Proces, który prezes NBP Sławomir Skrzypek wygrał w poniedziałek z Janem Winieckim, nie skończyłby się, gdyby pracownik sądu wcześniej zauważył faks z usprawiedliwieniem adwokata oskarżonego.
Prof. Winiecki został uznany za winnego zniesławienia prezesa Skrzypka w felietonie z 2007 r. Musi zapłacić 20 tys. zł na Caritas i 10 tys. grzywny. Tak orzekł w poniedziałek poznański sąd rejonowy. Winiecki o wyroku dowiedział się od dziennikarza "Gazety" - nie było go na sali, ponieważ był pewien, że rozprawa zostanie przełożona. - Mój adwokat prosił o przełożenie sprawy, bo rozłożyła go nagle choroba - tłumaczył.
Ale przed rozprawą usprawiedliwienie od mec. Jerzego Naumanna do sądu nie wpłynęło - tak przynajmniej stwierdził sędzia Stanisław Banach, który postanowił kontynuować proces bez oskarżonego. Mowę końcową wygłosił tylko pełnomocnik Sławomira Skrzypka.
Tymczasem wczoraj okazało się, że usprawiedliwienie z kancelarii mec. Naumanna wysłano do sądu w poniedziałek, ok. godz. 9.30 - półtorej godziny przed początkiem rozprawy. Dlaczego nie trafiło na czas do sędziego, który mając je, najpewniej odroczyłby proces?
- Nasi pracownicy nie odbierają wiadomości z faksu na bieżąco - tłumaczy Jarosław Komorowski, wiceprezes poznańskiego sądu. - Zbierają je raz na jakiś czas i wtedy roznoszą adresatom.
Tak też zrobili w poniedziałek. Nieoficjalnie mówi się również o awarii prądu w sądzie, która dodatkowo opóźniła odebranie faksu obrońcy Winieckiego. Wiceprezes Komorowski nie uważa jednak, żeby pracownicy sądu popełnili błąd. - Wystarczyło zadzwonić z kancelarii i upewnić się, czy faks dotarł na czas. Teraz nie da się już nic zrobić. Według mojej wiedzy na ten moment oskarżonemu pozostaje jedynie złożenie apelacji do sądu okręgowego - zakończył Komorowski.