Wtorek zaczął się dla ministra skarbu Aleksandra Grada jak w filmie Hitchcocka - od
trzęsienia ziemi. A potem było już tylko ciekawiej. Zaczęło się tuż po dziewiątej rano, gdy resort musiał ogłosić, że Stichting Particulier Fonds Greenrights (inwestor, który w maju wygrał licytację majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie) nie wpłacił w terminie 381 mln zł.
Stoczniowe związki i politycy opozycyjni natychmiast ruszyli do ataku. - Premier powinien nas przeprosić, bo wciąż nas okłamywano - atakował Jan Gumiński ze Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej. - Inwestor z Kataru miał być wielkim sukcesem rządu. A tymczasem inwestora nie ma.
- To, co mówił minister Grad, to baśnie tysiąca i jednej nocy - wtórował Leszek Świętczak, szef związku zawodowego Stoczniowiec w Gdyni.
Na kolejny zwrot akcji trzeba było czekać parę minut. "Gazeta Wyborcza" ujawniła wczoraj przed południem w internecie, że rząd ma gotowy plan B i na scenę wkracza nowy potencjalny inwestor. Też z Kataru, ale dużo, dużo większy: rządowa agencja Qatar Investment Authority.
Nasze informacje po południu potwierdził sam Grad. - Za pośrednictwem ambasadora Kataru otrzymałem list od rządowej agencji inwestycji informującej, że rozpoczyna postępowanie, które może zakończyć się przejęciem przez nią tego projektu - poinformował. Nie chciał ujawnić treści listu. Wyjaśnił, że QIA ma teraz sprawdzić, czy i na jakich warunkach chce wejść w polskie stocznie.
Gdyby QIA się zdecydowała, po prostu przejmie zobowiązania Stichting Particulier Fonds Greenrights. I wyłoży pieniądze na stół. - Podjąłem decyzję, żeby dać czas katarskiej agencji na wypracowanie rozwiązania. Do 31 sierpnia - podkreślił Grad.
QIA, choć istnieje tylko cztery lata, jest gospodarczym gigantem. Zarządza majątkiem wartym ok. 60 mld dolarów pochodzących ze sprzedaży gazu i działa jako inwestycyjne ramię katarskiego rządu. W odróżnieniu od pierwszego inwestora (spółki SPFG) Qatar Investment Authority jest oficjalnie związany z panującą tam rodziną Al Thani. Prezesem QIA jest Hamad bin Jassem bin Jabr Al Thani, czyli... premier Kataru. To z nim spotkali się niedawno we Francji premier Donald Tusk i minister Grad. - Polski rząd zabiegał, żeby to instytucje rządowe Kataru przejęły projekt kupna stoczni - tłumaczył wczoraj minister skarbu.
Nie ma jednak żadnej pewności, że QIA przejmie stocznie. - Nie traktuję tego jako sprawy załatwionej - przyznaje Grad.
Co, jeśli QIA jednak nie zechce stoczni? Wówczas rząd zatrzyma wcześniej wpłacone 8 mln euro wadium i poprosi Komisję Europejską o przedłużenie terminów i zgodę na ponowną próbę sprzedaży stoczniowego majątku. - Zlecę też wszczęcie działania w celu odzyskania odszkodowania od pierwszego inwestora [SPFG] - dodaje Grad. I apeluje do stoczniowców - jeśli mają oferty innej pracy, niech je biorą, nie czekają.
Słowa Grada nie przekonały ani związkowców, ani polityków opozycji. - Polskie stocznie są już teraz zagrożone i w żadne słowo pana ministra już nie wierzę - komentował Grzegorz Napieralski, szef SLD. Podobnie jak PiS, SLD żąda dymisji Grada.
Czy premier posłucha? - Każdy za swoje działania ponosi odpowiedzialność. Jestem do dyspozycji premiera każdego dnia - ucina szef resortu skarbu.