Zamrożenie negocjacji o udziale Bułgarii w budowie gazociągu "South Stream" było jedną z pierwszych decyzji Bojko Borysowa, który został premierem Bułgarii w lipcu, po sukcesie w
wyborach parlamentarnych swojej partii GERB (Obywatele na Rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii). Ministrowie rządu Borysowa zapowiadali też, że Sofia może zrewidować swój udział w budowie transbałkańskiego ropociągu z Burgas do Aleksandroupolis w Grecji.
Wczoraj Bojko Borysow powiedział, że
Bułgaria może zrezygnować z jednego z projektów energetycznych z Rosji, przypominając o problemach ekologicznych z budową ropociągu transbałkańskiego. Putin odparł, że
Rosja nie będzie realizować projektów, które nie odpowiadają Sofii. Przed miesiącem premier Rosji rozmawiał już o budowie alternatywnego ropociągu w Turcji.
Szczególne znaczenie dla Moskwy ma jednak gazociąg South Stream, który ma dostarczać rosyjski gaz do bułgarskiego miasta Warna, omijając przez Morze Czarne Ukrainę. Stąd rosyjski surowiec popłynie dwiema lądowymi odnogami. Południową przez Grecję do Włoch, a północną przez Serbię do Węgier oraz Słowenii i Austrii.
Gazprom postanowił ułożyć tę rurę, aby zablokować budowę konkurencyjnej rury Nabucco, projektowanej przez europejskie koncerny i popieranej przez UE. Rurą Nabucco ma płynąć do Europy Środkowej przez Turcję gaz ze złóż nad Morzem Kaspijskim i na Środkowym Wschodzie.
W czwartek w zeszłym tygodniu prezydent Turkmenistanu Gurbanguły Berdymuchammedow w czasie rozmów z premierem Borysowem obiecał Bułgarii dostawy za pośrednictwem Nabucco 2 mld m sześc. gazu rocznie. Na reakcję Rosji nie trzeba było długo czekać. Kilka godzin po spotkaniu Borysowa z liderem Turkmenistanu, premierzy Rosji i Bułgarii przeprowadzili rozmowę telefoniczną o umowach energetycznych. W czasie tej rozmowy Putin umówił się Borysowem na spotkanie 1 września w Sopocie, na marginesie międzynarodowych obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej.