Gaz był głównym tematem rozmów, jakie wczoraj w Sopocie prowadził premier Rosji Władimir Putin, który przyleciał do Polski na obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej.
-
Rosja zawsze w pełni zabezpieczała Polskę w nośniki energii i jest gotowa robić to także w przyszłości. Nie może być co do tego wątpliwości - powiedział Putin po rozmowach z premierem Donaldem Tuskiem. Ale na razie rosyjska gotowość zmonopolizowania
importu energii budzi w Polsce wątpliwości, bo od początku roku nie dostajemy gazu zamówionego od RosUkrEnergo (RUE), szwajcarskiej spółki Gazpromu. Dodatkowego gazu nie mamy skąd kupić, bo
Polska nie ma bezpośrednich połączeń z producentami gazu poza Rosją.
Wczoraj Putin zapewniał, że Rosja może uzupełnić niedobory po zerwaniu kontraktu przez RUE. - Ta spółka została wyrugowana z gazowego rynku z inicjatywy rządu Ukrainy - powiedział premier Rosji, odpowiedzialnością za nasze problemy obarczając Kijów. Ale według Putina także Polacy sami nawarzyli sobie piwa. - Problem w tym, że z inicjatywy polskiej strony w umowie międzyrządowej ustalono limit dostaw od Gazpromu na polski rynek. Jeśli Polska chce zwiększyć ten limit, to trzeba zmienić umowę międzyrządową. I to wszystko. To tylko kwestia techniczna - powiedział premier Rosji.
- Gaz w relacjach polsko-rosyjskich nie może być i nie powinien być przedmiotem polityki, a wyłącznie dobrze pojętego wspólnego interesu. To oznacza, że jest szansa na rychłe zakończenie negocjacji i podpisanie gazowego kontraktu - podkreślał premier Donald Tusk. Jednak według relacji polskiej strony gazowe negocjacje handlowe ślimaczą się z powodu politycznych żądań Moskwy. Już pod koniec zeszłego roku PGNiG chciało uzgodnić dodatkowe dostawy gazu z Rosji, ale w piśmie do polskiego rządu wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew podpisanie takiej umowy handlowej uzależnił od zmian w umowie rządów Polski i Rosji. W tej umowie nie tylko ustalono, ile gazu będzie kupować PGNiG od Gazpromu do 2022 r., ale także zasady działania polsko-rosyjskiej spółki EuRoPol Gaz - właściciela gazociągu tranzytowego z Rosji do Niemiec.
Dziennik "Kommierant", powołując się na źródła w kancelarii premiera Putina, napisał wczoraj, że za dodatkowe dostawy gazu Rosjanie chcą od rządu Polski ulgowych opłat za tranzyt gazu, tak by EuRoPol Gaz nie przynosił zysku. Dodatkowo Gazprom chce zwiększyć z 48 do 50 proc. swoje udziały w EuRoPol Gazie.
- W porozumieniu międzyrządowym [o utworzeniu EuRoPol Gazu] napisane jest, że własność tego systemu musi być podzielona po 50 proc. między polską i rosyjską firmę, a tu nagle się okazało, że fizyczna osoba z polskiej strony ma 4 proc. EuRoPol Gazu, chociaż praktycznie w 100 proc. Gazprom finansował cały ten projekt - powiedział w Sopocie Putin. I dodał: - Nie chcę nikogo obwiniać i sądzę, że trzeba spojrzeć na korupcyjność tej decyzji, i to z obu stron, bo nie można było jej podjąć bez zgody rosyjskiej strony.
- Premier Putin myli się - ocenia Janusz Steinhoff, b. wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Steinhoff przypomina, że 4 proc. akcji EuRoPol Gazu ma firma Gas-Trading, w której 43,4 proc. udziałów ma PGNiG, prawie 16 proc. należy do Gazpromu, a 36 proc. ma Bartimpex Aleksandra Gudzowatego. Do 2003 r. szefem rady nadzorczej Gas-Trading był ówczesny prezes Gazpromu Rem Wiachiriew.
Kiedy w 1993 r. podpisywano międzyrządową umowę o EuRoPol Gazie zgodnie z polskim prawem spółka akcyjna nie mogła mieć tylko dwóch założycieli i tym tłumaczono wprowadzenie Gas-Trading. - Rząd Jerzego Buzka oceniał, że interesy państwa w EuRoPol Gazie nie są wystarczająco zapewnione. W piśmie "Pro Memoria" złożonym w 2001 r. w czasie wizyty premiera Michaiła Kasjanowa proponowaliśmy, aby akcji EuRoPol Gazu były równo podzielone przez Gazprom i PGNiG, na co nie dostaliśmy odpowiedzi - przypomina Steinhoff. I podkreśla, że nie ma żadnych znamion korupcji w decyzjach rządu Hanny Suchockiej z 1993 r. o podpisaniu gazowej umowy z Rosją.
Ta umowa przewidywała, że EuRoPol Gaz zbuduje dwie nitki gazociągu przez Polskę. Pierwsza powstała, ale o zobowiązaniu Rosji do budowy drugiej nitki premier Putin wczoraj w ogóle nie wspomniał - podkreśla Janusz Steinhoff. - Myślę, że premier Putin wpisał postulat przywrócenia równych udziałów w koncepcję wpływów Gazpromu na tę spółkę i działania EuRoPol Gazu jako spółki, która nie przynosi zysków. To byłoby korzystne dla Gazpromu - zmniejszałby wydatki na transport gazu przez Polskę. A przecież na budowę gazociągu Polska przyznała znaczącą pomoc publiczną. Rząd nie powinien się ugiąć wobec takich żądań - podkreślił Steinhoff.
Z powodu wizyty w Libii premier Ukrainy Julia Tymoszenko odwołała spotkanie z premierem Polski. Tymoszenko zdążyła jednak w Sopocie omówić z Putinem projekty nowych umów gazowych Ukrainy i Rosji, które mają być podpisane w październiku w Charkowie. Co przewidują te porozumienia? Tymoszenko nie ujawniła, podkreślając tylko, że rządy Ukrainy i Rosji "rozwiązały wszystkie problemy gazowe". Premier Ukrainy powiedziała też, że Putin zapewnił ją, iż
Ukraina nie będzie płacić kar za import mniejszej ilości gazu, niż zapisano w kontrakcie z Gazpromem. Premier Rosji stwierdził tylko, że gazowych rozliczeniach firmy z Rosji i Ukrainy będą brać pod uwagę warunki kryzysu gospodarczego.
Władze Gas-Trading nie przewidują wyjścia z EuRoPol Gazu - powiedział PAP prezes spółki Krzysztof Laskowski. Przypomniał, że spółka została udziałowcem EuRoPol Gazu na wniosek Gazpromu.