Według ministra rolnictwa płody rolne tanieją nawet o połowę, a jedzenie w sklepach i tak drożeje. Zboże jest dziś o 40 proc. tańsze niż przed rokiem. Za tonę pszenicy rolnicy dostawali 650 zł, teraz - nawet poniżej 400. Podobnie spadają ceny mleka, truskawek, jabłek, wiśni. A w sklepach są średnio o 4 proc. wyższe niż przed rokiem.
Zespół składający się z przedstawicieli ministerstw Gospodarki, Skarbu, Finansów, ale także Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów badałby, ile za żywność dostaje rolnik, ile pośrednicy i wreszcie, za ile sprzedaje ją sklep - zarówno wielki hipermarket, jak i mały sklepik osiedlowy.
Sawicki chce, aby zespół zaczął działać we wrześniu. Jakie będą jego uprawnienia i czy będzie mógł np. wymierzać kary, jeszcze nie wiadomo. Wiadomo tylko, że nazwy "spekulantów" Sawicki chce podawać do publicznej wiadomości na konferencjach prasowych. Klienci mogliby wtedy odwrócić się od napiętnowanych sieci, a te w odpowiedzi obniżą ceny.
Zbadanie, kto ile zarabia na żywności, rekomendował państwom Unii w marcu Parlament Europejski. W maju i czerwcu unijni ministrowie rolnictwa zgodnie uznali, że to interesujący pomysł. Sawicki zapewnia, że wzoruje się na Danii, gdzie taki zespół utworzyła minister rolnictwa Eva Kjer Hansen. Z kolei we Francji minister rolnictwa Michel Barnier w połowie lipca zapowiedział powołanie specjalnych brygad kontrolerów cen w hipermarketach.
- W mediach ciągle się powtarza, że PSL i minister rolnictwa dbają tylko o rolników. A ja takie badanie chcę zrobić w dobrze pojętym interesie konsumentów - przekonuje Sawicki. Czeka już tylko na zgodę premiera Donalda Tuska.
- Ten pomysł kojarzy mi się z brygadami kontrolnymi w PRL, one też robiły naloty na sklepy jeszcze po stanie wojennym - twierdzi Adam Szejnfeld z PO, wiceminister gospodarki.
Takie kontrole pamięta Andrzej Blikle, szef jednej z najsłynniejszych firm cukierniczych w Polsce. -Wchodziła grupa urzędników, po dwóch przez każde drzwi, a cukiernia miała trzy wejścia. Pieczętowali drzwi tak, żeby nikt nie mógł wyjść. Brali kosz ze śmieciami, wyrzucali na stół. Z podartych papierów zaczynali układać puzzle na zasadzie: a co ten Blikle tu podarł -wspomina cukiernik.
- Cała akcja najbardziej uderzy nie w wielkie sieci handlowe, ale w polskich małych kupców. Zamawiają mało towaru, więc dużo za niego płacą. Gdy teraz zespół ogłosi, że w sklepie u Kowalskiego jest bardzo drogo, ludzie źle będą patrzeć właśnie na Kowalskiego, a nie na sieci zagraniczne - twierdzi Szejnfeld.
Przedstawicielom dużych sieci handlowych plan Sawickiego przypomina niedawne działania premiera Rosji Władimira Putina, który odwiedził moskiewski sklep sieci Pierekrostek i stwierdził, że jest w nim za drogo. Właściciele przyznali się do winy i obiecali, że natychmiast obniżą ceny. I spadły - drogich francuskich win i równie drogich holenderskich serów.
Przeciw pomysłowi Sawickiego są nawet niektórzy producenci żywności.
-Mogliby zajrzeć do jednego z wielu raportów na temat cen żywności i dowiedzieliby się tego samego bez powoływania specjalnego zespołu - macha ręką Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.