Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd nie może zakładać, że w przyszłym roku wzrost PKB będzie większy niż 0,5 proc.

Rozmawiała Agata Nowakowska
28.08.2009 , aktualizacja: 28.08.2009 20:44
A A A Drukuj
W przyszłym roku, z tym prezydentem i z tą opozycją, czeka nas nieuchronny wzrost deficytu finansów publicznych i długu publicznego- mówi prof. Stanisław Gomułka
prof. Stanisław Gomułka
prof. Stanisław Gomułka


Agata Nowakowska: Polska wyrasta na giganta ze swoim 1,1-proc. wzrostem PKB w drugim kwartale. Reszta Europy to przy nas karzełki! Rząd szacuje w założeniach do przyszłorocznego budżetu, że wzrost wyniesie 0,5 proc. Może powinien zmienić założenia na lepsze?

Stanisław Gomułka, b. wiceminister finansów, dziś ekspert BCC: - Przy prognozie dochodów budżetowych liczy się popyt krajowy, bo to VAT jest głównym dostarczycielem gotówki. Na razie popyt krajowy spada, w drugim kwartale nawet mocniej, bo o 2 proc., a w pierwszym o 1 proc. Nie ma więc dobrych powodów do rewizji założeń, oczywiście poza politycznymi. Ministrowie zapewne będą naciskać na podniesienie wskaźników, bo to dla nich oznaczałoby więcej pieniędzy do wydania. A ponieważ minister finansów jest teraz z konieczności też politykiem, nie zdziwię się, jak się ugnie.

Nie tryska pan optymizmem, a przecież jest lepiej, niż prognozowali ekonomiści.

- Wypadamy lepiej niż inne kraje, ale nie ma co się podniecać, że to koniec kryzysu, że teraz będziemy już szybko szli w górę. Trzeba oczekiwać dalszego spadku inwestycji w drugiej połowie roku, bo maleje bardzo zyskowność przedsiębiorstw. A inwestycje w Polsce są finansowane głównie z zysków, bo dostępność kredytów bankowych jest ciągle ograniczona. Rośnie też stopień niewykorzystania mocy produkcyjnych.

Należy spodziewać się też spadku dynamiki wzrostu konsumpcji prywatnej. Ona jest ciągle dodatnia, w drugim kwartale mieliśmy wzrost o 1,9 proc., ale wyhamowuje, bo rok temu to było 5,6 proc., a w pierwszym kwartale ten wzrost wyniósł 3,3 proc. Gdy płace realne praktycznie przestały rosnąć, maleje liczba zatrudnionych - gospodarstwa domowe będą ograniczać wydatki.

Co nas czeka do końca roku?

- Druga połowa nie musi być wcale dużo lepsza niż pierwsza, chociaż może też nie być gorsza. PKB może wzrosnąć o 0,5-1,0 proc., a nawet gdyby to było 1,5 proc., to nadal nie jest to zadowalający wynik. Sytuację ciągle będzie ratował eksport netto, ale raczej nie będzie to już tak silny czynnik jak dotąd. Bo choć dobre dane z Niemiec i Francji świadczą o tym, że popyt na nasze towary będzie się odbudowywał, to jednak wciąż tylko umiarkowanie. Za to złoty się umacnia, co zmniejszy zyski eksporterów. Ponadto przedsiębiorstwa importowały dotąd mniej, bo mocno zmniejszały zapasy. Te możliwości się wyczerpują, więc import wzrośnie.

Premier Tusk zapowiedział, że przyszłoroczny deficyt budżetu, czyli luka między dochodami a wydatkami, będzie wyższy niż 27,2 mld zł w tym roku. To zła wiadomość.

- W tym roku dużą część wydatków poupychano po innych niż budżet centralny częściach finansów publicznych. Na przykład 10 mld zł na drogi przerzucono z budżetu do Krajowego Funduszu Drogowego, który będzie je musiał pożyczyć. Zmniejszono też dotację do FUS w sytuacji dużego wzrostu deficytu tego funduszu Stąd wynik budżetu wygląda dużo lepiej, ale liczy się deficyt całego sektora finansów publicznych. Komisja Europejska szacuje nasz deficyt sektora na 6,6 proc. w tym roku i 7,3 proc. PKB w przyszłym. Nawet gdyby było trochę mniej, to i tak będzie prawdopodobnie znacznie powyżej zalecanego przez Unię maksimum 3 proc. PKB. To oznacza odsunięcie na co najmniej kilka lat wejście Polski do strefy euro, ale także poważne ryzyko przekroczenia przez dług publiczny 55 proc. PKB w latach 2010-11.

Rząd musi stoczyć bój o to, by w przyszłym roku zadłużenie nie przekroczyło 55 proc. PKB.

- Rząd robi wszystko, co może, a może niewiele. Może nieco zaoszczędzić na wydatkach elastycznych, zmniejszyć np. nieco nakłady na policję czy wojsko, podnieść akcyzę. Koalicja PO-PSL nie jest w stanie, przy tym prezydencie, który wszystko wetuje, i takiej opozycji, jaka jest, zmieniać ustaw podatkowych czy wydatkowych. Stąd czeka nas duży wzrost deficytu sektora finansów publicznych i długu publicznego.

Już w tym roku dług może przekroczyć 52 proc. PKB, chyba że nastąpi dalsze silne umacnianie się złotego. O wielkości długu dowiemy się jednak dopiero w marcu, bo wtedy poznamy deficyt jednostek samorządu terytorialnego.

Projekt ustawy o finansach publicznych, którą zajmuje się teraz parlament, zaostrza rygory budżetowe. Jeżeli dług przekroczy próg 55 proc. PKB, rząd w kolejnym roku musi przedstawić budżet bez jednego złotego deficytu! Wyobraża pan to sobie? To może pogrążyć gospodarkę na lata.

- Przy realizowanej doktrynie małych kroków istotnie trudno mi to sobie wyobrazić. Przygotowując tę ustawę w MF w pierwszej połowie ub.r., zaproponowaliśmy zaostrzenie wymogów ostrożnościowych. Być może w obecnej sytuacji koalicja powróci do zapisów dotychczasowej ustawy, kiedy to takie zejście do zerowego deficytu miałoby miejsce dopiero po przekroczeniu progu 60 proc. PKB.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów