Biznes Ludzie Pieniądze

Stocznie skazane na Katar?

Konrad Niklewicz
01.09.2009 , aktualizacja: 01.09.2009 22:20
A A A Drukuj
Inwestor z Kataru wycofał się z zakupu polskich stoczni. Premier zastanawia się, czy nie ukarać za to ministra skarbu dymisją. Problem w tym, że nowy minister najpewniej też będzie musiał rozmawiać o sprzedaży stoczni z katarskim inwestorem.
Konrad Niklewicz
Fot. Marcin Klaban / AG
Konrad Niklewicz
Donald Tusk przed kilkoma tygodniami publicznie zapowiedział, że zdymisjonuje ministra skarbu Aleksandra Grada, jeśli ten do końca sierpnia "nie załatwi korzystnie problemu stoczni". Czytaj: nie sprzeda ich inwestorowi.

W poniedziałek okazało się, że ani Stichting Particulier Fonds Greenrights, ani Qatar Investment Authority nie zapłaciły 381 mln zł za majątek stoczniowy. Polityczna odpowiedzialność za tę porażkę spada na ministra skarbu Aleksandra Grada. Popełnił przynajmniej dwa błędy: odtrąbił sukces (tuż przed wyborami do europarlamentu) w chwili, gdy nic nie było jeszcze przesądzone i nie udzielił opinii publicznej pełnych informacji o tym, kim dokładnie był niedoszły inwestor dla stoczni, tajemnicza spółka Stichting Particulier Fonds Greenrights.

Ale to za mało, by okrzyknąć Grada głównym winowajcą klęski. Premier Donald Tusk chyba zdał sobie z tego sprawę. Jeszcze się waha z dymisją.

Grad próbował uratować stocznie. Od listopada 2007 r. dał im aż dziewięć pożyczek (w sumie 262 mln zł). Podwyższył o pół miliarda złotych kapitał zakładowy stoczni Gdynia. Doprowadził do przyjęcia specustawy stoczniowej, która zagwarantowała pracownikom stoczni odprawy (od 20 do 60 tys. zł) i miesięczne wynagrodzenia pomostowe. Wypełnił zobowiązania wobec Unii Europejskiej.

Warto to przypomnieć: sposób sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie nie był wymysłem Grada, lecz został narzucony przez Brukselę. To konsekwencja grzechów poprzednich rządów, które latami udzielały stoczniom nielegalnej - w świetle prawa UE - pomocy publicznej.

Gdy wymuszony przez Komisję przetarg został rozpoczęty, okazało się, że oprócz spółki SPFG nie pojawił się żaden inny inwestor, gotowy kupić te części stoczni w Szczecinie i Gdyni, które pozwalają wznowić produkcję statków.

Inwestor wpłacił ponad 36 mln zł wadium, uzyskał od MSWiA odpowiednie pozwolenia i zarejestrował w Polsce spółkę. Trzeba wyjaśnić, dlaczego wycofał się z zakupu stoczni.

Wyjaśnienia Grada wydają się racjonalne. Wystarczy spojrzeć na daty: spółka SPFG wystartowała w przetargu w maju 2009 r. W kolejnych miesiącach na europejskim rynku stoczniowym doszło do hekatomby. Na początku czerwca bankructwo niespodziewanie ogłosiły dwie znane stocznie w Niemczech (w Wismarze i Warnemunde) zarządzane przez Wadan Yards MTW. W połowie sierpnia koncern Maersk ogłosił zamknięcie stoczni Odense Steel Shipyard w Lindo (Dania).

W miesiąc po zakończeniu przetargu na polskie stocznie majątek stoczni niemieckich został wystawiony na sprzedaż za blisko 40 mln euro, czyli dwa razy mniej, niż SPFG wylicytował za Gdynię i Szczecin. Przypuszczam, że każdy bank stojący za SPFG w takiej sytuacji zakręciłby kurek z pieniędzmi.

Grad mógł popełnić błąd, wierząc, że grupka prywatnych inwestorów występujących pod szyldem SPFG przejmie stocznie i wymyśli im jakąś opłacalną przyszłość. Ale chciał uniknąć sprzedaży majątku stoczniowego przez syndyka. Bo wówczas zakłady rozmontowane na śrubki kupiliby złomiarze i - być może - deweloperzy budowlani. Za garść złotówek.

Dymisja Grada nie rozwiąże problemów stoczni. Może za to przynieść inne szkody: resort skarbu jest w tej chwili w środku czterech ważnych spraw: negocjacji w sprawie PZU z holenderskim Eureko, sprzedaży koncernu Enea, sprzedaży warszawskiej giełdy i prywatyzacji tzw. pierwszej grupy chemicznej (CIECh, Azoty Tarnów i Kędzierzyn). Grad powinien dostać kilka miesięcy przynajmniej na dokończenie tych transakcji.

Jeśli chodzi o stocznie, ministrowi skarbu (ktokolwiek by nim był) pozostaje jedno: prosić Komisję Europejską o zgodę na powtórzenie przetargu. I mądrze wykorzystać 36 mln zł przejętego wadium.

Rząd może rozważyć, czy i jak przedłużyć ochronę finansową dla stoczniowców z Gdyni i Szczecina (oni już się takiego przedłużenia domagają). Ale to nie będzie łatwa decyzja. Dodatkowe świadczenia dla stoczniowców oznaczają wyciąganie pieniędzy z kieszeni innych podatników.

Jeśli Komisja wyda zgodę, majątek stoczni znów zostanie wystawiony na aukcję. Wtedy się przekonamy, co rynek sądzi o ich wartości. Może to być gorzka pigułka do przełknięcia, jeśli majątek stoczni w Gdyni i Szczecinie w kolejnym przetargu osiągnie znacznie niższą cenę niż w maju.

Nie jest wykluczone, że w powtórzonym przetargu ponownie wystartuje katarski fundusz inwestycyjny Qatar Investment Authority.

Dokładnie we wtorek agencja Reuters poinformowała, że założył on w stolicy Kataru, Dausze, wraz z belgijskim Fortis Bankiem specjalny fundusz inwestycyjny (z kapitałem 200 mln euro), którego jedynym celem jest kupowanie majątku stoczniowego w Europie i na świecie. Korzystając z gwałtownie spadających cen stoczni.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów