Historia lubi się powtarzać, ale w przypadku stoczni - robi to już chyba nałogowo. Mija właśnie kolejny, ?ostateczny? i nieprzekraczalny termin wyznaczony przez ministra skarbu na znalezienie nowego inwestora. I co? Wciąż nic.
Owszem, kontrolowane przecieki sugerują, że Qatar Investment Authority jednak przejmie zobowiązania poprzedniego inwestora i majątek kupi ale wszyscy już parę razy takie obietnice słyszeliśmy. I dopóki pieniądze nie wpłyną na konto bankowe, te sugestie chyba trzeba potraktować tak, jak wszystkie poprzednie zapowiedzi - ze zdrową dawką niedowierzania. Lepiej pogodzić się z tym, że trzeba szukać nowych chętnych na majątek stoczniowy (za jeszcze niższą cenę), niż robić sobie niepotrzebne nadzieje.
Bo nawet jeśli QIA zdecyduje się zapłacić za stoczniowy majątek, to na pewno nie da gwarancji, że od razu uruchomi produkcję statków. I czy w ogóle ją uruchomi. Dziś na świecie statków się nie kupuje.
Czas już chyba powiedzieć prawdę: tak jak w innych krajach Europy Zachodniej, pewien rozdział w historii polskiego przemysłu stoczniowego właśnie się zamyka. Polska będzie nadal producentem statków, ale na dużo mniejszą skalę niż dotychczas. Bo takie są prawa rynku. Z nim jeszcze żaden polityk na dłuższą metę nie wygrał.