dali nawet do zrozumienia, że jeśli Świdnika nie przejmą, to z dnia na dzień pozbawią go swoich zamówień.

Na szczęście dla skarbu państwa w wyścigu do PZL pojawił się "ten drugi", czyli czeska firma Aero Vodochody kontrolowana przez fundusz inwestycyjny Penta. Czesi już na starcie zaoferowali ponad 330 mln zł, czyli 44 zł za akcję. Dzięki temu ARP mogła zagrać va banque: na początku 2009 r. poinformowała, że skoro ceny różnią się tak bardzo, to wyłączność negocjacyjna zostanie przekazana Aero Vodochodom. Na kilometr pachniało to blefem, bo możliwości technologicznych czy inwestycyjnych firmy czeskiej nie da się porównać z tym, czym dysponuje AgustaWestland.

Straszak jednak zadziałał. Już pod koniec marca Włosi dostarczyli "poprawioną" ofertę - tym razem proponowali 40 zł za akcję. To pozwoliło im wrócić do negocjacji.

Ale gra toczyła się nadal. Gdy Aero Vodochody też poprawiły ofertę (332 mln za całą spółkę, czyli 44,1 zł za akcję) Ministerstwo Skarbu i Agencja dalej podgrzewały atmosferę, ogłaszając, że to właśnie cena za akcję (a nie np. plany inwestycji) zadecyduje o tym, kto kupi akcje. Pokerowa zagrywka się opłaciła: Włosi pękli i w ostatnich dniach lipca ujawnili ostateczną propozycję: 45 zł za 1 akcję.

- To była celowa taktyka negocjacyjna, żeby osiągnąć lepszą cenę za pakiet akcji - mówi "Gazecie" Roma Sarzyńska, rzeczniczka ARP.

Może się zresztą okazać, że Czesi... wcale nie wypadną z gry o PZL Świdnik. Agencja dobrze pamięta bowiem to, co się stało w 2001 r., podczas pierwszej, nieudanej próby prywatyzacji PZL Świdnik. Wtedy też startowała w niej AgustaWestland. Włosi odczekali, aż z rywalizacji odpadnie ostatni poważny konkurent (wówczas był nim amerykański Bell), po czym złożyli ofertę na tyle niekorzystną... że Ministerstwo Skarbu musiało ją odrzucić. Prywatyzację zawieszono, a AgustaWestland i tak mogła kooperować z PZL Świdnik - tyle, że bez zobowiązań inwestycyjnych i socjalnych. Rozmówcy "Gazety", uczestniczący w negocjacjach z Włochami, zapewniają, że tym razem powtórki z rozrywki nie będzie.

- Jest prawdopodobne, że Czesi usłyszą, że są całkowicie wykluczeni z gry. Jeśli z jakiegoś powodu Włosi się wycofają, to wówczas Aero Vodochody wraca do stołu - mówi nasz informator. Aero Vodochody nie mówią nie. - Wobec PZL Świdnik mieliśmy konkretne, poważne plany i gdyby ARP, z jakichkolwiek powodów, zmieniła swoją obecną decyzję, z pewnością bylibyśmy zainteresowani powrotem do rozmów - mówi "Gazecie" Igor Hulak, prezes Aero Vodochody.

Od podpisania umowy przedwstępnej AgustaWestland będzie miała ok. trzech miesięcy na uzyskanie wszystkich niezbędnych zezwoleń (m.in. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, MSWiA), podpisanie ostatecznej umowy i wpłacenie pieniędzy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy