Biznes Ludzie Pieniądze

Chińskie akcje parzą w ręce

Tomasz Prusek
19.08.2009 , aktualizacja: 19.08.2009 20:17
A A A Drukuj
Na rynkach Europy i USA panuje strach przed pęknięciem spekulacyjnej bańki na giełdzie w Szanghaju, co może uderzyć w rynek nieruchomości i całą chińską gospodarkę
Fabryka w chińskim Shenzzhen.
Fot. Piotr Bernaś / AG
Fabryka w chińskim Shenzzhen.
Indeks Shanghai Composite w 2009 roku
Indeks Shanghai Composite w 2009 roku
W ostatnich dniach na światowych giełdach jest zaskakująco: ceny akcji idą w dół mimo optymistycznych wieści z największych gospodarek wychodzących z recesji. W Niemczech, we Francji i w Japonii PKB wreszcie ruszył w II kw. w górę, zaś w USA prawdopodobnie nastąpi to w III kw. Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? - głowią się inwestorzy.

Szukając odpowiedzi, coraz częściej patrzą na wydarzenia na giełdzie w Szanghaju, gdzie doszło do kilku mocnych tąpnięć. Tylko w środę indeks stracił 4,3 proc., a w ciągu dwóch ostatnich tygodni - ok. 20 proc. To najpoważniejsza przecena od wybuchu kryzysu finansowego jesienią 2008, który giełda okupiła największym w historii, 65 proc. spadkiem w skali roku. Obecna przecena jest o tyle zaskakująca, że wielkie banki inwestycyjne, np. Goldman Sachs i Citigroup, właśnie podnoszą prognozy PKB dla Chin, zatem nie widzą większych zagrożeń w realnej gospodarce. W II kw. chiński PKB urósł aż 7,9 proc.

Wśród inwestorów pojawiło się kilka teorii tłumaczących ostatnie załamanie cen akcji w Szanghaju. Po pierwsze, chińskie indeksy były światowymi liderami w tym roku - od stycznia do sierpnia akcje podrożały tam średnio 80 proc. Zatem obecne bolesne spadki są być może tylko proporcjonalnie mocną korektą tak szaleńczego rajdu indeksów, bo część spekulacyjnie nastawionych graczy chce zgarnąć zyski do kieszeni. To najbardziej optymistyczna teoria, bo wskazuje na czystą spekulację jako przyczynę tąpnięcia indeksów.

Ale są też bardziej niepokojące wyjaśnienia tego, co dzieje się w Szanghaju. Otóż gospodarka chińska, do tej pory nastawiona przede wszystkim na eksport, przegrzewa się przez wewnętrzne wydatki konsumentów i inwestycje w infrastrukturę. To efekt uboczny antykryzysowych działań rządu, który widząc załamanie eksportu wywołane globalną recesją, chciał za wszelką cenę uaktywnić rynek wewnętrzny, aby rozpędzona gospodarka nie stanęła. W tym celu chiński rząd wpompował w gospodarkę 585 mld dol., a banki komercyjne dostały zielone światło, aby konsumentom pożyczać na potęgę. Tylko w pierwszym półroczu Chińczycy zadłużyli się w bankach na rekordową w historii kwotę 1,1 bln dol.! Część wydali na konsumpcję, chcąc skokowo na kredyt poprawić sobie poziom życia, ale ogromne kwoty trafiły też na giełdę papierów wartościowych i na rynek nieruchomości, gdzie ceny osiągnęły niespotykane w historii poziomy.

Teraz, aby podtrzymać wysokie ceny akcji czy nieruchomości, na rynek musi trafiać coraz więcej świeżego pieniądza. Tymczasem w lipcu chińskie banki przykręciły kurek z kredytami, prawdopodobnie na życzenie rządu, który boi się przegrzania gospodarki. Jeśli globalne potęgi ruszą z miejsca i będą potrzebować znowu coraz więcej chińskich towarów, to rynek wewnętrzny Chin stanie się drugoplanowy i rząd nie będzie go wspierać. Sęk w tym, że jeśli na chińskiej giełdzie i w nieruchomościach pęknie bańka, to może wywołać to reakcję łańcuchową w całej gospodarce. Tego właśnie boją się inwestorzy w Nowym Jorku, Londynie i Warszawie. Na GPW od drugiej połowy zeszłego tygodnia koniunktura jest słaba - WIG20 stracił ok. 2 proc.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy