Od chwili wejścia do UE polska
motoryzacja rozwija się w niesłychanym tempie. Od 2004 r. liczba aut zarejestrowanych w Polsce co rok zwiększa się o blisko jedną dziesiątą. Według ogłoszonych ostatnio danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2008 r. w Polsce było już zarejestrowanych 16,08 mln samochodów osobowych - czyli prawie 5 mln sztuk więcej niż na koniec 2003 r., cztery miesiące przed naszym przystąpieniem do UE.
Statystycznie niemal dogoniliśmy już, a czasem nawet przegoniliśmy najbardziej zmotoryzowane państwa Europy. Na koniec zeszłego roku na 1000 mieszkańców Polski przypadały 422
samochody osobowe. Nasz rynek samochodowy stał się już nasycony niemal tak jak w Europie Zachodniej. Według danych zebranych przez hiszpańskie stowarzyszenie motoryzacyjne ANFAC na koniec 2007 r. w Wlk. Brytanii na 1000 mieszkańców przypadły 493 auta, we Francji ten wskaźnik to 497, a w Niemczech - 501. Nasz park samochodowy jest już porównywalny do tego w Czechach (414 aut na 1000 mieszkańców na koniec 2007 r.), a nawet większy niż w dużo bogatszej Danii, gdzie na 1000 mieszkańców przypadało 376 aut w 2007 r., a w zeszłym roku ten wskaźnik znacząco się nie zmienił.
Ale dlaczego o tak fantastycznym boomie motoryzacyjnym w Polsce milczy światowa prasowa ekonomiczna? Bo nie napędza go sprzedaż nowych samochodów, lecz żywiołowy
import starych, używanych aut z UE. Po przystąpieniu do UE jako jedyne państwo we Wspólnocie Europejskiej znieśliśmy wszelkie ograniczenia w
imporcie używanych samochodów i od pięciu lat Polacy sprowadzają rocznie średnio 1 mln starych pojazdów z zagranicy, z których mniej więcej połowa, przekraczając naszą granicę, miała ponad dziesięć lat.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na koniec zeszłego roku już 68 proc. aut zarejestrowanych w Polsce miało ponad dziesięć lat, podczas gdy na cztery miesiące przed naszą akcesją do UE było ich 56 proc. A jednocześnie stosunkowo nowych aut, które mają mniej niż pięć lat, jest u nas zaledwie 12 proc., o jedną trzecią mniej niż przed akcesją do UE.
Zamiast gonić europejską motoryzację, oddalamy się od niej. Bo w starej UE panuje zdrowy podział - jedna trzecia aut ma ponad dziesięć lat i tyle samo ma mniej niż pięć lat. Dotyczy to także Grecji i Portugalii, które nie są od nas dużo bogatsze.
W tym roku zacofanie naszego parku samochodowego może się jeszcze pogłębić. Bo w 13 państwach UE rządy przyznają premie na zakup nowych aut dla kierowców, którzy oddadzą na złom pojazd starszy niż dziesięć lat, i w tych państwach zakupy nowych aut gwałtownie rosną. Tymczasem Polacy w pierwszej połowie roku kupili o blisko jedną piątą mniej nowych aut niż przed rokiem - szacują Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego oraz Wojciech Drzewiecki, szef Samaru, firmy eksperckiej z branży samochodowej.
Jak ten napływ samochodowych gratów wpływa na bezpieczeństwo drogowe, które plasuje Polskę na szarym końcu Europy? Ministerstwa Infrastruktury to nie interesuje. - Resort nie zlecał badań wpływu wieku pojazdów na bezpieczeństwo ruchu drogowego - informuje biuro prasowe resortu ministra Cezarego Grabarczyka. Tymczasem Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu Drogowego w ogłoszonym w czerwcu raporcie podkreślała, że jednym z największych problemów w dziedzinie bezpieczeństwa drogowego w państwach Europy Środkowej jest stary park aut używanych przez tutejszych kierowców i napływ używanych aut. Pod tym względem
Polska zajmuje czołowe miejsce wśród nowych państw UE.