Biznes Ludzie Pieniądze

Jak uciekają miliony na leki

Judyta Watoła, Katowice
29.08.2009 , aktualizacja: 09.08.2010 14:01
A A A Drukuj
Ministerstwo Zdrowia, wpisując nowe leki na listę refundacyjną, zamiast negocjować z producentami obniżki cen, zgodziło się na podwyżki

Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Jakie leki podrożały i o ile
Jakie leki podrożały i o ile

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Listę leków refundowanych - czyli tych, za które w części lub w całości płaci NFZ - zatwierdza minister zdrowia. Jest na niej 3,3 tys. preparatów stosowanych w setkach chorób.

Wniosek o wpisanie leku na listę refundacyjną składa w ministerstwie producent. Firmy farmaceutyczne o wpis walczą, bo obecność na liście to oczywisty zysk. Dzięki refundacji lek stanie się dla pacjenta tańszy, może nawet prawie darmowy (jeśli NFZ zwraca producentowi całą kwotę, chory płaci tylko ryczałt 3,2 zł). A przystępna cena oznacza, że lekarze częściej będą lekarstwo wypisywać.

Obowiązująca wersja listy została ogłoszona 16 marca. Znalazło się na niej 129 nowych leków. Od tego momentu w NFZ rosną wydatki na refundację. W planie na 2009 r. Fundusz założył, że do końca roku wyda na leki 7,5 mld zł. Jednak do czerwca z tej puli ubyło już ponad 4 mld zł. - Do końca roku zabraknie jakichś 700 mln zł - przyznaje wiceminister zdrowia Marek Twardowski, który w resorcie odpowiada za politykę lekową.

O takiej dziurze w budżecie na leki napisaliśmy dwa tygodnie temu. Wtedy ministerstwo tłumaczyło: marcowa lista była rewolucyjna. Znalazło się na niej wiele nowoczesnych preparatów. Lista jest więc bardziej korzystna dla pacjentów, ale droższa dla NFZ.

O 70 zł więcej za opakowanie

To samo ministerstwo informuje jednak, że spośród nowych leków aż 118 to leki generyczne, czyli odpowiedniki preparatów o identycznym składzie, które refundowane były już wcześniej.

Skąd więc rosnąca dziura w budżecie na leki? - Ktoś albo dopuścił się zaniedbania, albo świadomie naraził NFZ na straty - mówi Stanisław Piechula, szef Śląskiej Izby Aptekarskiej.

Farmaceuci z Izby zebrali informację o preparatach, które z wejściem na listę podrożały, niektóre o 70 czy 50 zł na opakowaniu. Przykłady:

•  Pamidia, lek hamujący rozwój komórek nowotworowych produkowany przez krakowski Farmacom. Przed 16 marca kosztował 434 zł, podrożał do 504 zł.

•  Fentanyl, lek przeciwbólowy stosowany u chorych na raka. Kosztował 217 zł, teraz - 261 zł.

•  Zolaxa z Polpharmy stosowana w schizofrenii. Podwyżka z 201 do 254 zł.

•  Polhumin, insulina ludzka produkowana przez Polfę Tarchomin, kosztował 83,49 zł. Teraz jest o 17 zł droższy.

W sumie ze 129 nowych leków refundowanych ponad 40 zdrożało od 20 do 10 proc., do poziomu, na jakim leki z tej samej grupy refunduje NFZ. Są wśród nich preparaty na częste choroby, takie jak wrzody żołądka, nadciśnienie, a także przeciwdziałające zakrzepom i obniżające poziom cholesterolu.


Źródło: Śląska Izba Aptekarska

- Składając wniosek o wpisanie leku na listę, firma proponuje cenę, za jaką ma być sprzedawany. W przypadków 40 leków, o których tu mówimy, we wnioskach zapisano podwyższone ceny. A Ministerstwo Zdrowia, zamiast wykorzystać okazję do negocjowania obniżek, bez wahania zgodziło się na te podwyżki. Straty można liczyć w milionach, bowiem jedna firma obniży cenę, inne często robią to samo, by nie stracić udziałów rynku - ocenia Piechula.

A dr Adam Kozierkiewicz, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia, mówi: - Ministerstwo ma argument: wpisujemy was na listę, ale obniżcie cenę. Tak negocjuje się w biznesie, ale dla urzędników nie tylko w naszym kraju bywa to bardzo trudne.

Ministerstwo jednak niczego nie wynegocjowało. Rosną więc zyski firm farmaceutycznych - dzięki liście poprawia się sprzedaż, a podwyżka zwiększa przychód z każdego opakowania.

Jak podwyżki tłumaczą producenci?

Wcześniej to była promocja

Farmacom odpowiedział nam, że przed 16 marca Pamidia była sprzedawana w cenie promocyjnej. Taką samą odpowiedź dała Polfa Tarchomin, odnosząc się do podwyżki swoich insulin. Polpharma natomiast wyjaśniła, że od złożenia wniosku do objęcia leku refundacją upływa wiele miesięcy, a czasami nawet rok. Przez ten czas cena leku musi być zamrożona, choć normalnie zmieniałaby się z powodu zmian kursu euro czy inflacji. I dlatego cena Zolaxy wzrosła.

Farmaceuci przyznają, że 40 leków, których ceny poszły w górę, nie jest często przepisywanych chorym przez lekarzy. To jednak wcale nie oznacza, że NFZ na ich podwyżce nie traci. Najważniejszy jest tu bowiem tzw. limit refundacji. Wyznacza go najtańszy lek w danej grupie. Weźmy przykład ludzkich insulin: limit refundacji wynosi obecnie 100 zł 49 gr, dokładnie tyle, ile kosztuje Polhumin po podwyżce. Pacjent dopłaca ryczałt 3,2 zł. Jeśli cena innej insuliny jest wyższa, pacjent płaci różnicę i ryczałt.

Jeśli Ministerstwo Zdrowia wpisałoby na listę refundacyjną Polhumin w cenie, w jakiej był wcześniej sprzedawany w aptekach, czyli 83 zł, automatycznie do tej właśnie kwoty obniżyłby się limit refundacji. Wtedy inni producenci, by nie tracić pacjentów, musieliby obniżyć cenę swoich insulin.

- Oszczędności mogłyby iść w miliony. Na refundację samych tylko ludzkich insulin NFZ wydaje ok. 60 mln zł rocznie - mówi prof. Krzysztof Strojek, krajowy konsultant w dziedzinie diabetologii.

O wyciekanie pieniędzy na refundację zapytaliśmy w Funduszu. Biuro prasowe odpowiedziało, że chodzi o "szybszą realizację wydatków".

A jak tłumaczy się Ministerstwo Zdrowia? Dlaczego nie negocjuje z producentami, by chronić i tak już nadwyrężony budżet NFZ? Wiceminister Marek Twardowski nie odpowiedział na te pytania, bo opisany przez nas problem dla niego w ogóle nie istnieje. - Myślę, że się trochę na tym znam i wiem, że takich leków, które podrożały po wpisaniu na listę refundacyjną, nie ma - powiedział "Gazecie".

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy