Prof. Winiecki nie wygłosił mowy końcowej, bo ani on, ani jego adwokat nie pojawili się na rozprawie. - Jestem zdumiony, że w Polsce istnieje możliwość wydania wyroku bez obecności osoby oskarżonej, odbierając jej możliwości wypowiedzenia mowy końcowej. To mój adwokat poprosił o przełożenie sprawy, bo w niedzielę wieczorem rozłożyła go nagła choroba - tłumaczy Winiecki "Gazecie". Wczoraj do godz. 11 - bo o tej rozpoczęła się rozprawa - żadne pismo od mec. Jerzego Naumanna jednak do sądu nie wpłynęło. Sąd postanowił zakończyć sprawę bez oskarżonego.
- Sąd uznaje oskarżonego Jana Winieckiego za winnego - oznajmił sędzia Stanisław Banach. Uznał tym samym, że prof. Winiecki zniesławił w swoim felietonie Sławomira Skrzypka. Kara? 10 tys. zł grzywny, 20 tys. zł wpłaty na Caritas
Polska, 1 tys. zł opłaty karnej i pokrycie kosztów procesu. Tak jak żądał oskarżyciel, czyli Skrzypek. Sąd nie przychylił się za to do żądań, aby prof. Winiecki opublikował w prasie - na swój koszt - oświadczenia, w którym miałby Skrzypka przeprosić.
- Ten wyrok mnie zszokował. Nie zgadzam się z postanowieniem sądu i będę się od niego odwoływał - komentuje Winiecki. - Uważam, że dowody, jakie przedstawiłem, znacznie dobitniej świadczyły o mojej racji, niż wymagał ode mnie tego wcześniej sąd.
W październiku 2007 r. prof. Winiecki opublikował w kilku regionalnych dziennikach ("Głos Wielkopolski", "Gazeta Olsztyńska") felieton "Jakie wykształcenie ma prezes NBP?". Myśl przewodnia tekstu: Sławomir Skrzypek nie ma kompetencji do kierowania NBP. "Nie zna ekonomii, nie zna języków" - wyliczał Winiecki. Po czym wziął pod lupę życiorys prezesa zamieszczony na oficjalnej stronie NBP. Wynika z niego m.in., że Skrzypek to "magister nauk ekonomicznych SGH" i posiadacz "dyplomu MBA Uniwersytetu Wisconsin - La Crosse". Winiecki napisał, że w rejestrach SGH nie ma takiego magistra jak Skrzypek, a i na stronach internetowych amerykańskiej uczelni nazwiska prezesa NBP wśród posiadaczy dyplomu MBA znaleźć nie sposób. Według profesora Skrzypek, będąc na stypendium szkoleniowym w
USA, "wydębił jakiś świstek papieru stwierdzający, że szkolenie to jest równoważne z uzyskaniem stopnia MBA", a następnie załatwił sobie na SGH zaświadczenie, że jego dyplom MBA jest równoważny z magistrem SGH.
Sławomir Skrzypek wytoczył Winieckiemu proces karny z art. 212 kodeksu karnego - za zniesławienie w środkach masowego przekazu polskie prawo przewiduje do dwóch lat więzienia.
Proces toczył się rok. Prof. Winiecki na kolejnych rozprawach starał się udowodnić, że w sprawie wykształcenia Skrzypka roi się od znaków zapytania. Zaczął od tego, że Skrzypek nie skończył studiów na SGH, tylko nostryfikował tam dyplom MBA zrobiony w USA. Dyplom, który według Winieckiego dyplomem tak naprawdę nie jest. - To był program szkoleniowy, a nie
studia - tłumaczył przed sądem.
Sąd prześwietlił więc wykształcenie prezesa NBP. Sam Skrzypek stawił się na sali sądowej z dyplomem MBA pod pachą - pokazał go dziennikarzom, a brak swojego nazwiska w internetowym spisie absolwentów Uniwersytetu Wisconsin - La Crosse tłumaczył niedopełnieniem formalności.
Winiecki nie dawał za wygraną - powołani przez niego świadkowie podważyli wartość dokumentu Skrzypka z USA. Prof. Urszula Grzelońska z SGH zeznała, że studia MBA należy traktować jako
podyplomowe, a nie wyższe. To oznaczałoby, że SGH niesłusznie uznała, że dyplom MBA Skrzypka jest równoważny z magisterium. Ale inny profesor SGH, Jerzy Nowakowski - przewodniczący komisji, która osiem lat temu wydawała opinię w sprawie uznania dyplomu Skrzypka - nie doszukał się w nostryfikacji nieprawidłowości. Podobnie jak ostatni świadek - zeznający wczoraj przed sądem prof. Andrzej Herman (również SGH).
Skrzypek i jego adwokat wyroku nie komentują. Wyrok jest nieprawomocny.