Eurostat podał właśnie, że zamówienia w przemyśle w
strefie euro w czerwcu wzrosły o 3,1 proc. w stosunku do maja. Analitycy spodziewali się wzrostu, ale tylko o 1,5 proc. Zamówienia były jednak cały czas niższe o ponad jedną czwartą niż rok wcześniej. Niemniej dane te są zdaniem ekonomistów kolejnym sygnałem, że gospodarki krajów Eurolandu powoli wychodzą z recesji.
Ekonomiści studzą jednak nadzieję, że światową gospodarkę czeka już tylko świetlana przyszłość. Podczas niedawnego spotkania szefów banków centralnych na dorocznej konferencji w Jackson Hole w amerykańskim stanie Wyoming szef Fed Ben Bernanke powiedział co prawda, że "perspektywy powrotu wzrostu w bliskiej przyszłości wydają się dobre", ale dodał: "Wciąż stoją przed nami trudne wyzwania". Zwrócił uwagę na wysokie
bezrobocie oraz trudności z kredytami.
W podobnym tonie wypowiadał się szef
Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet. - Obserwujemy pewne oznaki tego, że realna gospodarka zaczyna wychodzić z okresu niekontrolowanego spadku. Ale to nie oznacza, że nie czeka nas jeszcze bardzo wyboista droga - mówił Trichet w sobotę podczas drugiego dnia konferencji.
Ekonomiści, bankowcy i politycy ciągle widzą zagrożenia dla
wzrostu gospodarczego. Według Nouriela Roubiniego, profesora w Stern School of Business na New York University (jego artykuł ukazał się w ubiegłym tygodniu w "Gazecie", w niedzielę podobny opublikował w internetowym wydaniu "Financial Times"), strategię wyjścia z okresu poluzowania polityki monetarnej i budżetowej można łatwo popsuć. - Jeśli rządy traktują
deficyt budżetowy poważnie i w najlepszej wierze podniosą podatki, ograniczą wydatki i będą starać się nie doprowadzić do nadmiaru pieniądza na rynku, mogą podkopać proces i tak słabej rekonwalescencji - uważa Roubini. Ale jego zdaniem problemy powstaną też, gdy deficyty pozostaną na wysokim poziomie. "Wzrosną oczekiwania inflacyjne i oprocentowanie długoterminowych obligacji rządowych wzrośnie, a proces rekonwalescencji zostanie stłumiony" - napisał Roubini.
Ale finanse publiczne to niejedyne zmartwienie. Zdaniem szefa Deutsche Banku Josefa Ackermanna źródłem nowej fali kryzysu bankowego może być lawinowo rosnąca fala niespłaconych pożyczek. - Bardzo opóźnią ożywienie gospodarcze - przestrzega Ackermann.