Być może najbardziej brzemienne w skutki dla Europy było spotkanie w Sopocie Putina z premier Ukrainy Julią Tymoszenko. Przez ukraińskie gazociągi płynie 80 proc. gazu eksportowanego z Rosji do Europy Zachodniej. A z powodu chronicznych konfliktów Moskwy z Kijowem o warunki tranzytu tego gazu co rusz Rosjanie zakręcają zimą kurek na gazociągach tranzytowych do Ukrainy.
- Usunęliśmy prawie wszystkie rafy w sferze gazu - powiedziała Tymoszenko po rozmowie z Putinem w Sopocie. Dodała, że premier Rosji zapewnił ją, iż Ukrainie nie grożą kary finansowe, chociaż ukraiński koncern Naftohaz importuje mniej gazu, niż ustalił w styczniu z Gazpromem. Podpisany wtedy kontrakt daje Rosjanom prawo do naliczania Ukraińcom kar za gaz zamówiony, lecz potem nieodebrany. Tymoszenko powiedziała też, że w Sopocie omawiała z Putinem projekty nowych umów gazowych, które mają być podpisane w październiku w Charkowie. - Umówiliśmy się, że damy instrukcje naszym firmom gazowym, by w rozliczeniach brały pod uwagę obecne warunki światowego kryzysu gospodarczego - powiedział Putin. O co chodzi?
Według dziennika "Kommiersant" w zamian za rezygnację z kar za nieodebrany gaz Tymoszenko obiecała Putinowi, że w przyszłym roku Gazprom dostanie ulgę w opłatach za tranzyt gazu przez Ukrainę. To jednak może zablokować starania UE o integrację ukraińskich rur z siecią europejskich gazociągów.
Polityczną deklarację w tej sprawie UE i Kijów podpisały w marcu. W zamian za pomoc finansową na remonty ukraińskich gazociągów Kijów zgodził się wprowadzić europejskie prawo w swojej branży gazowej, w tym także przejrzyste, rynkowe zasady ustalania opłat za tranzyt gazu. Wtedy firmy z UE mogłyby kupować rosyjski gaz na granicy Ukrainy z Rosją (teraz robią to na granicy Ukrainy z UE). Potem same martwiłyby się, jak go przetransportować przez Ukrainę. A
Moskwa nie mogłaby wstrzymywać dostaw na Zachód pod pretekstem sporów o tranzyt z Kijowem. Jednak dotąd rząd Ukrainy nie ogłosił programu proeuropejskich reform w gazownictwie.
W Sopocie Putin zadbał też o przyszłość gazociągu South Stream, który przez Morze Czarne ma dostarczać rosyjski gaz na Bałkany i do Europy Środkowej. Losy tego projektu stanęły pod znakiem zapytania w Bułgarii, która ma kluczowe znaczenie dla South Stream. Rosyjski gazociąg ma dojść właśnie do Bułgarii, a stąd zaplanowano lądowe odnogi do innych państw Europy. Budując tę rurę, Gazprom chce zablokować europejski projekt gazociągu Nabucco, który ma dostarczać do Europy - także Bułgarii - gaz spoza Rosji.
W lipcu nowy premier Bułgarii Bojko Borysow zamroził negocjacje o budowie South Stream, a ministrowie rządu Borysowa mówili też o rewizji umowy z Rosją na temat budowy tranzytowego ropociągu do Grecji. - Nie ma problemów z South Stream - powiedział jednak premier Bułgarii po spotkaniu w Sopocie z premierem Rosji. Do South Stream chce także dołączyć
Chorwacja. Premier Chorwacji Jadranka Kosor powiedziała, że tę właśnie propozycję złożyła podczas rozmów z Putinem w naszym nadmorskim kurorcie.