Biznes Ludzie Pieniądze

Rosja kusi atomem w Kaliningradzie

Rafał Zasuń
01.09.2009 , aktualizacja: 01.09.2009 20:32
A A A Drukuj
Polska może dostać nawet 1000 MW z nowej elektrowni atomowej w Kaliningradzie - obiecują Rosjanie.
Gronowo. Granica państwa z rosyjskim obwodem kaliningradzkim.
Fot. Damian Kramski / AG
Gronowo. Granica państwa z rosyjskim obwodem kaliningradzkim.
Razem z premierem Władimirem Putinem do Polski przyjechał Siergiej Kirijenko, szef Rosatomu. To państwowa rosyjska korporacja zajmująca się energetyką jądrową. To właśnie ona odpowiada za budowę elektrowni atomowej w Kaliningradzie, do której Rosjanie zapraszają także Polaków i Litwinów. Kirijenko i polska wiceminister gospodarki podpisali umowę o utylizacji odpadów atomowych z polskiego ośrodka w Świerku. - Na rozmowy o elektrowni w Kaliningradzie zabrakło czasu - powiedział nam członek polskiej delegacji.

Szczegóły rosyjskiej oferty ujawnił jednak "Gazecie" Siergiej Bojarkin, wiceprezes Energoatomu - należącej do Rosatomu spółki bezpośrednio odpowiedzialnej za budowę elektrowni. - Możemy zaoferować Polsce do 1000 z 2300 MW mocy - tłumaczy.

Tymczasem właśnie moc jest kością niezgody, która uniemożliwiła postęp w polsko-litewskich negocjacjach na temat wspólnej budowy elektrowni atomowej w Visaginas na Litwie. Zastąpiłaby ona starą, czarnobylskiego jeszcze typu elektrownię w Ignalinie. Polska, która miała uczestniczyć w projekcie wraz z Łotwą i Estonią, chce, żeby elektrownia była duża - aby miała ok. 3200 MW, z czego do naszego kraju trafiłoby 1000-1200 MW. Litwini jednak woleliby wybudować mniejszą siłownię, bo jest tańsza. Zaś światowy kryzys, który wyjątkowo boleśnie dotknął Litwę, sprawił, że w ogóle zaczęto kwestionować tam sens budowy elektrowni. Nowa prezydent Dalia Grybauskaite powiedziała, że powinien on ponownie zostać zbadany. - Litwa swojej siłowni nie wybuduje, trzeba się dogadać z Rosją - stwierdził kilka dni temu były premier, wpływowy polityk lewicy Algirdas Brazauskas.

Sens wspólnej z Polską budowy zakwestionował także dyrektor elektrowni w Ignalinie Wiktor Szewałdin. - Im więcej partnerów, właścicieli, tym więcej interesów, sprzeczności, to po prostu może przekreślić sprawę - powiedział litewskiej gazecie. - W trójkę czy w czwórkę dobrze pić wódkę, grać w karty, a nie interesy robić - tłumaczył. Jego zdaniem Litwa powinna poszukać inwestora finansowego i wybudować mniejszą elektrownię na swoje potrzeby. Litwini obiecują przedstawić biznesplan nowej elektrowni do końca roku, ale takich terminów padało już wiele. Zaś nasza własna elektrownia atomowa powstanie najwcześniej w 2020 r.

Tymczasem Rosjanie kuszą Polaków także niską ceną prądu. - Prąd z elektrowni atomowej w Kaliningradzie będzie tańszy od produkowanego z węgla czy gazu - mówi "Gazecie" Bojarkin. Rosyjska elektrownia ma być oddana w 2015 r., a od 2013 r. zgodnie z unijnymi przepisami polskie elektrownie węglowe będą musiały kupować uprawnienia do emisji CO2. Na początku część, a od 2020 r. całość. Wówczas ceny prądu z węgla pójdą w górę o kilkadziesiąt procent i elektrownie atomowe będą jeszcze bardziej konkurencyjne. - Elektrownia jest bardzo atrakcyjna dla zagranicznych partnerów - zapewnia Bojarkin. O rozmowach poinformowała także hiszpańska Iberdrola. Według niepotwierdzonych informacji zainteresowany jest także Vattenfall. Szwedzka firma jest mocno obecna w Polsce - ma elektrociepłownię w Warszawie, dostarcza także energię elektryczną mieszkańcom i firmom Górnego Śląska. Mark Vadasz, rzecznik szwedzkiej, firmy nie chciał jednak rozmawiać z "Gazetą" na ten temat.

Jeśli Polska i Litwa nie wezmą udziału w projekcie, prąd z kaliningradzkiej elektrowni trafi do naszego zachodniego sąsiada. - Rozmawialiśmy już z Gazpromem o budowie wzdłuż gazociągu Nord Stream kabla do Niemiec - twierdzi Bojarkin.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów