Na obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte przyjedzie plejada wysokiej rangi polityków z całego świata. Jak zawsze przy takiej okazji przewidziano wiele dwustronnych spotkań szefów zagranicznych rządów, którzy po rocznicowej ceremonii zajmą się omawianiem bieżących spraw.
Jednym z najważniejszych mogą się okazać rozmowy premierów Rosji Władimira Putina i Ukrainy Julii Tymoszenko, a ustalenia podjęte na tym spotkaniu będą miały znaczenie dla całej Europy. Bo kluczowym tematem rozmów Putina z Tymoszenko będzie przyszłość ukraińskich gazociągów, które transportują 80 proc. gazu sprowadzanego z Rosji przez Europę.
Wyzwanie Moskwie tuż przed sopockim szczytem rzucił prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. W ostatni czwartek wieczorem w Kijowie ogłoszono, że Juszczenko podpisał dekret, zobowiązując rząd Ukrainy do wprowadzenia do 2011 r. europejskich przepisów w branży gazowej. Zgodnie z dekretem do końca 2009 r. Tymoszenko ma przygotować i wnieść do parlamentu Ukrainy projekty ustaw wdrażających prawo UE w gazownictwie. Chodzi przede wszystkim o zapewnienie europejskim firmom dostępu do ukraińskich gazociągów i magazynów gazu "na przejrzystych, komercyjnych zasadach" oraz rozdzielenie handlu gazem od transportu tego surowca.
Wprowadzenie przez Kijów europejskich przepisów byłoby pierwszym krokiem do integracji ukraińskich rur z siecią gazociągów UE. Ale jednocześnie pozwoli podważyć zawartą w tym roku umowę tranzytową Ukrainy z UE, która zapewnia Gazpromowi do 2020 r. monopol na tranzyt przez Ukrainę i ulgowe stawki opłat za transport gazu.
Po wprowadzeniu reform europejskie firmy energetyczne mogłyby kupować gaz od Gazpromu na granicy Rosji z Ukrainą i potem już same martwić się o jego tranzyt przez Ukrainę. Obecnie europejskie firmy handlują z Gazpromem na granicy Ukrainy z UE i niemal każdej zimy mają z tego powodu problemy, bo Rosjanie wstrzymują tranzyt przez Ukrainę, odpowiedzialnością za to obarczając Ukraińców. Po wprowadzeniu przez Kijów europejskich przepisów UE przestałaby być zakładnikiem tranzytowych sporów na Wschodzie.
W zamian za reformy
Ukraina ma dostać 1,7 mld dol. wynegocjowanych z pomocą UE kredytów z międzynarodowych instytucji finansowych na remonty i modernizację swoich gazociągów. Deklarację polityczną w tej sprawie Kijów i
Bruksela podpisały w marcu, a pod koniec lipca rząd Ukrainy zawarł umowy z międzynarodowymi instytucjami finansowymi.
Rosyjscy politycy z wielką irytacją krytykowali gazową umowę Ukrainy z UE. Od razu po podpisaniu marcowej deklaracji premier Rosji Władimir Putin zarzucił Brukseli, że podjęła decyzję "nieprzemyślaną i nieprofesjonalną", a rzecznik rosyjskiego MSZ Andriej Niestierienko uznał dwustronne porozumienie UE z Ukrainą za "nieprzyjazny krok w stosunku do Rosji". W przeddzień przyznania Ukrainie 1,7 mld dol. zachodniej pomocy na gazociągi Putin postanowił, że Rosja nie będzie członkiem traktatu Karta Energetyczna - międzynarodowej umowy uzgodnionej po upadku ZSRR. Umowa miała być fundamentem współpracy energetycznej b. republik sowieckich z Europą.
Moskwa ma jednak nadal możliwości storpedowania gazowego porozumienia UE z Ukrainą. Zapowiadając spotkanie w Polsce z Putinem, Julia Tymoszenko ogłosiła, że w przyszłym roku Ukraina chce kupić od Gazpromu o połowę mniej gazu niż zapisano w kontrakcie. Jeśli Ukraina bez uzgodnień z Gazpromem tak radykalnie zmniejszyłaby
import, musiałaby zapłacić horrendalnie wysokie kary. W Sopocie zaczną się więc targi o to, czy ukraińskie gazociągi pozostaną w strefie wpływów Gazpromu.
Na ceremonii na Westerplatte będzie wielu polityków z państw zaangażowanych w budowę Gazociągu Północnego, który przez Bałtyk ma dostarczać rosyjski gaz do Niemiec. Czy spotkania w Polsce zostaną wykorzystane do przepchnięcia tej inwestycji? Państwa nad Bałtykiem dotąd się na to nie zgodziły, a inwestorzy bałtyckiej rury chcą już w najbliższych tygodniach dostać dla niej zielone światło. - Nie planuje się spotkań w tej sprawie. Ale zawsze mogą się zdarzyć niespodzianki - powiedział nam przedstawiciel rządu, który pragnął zachować anonimowość.