Bydgoską firmę od lat handlującą w całym kraju sprzętem AGD i RTV dopadł kryzys. Jeszcze do niedawna z powodzeniem konkurowała z Media Marktem i Saturnem, a dziś jej sklepy świecą pustkami. W firmowym salonie Domaru w bydgoskiej Galerii Drukarnia w miejscu, gdzie do niedawna stały ciasno obok siebie lodówki, kuchenki i pralki, dziś można zobaczyć dwie wirnikowe franie. Na pozostałych półkach kilka ekspresów ciśnieniowych do kawy o cenach obniżonych o 25 procent, lokówki do włosów i sokowirówki. Aby złagodzić niemiłe wrażenie, pracownicy ustawili na pustych półkach kartonowe trójkąty-reklamy z napisem "Domar 5 lat gwarancji".
Jeszcze bardziej przygnębiające wrażenie robi hala Domaru przy ul. Szajnochy w
Bydgoszczy. Flagowy sklep tej sieci także świeci pustkami, a większość cen spadła nawet o 40 procent. - Robimy wyprzedaż, to przecież naturalne, promocje i wyprzedaże są także w innych sklepach - tłumaczy sprzedawczyni.
O tym, że jest źle, świadczy fakt, że Domar niektóre swe zobowiązania finansowe chce uregulować towarem, a reklamy tej firmy całkowicie zniknęły z gazet.
- Sytuacja jest trudna. Szukamy oszczędności, gdzie się da - potwierdza Jerzy Frelichowski, kierownik działu marketingu Domaru. - Mamy w kraju 37 sklepów, z czego pięć musieliśmy już sprzedać, i dalej będziemy się pozbywać nierentownych placówek, aby obniżyć koszty.
- Wykańcza was konkurencja? - pytam.
- Na obecną sytuację złożyło się wiele czynników. Mamy kryzys, banki nie chcą przyznawać kredytów. Ale zarząd robi wszystko, żeby nie było upadłości - zapowiada Frelichowski. - Bardzo się staramy, by uratować Domar.
Gdyby jednak się nie udało, pracownicy firmy zapewniają, że ich klienci nie będą mieli problemu z gwarancyjną naprawą sprzętu kupionego w sieci. - Robią to punkty serwisowe producentów rozsiane na terenie całego kraju - tłumaczy Danuta Nadrowska z Domaru. - Nawet jeśli dojdzie do upadłości firmy, z naprawami na pewno nie będzie żadnego kłopotu - zapewnia.