Za sprawą nowej telewizyjnej reklamówki Banku Millennium (jak zwykle z Hubertem Urbańskim w roli głównej) wrócił temat lokat progresywnych. Niegdyś były bardzo popularne, ale ostatnio są skutecznie wypierane przez tradycyjne lokaty i konta oszczędnościowe.
Lokaty progresywne mają to do siebie, że odsetki nie są stałe w całym okresie oszczędzania, lecz zmieniają się wraz z długością utrzymywania lokaty. Im dłużej trzymasz pieniądze z banku, tym wyżej są oprocentowane. Zwykle oprocentowanie rośnie co miesiąc.
Najwięcej można zarobić oczywiście w ostatnim miesiącu. W AIG Banku na rocznej lokacie progresywnej w dwunastym miesiącu można zarobić 12 proc., w Citi Handlowym - 11 proc.
Bank Millennium płaci w ostatnim miesiącu 8 proc., zaś Pekao - 7 proc.. W Polbanku dostaniesz 7,7 proc.
Brzmi nieźle. Kłopot w tym, że oprocentowanie w ostatnim miesiącu to tylko wisienka na torcie. A sam tort jest niezbyt słodki, bo w większości banków przez pierwszych 11 miesięcy oprocentowanie pieniędzy jest niskie. Zwykle zaczyna się od 2-3%, a przyspiesza dopiero w końcówce. Najbardziej dobitnym przykładem jest Bank Millennium, w którym ostatni miesiąc daje aż 8% odsetek, ale w każdym z jedenastu poprzednich można dostać tylko od 4 do 4,5 proc.
Procenty prawdziwe mniejsze, niż te z plakatu. O lokatach progresywnych czytaj na blogu Macieja Samcika Jeśli zsumować łączne odsetki za wszystkie miesiące, to w większości banków oprocentowanie będzie gorsze, niż na zwykłych lokatach albo kontach oszczędnościowych! A AIG Bank lokata Progresja+ da po roku średnio 6% (tradycyjna lokata - co prawda dziewięciomiesięczna, a nie roczna - da zarobić nawet 6,8 proc.). W Getin Banku lokata progresywna da średnio 5,8%, a w Polbanku - 5,1 proc. (na koncie oszczędnościowym można wyciągnąć nawet 6,5 proc.). W Millennium mimo wesołej miny Huberta Urbańskiego - na koniec dostaniesz z lokaty progresywnej tylko 4,56 proc.!