Konta oszczędnościowe powoli zaczynają przewracać świat bankowców do góry nogami. Jeszcze kilka lat temu nie interesował się nimi pies z kulawą nogą. Dość powiedzieć, że największe banki - PKO BP i Pekao - do niedawna w ogóle nie miały kont oszczędnościowych w swojej ofercie! Klientom proponowano przede wszystkim standardowe lokaty.
Jako pierwszy zwykłym lokatom wojnę wypowiedział ING Bank, który jeszcze w 2004 r. wszedł na rynek z kontem OKO i słynnymi reklamówkami Marka Kondrata z hasłem "z mężczyzną jest jak z bankiem. Musi zarabiać". Ale dopiero kryzys finansowy i coraz bardziej zażarta walka banków o nasze oszczędności sprawiła, że konta oszczędnościowe wyrosły na prawdziwą alternatywę dla lokat.
Z obliczeń "Gazety" i sieci doradców finansowych Open Finance wynika, że na kontach oszczędnościowych Polacy trzymają już 65 mld zł! I tylko w ciągu ostatniego roku przybyło przynajmniej 15 mld zł nowych pieniędzy. Na kontach oszczędnościowych leży już ponad jedna czwarta wszystkich oszczędności, które trzymamy w bankach (nie licząc gotówki na ROR-ach)! Według danych NBP na lokatach zgromadziliśmy bowiem 192 mld zł.
Licytacja na koncie Co tak urzekło Polaków w kontach oszczędnościowych, że przenoszą tam swoje pieniądze z lokat terminowych? Dobre oprocentowanie i łatwiejszy dostęp do gotówki. - Najlepsze konta oszczędnościowe konkurują oprocentowaniem ze zwykłymi lokatami - zauważa Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance. Rzeczywiście:
Polbank płaci za pieniądze na koncie oszczędnościowym aż do 6,5 proc, zaś
Allianz Bank, Citi Handlowy i Eurobank - po ponad 6 proc.
To mniej więcej tyle, ile dają najhojniejsze banki - AIG czy Meritum - na zwykłych lokatach! A przecież konto oszczędnościowe ma nad zwykłą lokatą ogromną przewagę - można wypłacić oszczędności w każdej chwili, nie tracąc ani grosza z naliczonych już odsetek.
Banki podwyższają oprocentowanie kont oszczędnościowych, bo chcą zatrzymać klientów rozpieszczonych wysokim oprocentowaniem lokat. "Skoro nie możemy zapłacić posiadaczom lokat więcej niż 6 proc. w skali roku, to dajmy im chociaż tyle samo na koncie oszczędnościowym, które daje łatwiejszy dostęp do pieniędzy" - kalkulują szefowie banków.
Kontom oszczędnościowym sprzyja też to, że w czasie kryzysu gospodarczego, kiedy nikt nie może być pewny, że z dnia na dzień nie straci pracy, coraz więcej klientów nie chce zamrażać pieniędzy na długo. - Banki po prostu dostosowują się do wymagań klientów, którzy najchętniej zakładają krótkoterminowe lokaty. Stąd popularność lokat jednodniowych i właśnie kont oszczędnościowych - komentuje Mateusz Ostrowski.
Tylko czy banki w ten sposób nie strzelają sobie w kolano? Przecież marzeniem każdego bankowca powinno być zablokowanie pieniędzy klienta na możliwie jak najdłuższy okres. Oszczędności, które w każdej chwili można przenieść do konkurencji, nie dają bankowi poczucia bezpieczeństwa. Po co więc banki prowadzą politykę, która doprowadza do przenoszenia przez klientów pieniędzy z lokat na konta oszczędnościowe?
To już koniec ery lokat? Według Kazimierza Stańczaka, szefa Polbanku, rosnąca popularność kont oszczędnościowych to znak, że klienci banków i same banki dojrzewają. - W Niemczech 75 proc. wszystkich bankowych oszczędności klienci trzymają na kontach oszczędnościowych, a tylko 25 proc. na lokatach. Na Zachodzie nikt nie oszczędza długoterminowo na lokatach, bo do tego służą inne produkty, np. obligacje albo fundusze inwestycyjne - tłumaczy Stańczak. I prognozuje, że popularność kont oszczędnościowych będzie w Polsce nadal rosła.
Szef Polbanku zapewnia, że klienci trzymający pieniądze na kontach oszczędnościowych wcale nie są mniej lojalni od tych, którzy tkwią "uwięzieni" na lokatach. - Mimo że z konta oszczędnościowego można w każdej chwili wypłacić pieniądze, salda na takich kontach są paradoksalnie bardziej stabilne niż na lokatach - dodaje Stańczak. - Bo każda lokata kiedyś się kończy. I klient zaczyna wtedy szukać nowej, także u konkurencji. Konto oszczędnościowe jest bezterminowe, więc klienta nic nie prowokuje, by przeglądał oferty innych banków - komentuje Mateusz Ostrowski z Open Finance.
Potwierdza to casus ING Banku, w którym aż dwie trzecie oszczędności klientów sięgających 33 mld zł leży na kontach oszczędnościowych OKO, a tylko jedna trzecia na zwykłych lokatach. Banki, widząc, co się dzieje, na potęgę wprowadzają i udoskonalają swoje konta oszczędnościowe. W październiku zeszłego roku złamały się nawet największe banki, PKO BP i Pekao, wprowadzając do swojej oferty takie konta. - Ostatnio konto oszczędnościowe wprowadził
Bank BPH, wcześniej bank DnB Nord. Można więc powiedzieć, że nie ma już banku, który nie proponowałby takiego produktu - podsumowuje Ostrowski.
Ostatnio banki walczą już nie tylko oprocentowaniem kont oszczędnościowych. Pojawiły się pierwsze konta, na których odsetki dopisywane są... codziennie. To oznacza, że saldo klienta rośnie szybciej niż na zwykłym koncie, z odsetkami dopisywanymi raz na miesiąc lub kwartał. Codzienna tzw.
kapitalizacja odsetek to przy okazji sposób na uniknięcie
podatku Belki. Prawo mówi, że jeśli codzienne odsetki nie przekraczają 2,49 zł, podatek nie jest pobierany. Takie konto wprowadził Eurobank, potem Kredyt Bank i BPH, a ostatnio także Polbank.