Biznes Ludzie Pieniądze

Uratowało nas zacofanie

Sylwia Śmigiel, Leszek Baj
2009-09-02, ostatnia aktualizacja 2009-09-02 20:18

Europa powoli dźwiga się z największej od lat recesji. Polskie firmy i cała nasza gospodarka do tej pory radziły sobie z nią doskonale, ale eksperci ostrzegają, że na odtrąbienie sukcesu jeszcze nieco za wcześnie.


 0,06MB
0,06MB
 0,23MB
0,23MB
Eurostat właśnie potwierdził, że w II kw. spadek PKB w strefie euro sięgnął już tylko 0,1 proc. w stosunku do pierwszych trzech miesięcy roku. W I kw. spadek wyniósł 2,5 proc. w stosunku do IV kw. 2008 r. Coraz więcej krajów nie daje się recesji. Wyszły z niej już Niemcy, Francja, Portugalia. Udało się jej uniknąć Słowacji. - Najgorsze na razie za nami - powiedział Jean-Claude Juncker, przewodniczący grupy ministrów finansów krajów strefy euro.

Polska gospodarka jest prymusem Europy ze wzrostem na poziomie 1,4 proc. Dodatnim wzrostem PKB liczonym w skali roku nie może się pochwalić żaden inny kraj Unii Europejskiej. Duża w tym zasługa firm działających w Polsce.

- Wzrost PKB jest przede wszystkim zasługą Polaków i polskich przedsiębiorców - mówił w zeszłym tygodniu po podaniu danych przez GUS minister finansów Jacek Rostowski.

Mały biznes boi się banków

To, że firmy z kryzysu na razie wychodzą obronną ręką, potwierdza raport Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Co o tym zadecydowało?

- Konserwatyzm, konserwatyzm i jeszcze raz konserwatyzm - twierdzi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Lewiatana. Większość naszych firm bardzo ostrożnie podchodzi do wydawania pieniędzy. W niewielkim stopniu korzysta z pożyczonych funduszy. Rozwija się z własnych oszczędności, a nie idzie po pieniądze do banku. W 2008 r. tylko 26 proc. małych i średnich firm korzystało z kredytów. To "zacofanie" pomogło obronić się przed kryzysem. Ale uwaga. - To samo stanie się wielką kulą u nogi. A my możemy bardziej ślamazarnie wychodzić z kryzysu niż inne kraje - mówi Starczewska-Krzysztoszek.

Nasze firmy nie są skłonne ryzykować i inwestować w nowatorskie rozwiązania. A swoją pozycję na rynku ciągle budują głównie w oparciu o cenę, a nie o jakość. Zdaniem ekonomistki w trudnych czasach przedsiębiorcy jeszcze bardziej skoncentrowali się na sprzedaży na polskim rynku i postawili na obronę swojej pozycji w kraju. Tutaj także poszukiwały dostawców i kontrahentów, bo przestał się opłacać import z powodu słabego złotego.

Potwierdza to Dariusz Kraszewski, partner w Deloitte: - Szczególnie prywatne przedsiębiorstwa dobrze poradziły sobie w kryzysie. Zadecydowało o tym to, że wciąż nie są to firmy duże, szybko podejmują decyzje, dostosowują się do sytuacji, np. przesuwając sprzedaż pomiędzy rynkiem wewnętrznym a zagranicznymi.

W całym pierwszym półroczu sprzedaż firm spadła, a koszty rosły szybciej niż przychody (odpowiednio o 2,2 proc. i 1 proc.). Ich wynik finansowy tylko z podstawowej działalności był o 3,4 mld zł niższy niż po półroczu 2008 r. Wynik netto był mniejszy aż o 7,2 mld zł, co wynika m.in. ze strat firm związanych z opcjami walutowymi.

Według Lewiatana są powody do radości. Co prawda pogorszyła się rentowność przedsiębiorstw, ale wciąż jest na poziomie, który nie zagraża ich działalności. - Mamy kapitalną sytuację, jeśli chodzi o płynność - podkreśla Starczewska-Krzysztoszek. W czerwcu firmy były w stanie natychmiast pokryć ponad 33 proc. swoich bieżących zobowiązań. Według Starczewskiej-Krzysztoszek oznacza to, że nie ma tak naprawdę zagrożenia zatorami płatniczymi. - Mogą one powstawać, bo firma chce przetrzymać pieniądze, a nie - bo nie może spłacić zobowiązań - mówi ekonomistka.

Zdaniem Lewiatana dobra płynność to świetny sygnał na przyszłość. W momencie kiedy banki otworzą się na firmy, będą miały od razu klientów spełniających ich wymagania.

Zresztą pewien ruch w kredytach już jest. - U nas w banku widać wyraźnie więcej zapytań o kredyty inwestycyjne - mówił niedawno "Gazecie" Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK. - Udzielamy więcej kredytów dla małych i średnich firm - dodał.

Eksport rozrusza nasze firmy?

W II kw. to tzw. eksport netto był motorem rozwoju naszej gospodarki, ale nie dlatego, że rósł eksport, lecz dlatego, że szybciej od niego spadał import. Według danych GUS w II kw. spadek eksportu sięgnął 14,6 proc., importu - 19 proc. Tylko nieznacznie pomógł firmom słaby złoty. - Co z tego, że za każde euro w przeliczeniu na złotówki dostają więcej, skoro nie mają komu sprzedać towarów - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Nadzieją polskich firm jest teraz powoli powracające ożywienie na Zachodzie. Rządowe pakiety stymulujące gospodarki choćby w Niemczech pozytywnie przełożyły się na produkcję w polskich fabrykach. Dotyczyło to np. sektora samochodowego, który skorzystał na wartym 5 mld euro programie dopłat do zakupu nowego auta. Skorzystało z niego aż 2 mln Niemców, dzięki czemu sprzedaż samochodów wzrosła u naszych zachodnich sąsiadów o ponad 25 proc.!

Jednak dopłaty właśnie się skończyły. - A nowych pomysłów na programy stymulujące gospodarkę niemiecką nie ma - mówi "Gazecie" Costa Brunner, ekonomista banku inwestycyjnego Natixis. - Zresztą nie ma już więcej miejsca na zwiększanie wydatków publicznych - dodaje. Jego zdaniem istnieje duże ryzyko, że Niemcy w II-III kw. przyszłego roku znowu wpadną w techniczną recesję, czyli dwa kwartały z rzędu ujemnego wzrostu. Nie jest w tym twierdzeniu odosobniony. Zdaniem Jürgena Piepera wypowiadającego się dla AFP, ekonomisty Metzler Bank, pierwsze dwa-trzy kwartały 2010 r. będą w Niemczech bardzo słabe. - Pewną szansą na uniknięcie tego scenariusza są zaplanowane już publiczne inwestycje w infrastrukturę - mówi Brunner.

Długie wychodzenie z kryzysu w Niemczech mogłoby przeszkodzić polskim firmom w odbudowaniu eksportu. Niemcy to nasz największy partner handlowy, który kreuje ponad jedną czwartą polskiego handlu zagranicznego. Ciągle też obawy wzbudza sytuacja na rynku pracy. We wtorek Eurostat podał, że w strefie euro stopa bezrobocia wzrosła do 9,5 proc., czyli najwyższego poziomu od dziesięciu lat. A przed nami zima, gdy bezrobocie zawsze rośnie ze względu na zakończenie prac sezonowych.

Do biegu, gotowi...

Według Lewiatana przedsiębiorcy już dzisiaj muszą myśleć o inwestycjach. I nie chodzi tu tylko o budowanie kolejnego zakładu czy linii produkcyjnej, ale inwestowanie w innowacje: nie tylko technologie, ale także marketing, produkty czy zmianę organizacji. - Już teraz muszą się zastanowić, co powinni zmienić, żeby w momencie wychodzenia z kryzysu od razu być w blokach startowych - mówi Starczewska-Krzysztoszek.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4

32 głosy