Po lipcu wydatki
budżetu państwa były wyższe od dochodów o 15 mld zł. To prawie 83 proc. planowanych w starej ustawie budżetowej (18,2 mld zł). Przy takim tempie narastania deficytu nie było szans na utrzymanie go na zakładanym wcześniej poziomie. Rząd przygotował nowelizację, parlament ją uchwalił, a prezydent podpisał.
Zgodnie z nią deficyt w tym roku może wynieść nawet 27,2 mld zł.
Państwo realizuje swoje dochody w zakładanym przez Ministerstwo Finansów tempie - po lipcu resort spodziewał się 160,1 mld zł, a wpłynęło do publicznej kasy 160 mln zł. Nieźle wyglądają dochody ze środków Unii Europejskiej: do końca lipca
Bruksela przekazała nam 25,9 z 33,6 mld zł na ten rok. To 77 proc. planowanych dochodów, znak, że resorty zaczęły sprawniej realizować projekty współfinansowane przez Unię (Bruksela płaci nam za faktury). Ciągle kuleją za to wpływy z
prywatyzacji, co źle wróży ambitnym planom rządu pozyskania ze sprzedaży państwowego majątku 36 mld zł w dwa lata. Do sierpnia minister skarbu Aleksander Grad zdobył z prywatyzacji ledwie1,8 mld zł, czyli 15 proc. z 12 mld zł planowanych na ten rok.
Wydatki budżetowe wyniosły po siedmiu miesiącach 175,1 mld zł (blisko 55 proc. wydatków rocznych).